Firma Orzeł, która specjalizuje się w handlu nowymi i regenerowanymi oponami, od niedawna interesuje się również wejściem w nowy segment rynku. Spółka planuje budowę w okolicach Lublina fabryki zajmującej się recyklingiem opon. Zebrane z rynku stare opony będzie przerabiać m.in. na granulat, którego odbiorcą ma być przemysł gumowy.
— Koszt inwestycji będzie wynosił — w zależności od kursu euro — 20-25 mln zł — informuje Jacek Orzeł, prezes i współwłaściciel rodzinnej spółki, notowanej na New Connect.
Po prośbie do UE
Większość inwestycji miała zostać pierwotnie sfinansowana z kredytów bankowych. Recesja sprawiła jednak, że banki stały się nieufne. Orzeł próbuje więc sięgnąć po pieniądze unijne. Wniosek złożono i — zdaniem szefa spółki — jest niemal pewne, że spółka otrzyma pieniądze. W grę wchodzi nawet 17,5 mln zł. To ponad trzykrotnie więcej niż obecna kapitalizacja spółki. Ta przy obecnym kursie 1,1 zł za akcję wynosi zaledwie 5,5 mln zł.
— Spodziewamy się, że do połowy sierpnia z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości napłyną dobre dla nas informacje — zapewnia Jacek Orzeł.
Szef firmy chce, by fabryka rozpoczęła działalność do połowy 2010 r. Liczy, że dzięki tej inwestycji przychody od 2011 r. wzrosną o około 30 proc. Większe przychody to też wzrost wartości spółki, a to może się przydać w planach dotyczących konsolidacji rynku.
Orzeł nie zapomina o podstawowej działalności, czyli sprzedaży opon. W tym roku oddano do użytku duży magazyn wysokiego składowania i serwis oponiarski w siedzibie firmy w Ćmiłowie. Orzeł od początku tego roku stara się też eksportować opony do wschodniej Europy. Już teraz wszedł na Ukrainę i do Mołdawii. Na koniec roku eksport ma stanowić 10-15 proc. przychodów.
Z minusa na plus
W ubiegłym roku spółka przyniosła straty. Miała pod kreską 358 tys. zł przy 12 mln zł przychodów. Ten rok spółka chce zakończyć zyskiem przy obrotach rzędu 18-21 mln zł.
— W pierwszym półroczu wypracowaliśmy 7,6 mln zł przychodów. Kluczowy będzie czwarty kwartał, podczas którego — w związku z wymianą opon na zimowe — realizujemy zwykle około 40 proc. naszych obrotów — mówi prezes Jacek Orzeł.
Czy pierwsze półrocze było zyskowne? Tego prezes nie ujawnia.
Ankietowani przez nas konkurenci i analitycy nie chcieli wypowiadać się o spółce. Przeważnie tłumaczyli się, że jej dobrze nie znają.

Firma Orzeł, która specjalizuje się w handlu nowymi i regenerowanymi oponami, od niedawna interesuje się również wejściem w nowy segment rynku. Spółka planuje budowę w okolicach Lublina fabryki zajmującej się recyklingiem opon. Zebrane z rynku stare opony będzie przerabiać m.in. na granulat, którego odbiorcą ma być przemysł gumowy.
— Koszt inwestycji będzie wynosił — w zależności od kursu euro — 20-25 mln zł — informuje Jacek Orzeł, prezes i współwłaściciel rodzinnej spółki, notowanej na New Connect.
Po prośbie do UE
Większość inwestycji miała zostać pierwotnie sfinansowana z kredytów bankowych. Recesja sprawiła jednak, że banki stały się nieufne. Orzeł próbuje więc sięgnąć po pieniądze unijne. Wniosek złożono i — zdaniem szefa spółki — jest niemal pewne, że spółka otrzyma pieniądze. W grę wchodzi nawet 17,5 mln zł. To ponad trzykrotnie więcej niż obecna kapitalizacja spółki. Ta przy obecnym kursie 1,1 zł za akcję wynosi zaledwie 5,5 mln zł.
— Spodziewamy się, że do połowy sierpnia z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości napłyną dobre dla nas informacje — zapewnia Jacek Orzeł.
Szef firmy chce, by fabryka rozpoczęła działalność do połowy 2010 r. Liczy, że dzięki tej inwestycji przychody od 2011 r. wzrosną o około 30 proc. Większe przychody to też wzrost wartości spółki, a to może się przydać w planach dotyczących konsolidacji rynku.
Orzeł nie zapomina o podstawowej działalności, czyli sprzedaży opon. W tym roku oddano do użytku duży magazyn wysokiego składowania i serwis oponiarski w siedzibie firmy w Ćmiłowie. Orzeł od początku tego roku stara się też eksportować opony do wschodniej Europy. Już teraz wszedł na Ukrainę i do Mołdawii. Na koniec roku eksport ma stanowić 10-15 proc. przychodów.
