Odkąd 25 lutego rosyjski Tatnieft odciął dostawy ropy do PKN Orlen, polskiego koncernu paliwowego, na spotkaniach prasowych powtarzało się pytanie: a jeśli Rosjanie wznowią dostawy? Przedstawiciele Orlenu unikali odpowiedzi, aż do wtorkowego wywiadu prezesa Daniela Obajtka w Polsat News.

„Kiedy została nam wstrzymana dostawa ropy po wizycie prezydenta Bidena, mieliśmy argument, który pozwoli nam wypowiedzieć ten kontrakt. Na tej podstawie, bez kar, wypowiedzieliśmy ten kontrakt (...) To się stało kilka dni temu” - powiedział Daniel Obajtek w telewizji.
Była to ostatnia umowa Orlenu na dostawy rosyjskiej ropy. Miała obowiązywać do końca 2024 r. i Orlen, właśnie ze względu na kary, nie chciał sam jej wypowiadać. Lobbował za europejskimi sankcjami na rosyjską ropę, ale bez skutku. Europejskie embargo objęło jedynie transport ropy droga morską, a rurociąg Przyjaźń, prowadzący m.in. z Rosji do Polski, został wyłączony. W efekcie pojawiały się głosy krytykujące firmę za płacenie wciąż Rosji, która zaatakowała Ukrainę, za cenny surowiec.
Tuż przed tym, jak Tatneft wstrzymał dostawy, analitycy think tanku Forum Energii alarmowali, że Polska awansowała na pierwsze miejsce pod względem importu rosyjskiej ropy w całej Unii Europejskiej.
W Polsce Orlen nie przetwarza już ropy z Rosji, ale poza Polską owszem. Firma jest właścicielem rafinerii na Litwie i w Czechach. O ile litewski zakład w Możejkach już w połowie marca 2022 r. odciął dostawy rosyjskiego surowca, o tyle w czeskim Unipetrolu, będącym właścicielem dwóch rafinerii, połowa ropy pochodzi wciąż z Rosji. Do Czech wiedzie z Rosji tzw. południowa nitka rurociągu Przyjaźń, zaopatrująca również Słowację i Węgry. To kraje bez dostępu do morza, dlatego wynegocjowały wyłączenie ich rynków z sankcji na rosyjską ropę.
