Osłabiony świat wciąż ucieka przed recesją

Jakub Łaszkowski
opublikowano: 2023-02-17 09:46

Tygodniowy monitoring polskiej i światowej gospodarki. Opublikowane w minionym tygodniu dane były lepsze od oczekiwań. W Polsce inflacja jest poniżej prognoz, w Stanach Zjednoczonych nastąpił bardzo mocny wzrost sprzedaży detalicznej i produkcji przetwórczej, a w Chinach widać powolne ożywienie po szczycie pandemii.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W każdy piątek aktualizujemy informację o stanie światowej gospodarki przez pryzmat 80 wskaźników z czterech gospodarek – Polski, Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Chin. Wszystkie analizowane przez nas wskaźniki można obserwować i pobierać na naszej platformie danych PB Analizy. W analizie dane podajemy w wystandaryzowanej dynamice rocznej oraz w wystandaryzowanym odchyleniu od poziomu referencyjnego. Dzięki temu możemy porównywać dane o różnych cechach statystycznych i pokazywać odchylenia od długookresowego trendu.

Aktualny stan danych miesięcznych wskazuje, że Polska i największe gospodarki świata wciąż znajdują się w fazie dekoniunktury, ale z przebłyskami poprawy. Najgorzej w relacji do długookresowego trendu sytuacja prezentuje się w Polsce, co jest zgodne z ostatnim, fatalnym odczytem PKB (spadek o 2,4 proc. kwartał do kwartału). Wbrew wcześniejszym tendencjom widać pewne oznaki poprawy w Stanach Zjednoczonych, choć na razie nie należy wyciągać z tego pochopnych wniosków z powodu dużej wahliwości danych. W Chinach nastąpiła poprawa z powodu odejścia od polityki zero Covid.

Polska

W Polsce na pierwszy plan wysunęła się publikacja na temat inflacji. Wstępny odczyt inflacji za styczeń (17,2 proc.) znalazł się poniżej oczekiwań rynkowych oraz projekcji NBP z listopada. To jest dobra informacja, bo szybsze obniżenie inflacji oznacza szybszą odbudowę realnych wynagrodzeń ludności. Niepokoi natomiast wzrost inflacji bazowej (do ok. 11,8 proc.), czyli komponentu najbardziej trwałego. Może to stanowić objaw wysokich oczekiwań inflacyjnych, powolnej transmisji szoku energetycznego do cen finalnych lub pojawienia się zjawisk indeksacyjnych.

Oczekiwania inflacyjne stopniowo zaczynają się obniżać, więc one nie powinny w pełni tłumaczyć uporczywości inflacji bazowej. W przypadku badań przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych widać wzrost udziału respondentów, którzy uważają, że inflacja będzie za rok mniejsza niż jest obecnie. Nie wiadomo jednak, jakiej dokładnie inflacji oczekują. Jeżeli oczekiwany poziom inflacji będzie wciąż postrzegany jako „odczuwalny” to wpłynie to na podejmowane decyzje cenowe i utrudni zejście do celu inflacyjnego.

Bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem wysokiej inflacji bazowej jest szybka transmisja cen energii. W normalnych warunkach wzrost kosztów nie przekłada się szybko na ceny końcowe, ponieważ firmy mają ograniczoną zdolność podnoszenia swoich cen. Ale w warunkach wysokiej inflacji jest inaczej, transmisja jest szybsza, ceny są bardziej elastyczne i łatwiej jest obciążyć kosztami odbiorcę końcowego.

Z kolei zjawiska indeksacyjne nie były obserwowane dotychczas w Polsce, ale przełom roku to zazwyczaj okres renegocjacji umów i kontraktów, przez co zapisy o indeksacji mogły pojawić się dopiero teraz. Odpowiedź czy te kanały mają znacznie poznamy w marcu podczas prezentacji projekcji inflacji NBP, gdzie jednym z elementów analizy są właśnie te procesy.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu główne źródło wzrostu inflacji bazowej to opóźniona transmisja szoku energetycznego. Jako że ceny surowców energetycznych spadają, to kanał ten będzie oddziaływał dezinflacyjnie. Z kolei jeżeli inflacja zakotwiczyła się w oczekiwaniach oraz zjawiskach indeksacyjnych to w przyszłość należy spoglądać znacznie bardziej pesymistycznie. Roczne tempo wzrostu cen nie będzie wynosić 17 proc. ale może się zatrzymać na poziomie wyraźnie powyżej celu inflacyjnego, a jego zbicie będzie wiązało się z wysokimi kosztami makroekonomicznymi. Naszym zdaniem zejście inflacji z 17-20 proc. do 5-10 proc. będzie szybkie, ale później może ją być trudno obniżyć do 2-3 proc.