Z minusa na plus
W ubiegłym roku spółka przyniosła straty. Miała pod kreską 358 tys. zł przy 12 mln zł przychodów. Ten rok spółka chce zakończyć zyskiem przy obrotach rzędu 18-21 mln zł.
— W pierwszym półroczu wypracowaliśmy 7,6 mln zł przychodów. Kluczowy będzie czwarty kwartał, podczas którego — w związku z wymianą opon na zimowe — realizujemy zwykle około 40 proc. naszych obrotów — mówi prezes Jacek Orzeł.
Czy pierwsze półrocze było zyskowne? Tego prezes nie ujawnia.
Ankietowani przez nas konkurenci i analitycy nie chcieli wypowiadać się o spółce. Przeważnie tłumaczyli się, że jej dobrze nie znają.
Firma Orzeł, która specjalizuje się w handlu nowymi i regenerowanymi oponami, od niedawna interesuje się również wejściem w nowy segment rynku. Spółka planuje budowę w okolicach Lublina fabryki zajmującej się recyklingiem opon. Zebrane z rynku stare opony będzie przerabiać m.in. na granulat, którego odbiorcą ma być przemysł gumowy.
— Koszt inwestycji będzie wynosił — w zależności od kursu euro — 20-25 mln zł — informuje Jacek Orzeł, prezes i współwłaściciel rodzinnej spółki, notowanej na New Connect.
Po prośbie do UE
Większość inwestycji miała zostać pierwotnie sfinansowana z kredytów bankowych. Recesja sprawiła jednak, że banki stały się nieufne. Orzeł próbuje więc sięgnąć po pieniądze unijne. Wniosek złożono i — zdaniem szefa spółki — jest niemal pewne, że spółka otrzyma pieniądze. W grę wchodzi nawet 17,5 mln zł. To ponad trzykrotnie więcej niż obecna kapitalizacja spółki. Ta przy obecnym kursie 1,1 zł za akcję wynosi zaledwie 5,5 mln zł.
— Spodziewamy się, że do połowy sierpnia z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości napłyną dobre dla nas informacje — zapewnia Jacek Orzeł.
Szef firmy chce, by fabryka rozpoczęła działalność do połowy 2010 r. Liczy, że dzięki tej inwestycji przychody od 2011 r. wzrosną o około 30 proc. Większe przychody to też wzrost wartości spółki, a to może się przydać w planach dotyczących konsolidacji rynku.
Orzeł nie zapomina o podstawowej działalności, czyli sprzedaży opon. W tym roku oddano do użytku duży magazyn wysokiego składowania i serwis oponiarski w siedzibie firmy w Ćmiłowie. Orzeł od początku tego roku stara się też eksportować opony do wschodniej Europy. Już teraz wszedł na Ukrainę i do Mołdawii. Na koniec roku eksport ma stanowić 10-15 proc. przychodów.
Z minusa na plus
W ubiegłym roku spółka przyniosła straty. Miała pod kreską 358 tys. zł przy 12 mln zł przychodów. Ten rok spółka chce zakończyć zyskiem przy obrotach rzędu 18-21 mln zł.
— W pierwszym półroczu wypracowaliśmy 7,6 mln zł przychodów. Kluczowy będzie czwarty kwartał, podczas którego — w związku z wymianą opon na zimowe — realizujemy zwykle około 40 proc. naszych obrotów — mówi prezes Jacek Orzeł.
Czy pierwsze półrocze było zyskowne? Tego prezes nie ujawnia.
Ankietowani przez nas konkurenci i analitycy nie chcieli wypowiadać się o spółce. Przeważnie tłumaczyli się, że jej dobrze nie znają.
Firma Orzeł, która specjalizuje się w handlu nowymi i regenerowanymi oponami, od niedawna interesuje się również wejściem w nowy segment rynku. Spółka planuje budowę w okolicach Lublina fabryki zajmującej się recyklingiem opon. Zebrane z rynku stare opony będzie przerabiać m.in. na granulat, którego odbiorcą ma być przemysł gumowy.
— Koszt inwestycji będzie wynosił — w zależności od kursu euro — 20-25 mln zł — informuje Jacek Orzeł, prezes i współwłaściciel rodzinnej spółki, notowanej na New Connect.
Po prośbie do UE
Większość inwestycji miała zostać pierwotnie sfinansowana z kredytów bankowych. Recesja sprawiła jednak, że banki stały się nieufne. Orzeł próbuje więc sięgnąć po pieniądze unijne. Wniosek złożono i — zdaniem szefa spółki — jest niemal pewne, że spółka otrzyma pieniądze. W grę wchodzi nawet 17,5 mln zł. To ponad trzykrotnie więcej niż obecna kapitalizacja spółki. Ta przy obecnym kursie 1,1 zł za akcję wynosi zaledwie 5,5 mln zł.
