Orły to i sokoły, czy bardziej bażanty

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-04-20 00:00

Tematem numer jeden pozostaje przyznanie Ukrainie i Polsce (konsekwentnie podaję oba państwa w takiej kolejności, zgodnie z zasługami w całym przedsięwzięciu) organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. Trzeba przyznać, że szał środowych uniesień skończył się dosyć szybko i zaczyna dominować realizm — jak spłacimy kredyt zaufania piłkarskiej i nie tylko piłkarskiej Europy (patrz tekst na str. 3).

Akcentem pozytywnym są obietnice kolejnych polityków, co też oni zrobią dla pomyślności EURO 2012. Zdecydowana większość z nich znajdzie się wówczas już poza kręgiem władzy, ale rzeczywiście to oni dzisiaj muszą położyć fundamenty. Trawestując prezydenta Johna F. Kenedy’ego, słyszy się powtarzaną z troską maksymę: „Nie pytaj, co EURO może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla EURO”. Jest jednak i ciemniejsza strona medalu — po chwilowym zjednoczeniu narodowym, gdy minister Tomasz Lipiec ściskał się z prezesem Michałem Listkiewiczem, sytuacja wróciła do normy. Wczoraj premier Jarosław Kaczyński na przykład dał do zrozumienia, że działalność władz stolicy — domyślamy się, że w sprawie budowy stadionu — była dotychczas nacechowana siegającą daleko złą wolą i blokowała wielkie narodowe przedsięwzięcie. Strona samorządowa oczywiście odbiła piłeczkę.

Jednym z dopiero raczkujących wątków jest promocyjne wykorzystanie EURO 2012. Każde z organizujących państw będzie promowało siebie i oczywiście rywalizowało. W tym kontekście przypomniał mi się epizod, który widziałem — ba, w którym czynnie uczestniczyłem — podczas niedawnego pobytu polskich posłów i senatorów oraz biznesmenów w Nowej Zelandii. Otóż zdarzyła się tam konieczność zaśpiewania przez całą grupę piosenki na powitanie z gościnnymi Maorysami. Na poczekaniu trzeba było znaleźć jakiś utwór, nadający się do wykonania bez specjalnych prób, radosny, no i będący naszym znakiem firmowym. Kandydowało „sto lat”, ale grupa doszła do wniosku, że najlepszą melodią promocyjną, taką, która pozostanie w uszach tubylców jako skojarzenie z daleką Polską, będą… „Sokoły”.