USA

Dane z tego tygodnia wskazują, że gospodarka Stanów Zjednoczonych trzyma się lepiej niż sugerowałoby to pogorszenie koniunktury w listopadzie oraz grudniu. Jest to zgodne z danymi z rynku pracy z zeszłego tygodnia. Ale z kolei podąża to wbrew tendencjom z poprzednich miesięcy i trendom wskazywanym przez inne dane. Mamy więc do czynienia z dużymi rozbieżnościami – niektóre dane pokazują spowolnienie, inne ożywienie gospodarcze. My trzymamy się interpretacji, że Stany Zjednoczone są wciąż w fazie spowolnienia, choć jeszcze nie recesji – tej da się prawdopodobnie uniknąć.

W odróżnieniu od grudnia sprzedaż detaliczna w USA zanotowała wzrost w praktycznie każdej kategorii (łącznie 3 proc. miesiąc do miesiąca, po spadkach o 1 proc. w listopadzie i grudniu). Stoi to w sprzeczności do niedawnych wskazań nastrojów konsumentów. Możliwe, że obserwujemy odwrócenie trendu spadkowego wskaźnika i że optymizm powrócił do amerykańskich gospodarstw domowych. To byłoby ważne zjawisko, bo amerykański konsument odpowiada za niemal jedną trzecią światowego popytu konsumpcyjnego. Ale można wskazać na zjawiska, które podbijały sprzedaż i mają charakter jednorazowy. Pierwszym czynnikiem jest pogoda, która w styczniu była wyjątkowo ciepła. Przy lepszej pogodzie ludzie więcej czasu spędzają poza domem, co na pewno pomogło usługom gastronomicznym oraz mogło wesprzeć sprzedaż w pozostałych kategoriach. Drugim czynnikiem mogły być poświąteczne wyprzedaże. W grudniu sprzedaż spadła, a sklepy mogły nie spodziewać się takiej skali załamania. To skłoniłoby je do agresywniejszych promocji, co podbiłoby wynik sprzedaż w styczniu.

Za wzrostem sprzedaży podążył też wzrost produkcji przemysłowej (ogółem 0 proc. miesiąc do miesiąca, ale w przetwórstwie 1 proc. miesiąc do miesiąca – powyżej oczekiwań). Spowalnia jedynie produkcja mebli oraz drewna, co ma związek z załamaniem na rynku mieszkaniowym. W pozostałych kategoriach widać wzrost zgodny z tym co widać w danych o sprzedaży detalicznej – popyt w amerykańskiej gospodarce wzrósł w styczniu. Wyniki przemysłu jako całości zaniżyła produkcja i dystrybucja gazu oraz energii elektrycznej. Było to spowodowane wyjątkowo ciepłą pogodą w styczniu, przez którą spadło zapotrzebowanie gospodarstw domowych na ciepło.

W kolejnych miesiącach na negatywnie na amerykańską gospodarkę będą oddziaływały podwyżki stóp procentowych oraz uporczywość inflacji. Kryzys kosztów życia postępuje – inflacja jest wyższa niż wzrost płac – więc popyt konsumentów powinien maleć. Fed podnosi stopy procentowe, czym uderza w sektor nieruchomości oraz inwestycje. Ale jednocześnie warunki na rynku pracy są bardzo korzystne dla pracowników, przez co gospodarstwa domowe mają mniejsze obawy o zatrudnienie, co z kolei implikuje wyższą skłonność do konsumpcji. Oczekujemy zatem niższego wzrostu gospodarczego, ale nie recesji.

Chiny

W samych Chinach otwarcie gospodarki nie zadziałało równomiernie. Odbicie nastąpiło już w sektorze usług, ale nie w przemyśle. Do takich wniosków skłania ostatni odczyt CPI oraz PPI. Inflacja konsumentów wzrosła, głównie za sprawą cen żywności oraz sektora usług, natomiast inflacja producentów w ujęciu miesięcznym pozostaje na minusie. O ile do sektora usług konsumenci mogli już powrócić po poluzowaniu obostrzeń pandemicznych, tak firmy przemysłowe mogą zacząć podejmować nowe przedsięwzięcia dopiero na początku lutego z powodu chińskiego Nowego Roku.

Niemcy

Gospodarka Niemiec spowalnia w większości obszarów, czego źródłem jest szok energetyczny. Najmocniej ucierpiał popyt konsumentów, co przejawia się w skrajnie niskim odczycie dla sprzedaży detalicznej oraz słabych nastrojach konsumentów. W minionym tygodniu nie było publikacji ważniejszych danych dla Niemiec. W przyszłym tygodniu poznamy dane o inflacji konsumentów i producentów, co da wgląd w to, czy utrzyma się trend dezinflacyjny.