— Spodziewamy się, że do połowy sierpnia z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości napłyną dobre dla nas informacje — zapewnia Jacek Orzeł.
Szef firmy chce, by fabryka rozpoczęła działalność do połowy 2010 r. Liczy, że dzięki tej inwestycji przychody od 2011 r. wzrosną o około 30 proc. Większe przychody to też wzrost wartości spółki, a to może się przydać w planach dotyczących konsolidacji rynku.
Orzeł nie zapomina o podstawowej działalności, czyli sprzedaży opon. W tym roku oddano do użytku duży magazyn wysokiego składowania i serwis oponiarski w siedzibie firmy w Ćmiłowie. Orzeł od początku tego roku stara się też eksportować opony do wschodniej Europy. Już teraz wszedł na Ukrainę i do Mołdawii. Na koniec roku eksport ma stanowić 10-15 proc. przychodów.
Z minusa na plus
W ubiegłym roku spółka przyniosła straty. Miała pod kreską 358 tys. zł przy 12 mln zł przychodów. Ten rok spółka chce zakończyć zyskiem przy obrotach rzędu 18-21 mln zł.
— W pierwszym półroczu wypracowaliśmy 7,6 mln zł przychodów. Kluczowy będzie czwarty kwartał, podczas którego — w związku z wymianą opon na zimowe — realizujemy zwykle około 40 proc. naszych obrotów — mówi prezes Jacek Orzeł.
Czy pierwsze półrocze było zyskowne? Tego prezes nie ujawnia.
Ankietowani przez nas konkurenci i analitycy nie chcieli wypowiadać się o spółce. Przeważnie tłumaczyli się, że jej dobrze nie znają.
Firma Orzeł, która specjalizuje się w handlu nowymi i regenerowanymi oponami, od niedawna interesuje się również wejściem w nowy segment rynku. Spółka planuje budowę w okolicach Lublina fabryki zajmującej się recyklingiem opon. Zebrane z rynku stare opony będzie przerabiać m.in. na granulat, którego odbiorcą ma być przemysł gumowy.
— Koszt inwestycji będzie wynosił — w zależności od kursu euro — 20-25 mln zł — informuje Jacek Orzeł, prezes i współwłaściciel rodzinnej spółki, notowanej na New Connect.
Po prośbie do UE
Większość inwestycji miała zostać pierwotnie sfinansowana z kredytów bankowych. Recesja sprawiła jednak, że banki stały się nieufne. Orzeł próbuje więc sięgnąć po pieniądze unijne. Wniosek złożono i — zdaniem szefa spółki — jest niemal pewne, że spółka otrzyma pieniądze. W grę wchodzi nawet 17,5 mln zł. To ponad trzykrotnie więcej niż obecna kapitalizacja spółki. Ta przy obecnym kursie 1,1 zł za akcję wynosi zaledwie 5,5 mln zł.
— Spodziewamy się, że do połowy sierpnia z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości napłyną dobre dla nas informacje — zapewnia Jacek Orzeł.
Szef firmy chce, by fabryka rozpoczęła działalność do połowy 2010 r. Liczy, że dzięki tej inwestycji przychody od 2011 r. wzrosną o około 30 proc. Większe przychody to też wzrost wartości spółki, a to może się przydać w planach dotyczących konsolidacji rynku.
Orzeł nie zapomina o podstawowej działalności, czyli sprzedaży opon. W tym roku oddano do użytku duży magazyn wysokiego składowania i serwis oponiarski w siedzibie firmy w Ćmiłowie. Orzeł od początku tego roku stara się też eksportować opony do wschodniej Europy. Już teraz wszedł na Ukrainę i do Mołdawii. Na koniec roku eksport ma stanowić 10-15 proc. przychodów.
Z minusa na plus
W ubiegłym roku spółka przyniosła straty. Miała pod kreską 358 tys. zł przy 12 mln zł przychodów. Ten rok spółka chce zakończyć zyskiem przy obrotach rzędu 18-21 mln zł.
— W pierwszym półroczu wypracowaliśmy 7,6 mln zł przychodów. Kluczowy będzie czwarty kwartał, podczas którego — w związku z wymianą opon na zimowe — realizujemy zwykle około 40 proc. naszych obrotów — mówi prezes Jacek Orzeł.
Czy pierwsze półrocze było zyskowne? Tego prezes nie ujawnia.
Ankietowani przez nas konkurenci i analitycy nie chcieli wypowiadać się o spółce. Przeważnie tłumaczyli się, że jej dobrze nie znają.