Oscylatorem w kolekcjonera

Inwestora na aukcji wkręca się w koło. To poważne — wkręcenie w koło Fangora powodować może nawet przerost portfela i zaburzenia wzroku

Oscylator to układ, który wprawia w drgania. Mając na względzie kontekst wywołującej dreszcze historii z końca lat 80., trudno się nawet nie zgodzić, ale tym razem zdanie można rozumieć też dosłownie. Na tym właśnie — w brawurowym skrócie — polegać ma nurt, któremu inwestorzy zawdzięczali ostatnio przekonanieo tym, że zwyżki na rynku sztuki dążą do nieskończoności. Niełatwo przecież się oprzeć, jeśli aukcyjne wyniki wskazują, że pozornie proste koła i fale Wojciecha Fangora w pięć lat zdrożały o ponad 530 proc. Jak na oscylator przystało, mimo rezultatów dla portfela, są jednak kompletną iluzją — wystarczy chwilę się poprzyglądać, żeby geometryczne kształty powoli zaczęły się oddalać i jakoś nienaturalnie wybrzuszać. Cienkie linie będą wtedy falować, a jaskrawe kolory na brzegach zapulsują niezdrowo w oku. Ten typ oscylatora potocznie określa się jako op-art.

Wyświetl galerię [1/3]

KOŁO FORTUNY: W połowie listopada koło Wojciecha Fangora wylicytowano w Nowym Jorku do 262 tys. USD (1,1 mln zł). Estymacja w Piękna Gallery dochodzi do 700 tys. zł. PIĘKNA GALLERY

Dziesiątki tysięcy złotych: w trybach maszyny

Jeśli krąg Fangora miałby zbyt wysoki próg cenowy, od 16 tys. zł można próbować go zastąpić na przykład walcem Zofii Artymowskiej. Lśniące metalicznym blaskiem walce (na zdj.) są równie charakterystyczne dla jej twórczości, jak koła dla malarstwa Fangora, a pójdą pod młotek 1 grudnia w Desie Unicum ze spodziewaną ceną 35-45 tys. zł. Mimo że z portfelem walce obejdą się łagodniej, o terapii cenowymi wykresami można jeszcze na kilka lat zapomnieć, bo trudno silić się na diagramy, skoro prace autorki wystawione zostały na aukcje dopiero kilkanaście razy — wynika z danych Artprice. Obrót jest więc wolniejszy, ceny nie tak zawrotne, a złudzenie ruchu potraktowane może nawet bardziej dosłownie. W przeciwieństwie do Fangorowych okręgów, z obrazów artystki nic nie wydaje się aż tak oddalać, ale iluzja trzeciego wymiaru i tak bywa wyraźna, szczególnie że walce są z jednej strony zupełnie abstrakcyjne, a z drugiej przypominają prawdziwe maszyny. Tak jak koła istotnie niczego nie opowiadają, tak narzędzia w tzw. poliformach rzeczywiście pracują — sprzężone w jakimś mechanicznym układzie tłoczą coś, intensywnie pompują. Może przyszłą wartość na rynku, ale oby nie oczekiwania błyskawicznego zwrotu, bo te są zwykle w ramach iluzji, a nie prawdziwego obrazu rynku.

Setki tysięcy złotych: w kręgu Fangora

W okresie ciężkich spadków na giełdzie wykresem obrotów pracami Wojciecha Fangora można nawet koić oczy, bo wzrost od 2010 r. był ponad 16-krotny. Gdyby terapia nerwów miała zawierać również elementy hipnozy, spokojnie można do niej włączyć same dzieła, zwłaszcza że w końcu sezonu kilka ma się pojawić na licytacjach. W katalogu Desy Unicum spodziewane ceny dochodzą do 1,3 mln zł, natomiast w stosunkowo nowej Piękna Gallery estymacja dla kręgów przewidzianych na 7 grudnia (na zdj.) kończy się na 700 tys. zł. Chociaż wpatrywanie się w takie kolorowe obręcze z lat 60. może wydawać się niespecjalnie zajmujące, do wywołania efektu rodem z gabinetu hipnotyzera z pewnością nie wystarczy namalowanie zwykłego koła. Żeby uzyskać iluzję zbliżania się bryły w kierunku odbiorcy, autor musiał sporo analizować — zestawiając odcienie odpowiednio stonowane i jarzące się, właściwie nasycone i skutecznie kontrastujące, kształty o ostrych krawędziach i rozmywające się gdzieś w tle obrazu. Złudzenie, któremu można oddawać się bezkarnie, nie obejmuje jednak kontekstu stóp zwrotu — ceny nie będą raczej niższe, ale wrażenie, że wykres będzie się wznosił w niepohamowanym tempie, może podpadać pod prawdziwe problemy ze wzrokiem.

Kilka tysięcy złotych: w młodej krwi

Tak jak aukcyjny rynek Zofii Artymowskiej nie pozwala na razie szafować stopami zwrotu, jeszcze mniej można powiedzieć o inwestycyjnym potencjale prac Katarzyny Czerwińskiej — ale tylko dlatego, że są na to zwyczajnie za młode. Sporo wiadomo natomiast o znikomym ryzyku, bo „Płynność koloru” (na zdj.) z 2012 r. wystawiona będzie 30 listopada w Artissimie z ceną startową zaledwie 500 zł. Takim przywilejem cieszy się rynek sztuki tworzonej obecnie, której wzrost wartości jest trudniejszy do przewidzenia niż w przypadku XX-wiecznych walców i zbliżających się okręgów, więc także próg wejścia musi być stosowny. Przyglądając się wycenionej na 500 zł iluzyjnie zawieszonej kropli, inwestor mógłby odnieść wrażenie, że błękit osadza się i bieleje na jej trójwymiarowym dnie zupełnie tak, jakby osadzał się w latach 60., w czasach op-artowego rozwoju. Jeśli to wrażenie nie przerodzi się tylko w przekonanie, będzie nieszkodliwe — ważne, żeby pamiętać, że współczesne nawiązania do nurtu to w pewnym sensie gra z tamtą iluzją, która może osiągać kiedyś podobne ceny, ale nie musi. Złudzenie złudzenia, aluzja do iluzji, op-art i oscylator w lustrze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Oscylatorem w kolekcjonera