Ostateczny upadek cesarza

Czekam na wyjaśnienia — dlaczego Elektrim kupił akcje wydmuszki, z kim prowadził rozmowy, kto wyceniał papiery. Jeśli standardy pracy prezesa pozostały bez zmian — uzyskam je bez problemu. Od Elektrimu oczekuję więcej niż pomocy w windowaniu kursu.

KOMENTARZ

fot. Grzegorz Kawecki
Wyświetl galerię [1/2]

fot. Grzegorz Kawecki

Była niegdyś na giełdzie spółka, która niezależnie od tego, czy planowała inwestycje, czy toczyła konflikty, zawsze robiła to z wielkim rozmachem. Nazywana „cesarzem spekulacji”, bo była źródłem majątku wielu inwestorów i zgubą niewielu mniej. Spółka z korzeniami w głębokim PRL i jednoczenie pionier transformacji, bo sprywatyzowana przez giełdę na początku lat 90. Później zamieniona w holding grubo ponad 100 spółek z niezliczonej liczby branż, restrukturyzowany, łakomy kąsek dla inwestorów finansowych i ostatecznie wpędzony w kłopoty finansowe po emisji obligacji i błędach zarządu.

Cel agresywnej polityki inwestycyjnej globalnych funduszy hedgingowych, które w zamian za długi chciały przejąć atrakcyjne aktywa. Spółka, która zaangażowała się w wieloletni, międzynarodowy spór z największymi firmami Europy — z polskim, niemieckim oraz francuskim rządem w tle. Od sześciu lat poza giełdą. Obiecała, że na nią wróci. Najpierw chce rozwiązać ostatni spór — z urzędem skarbowym o, a jakże, kilkaset milionów złotych i odbudować wiarygodność w oczach inwestorów. Na temat pierwszego zadania zarząd milczy, drugi legł właśnie w gruzach.

Jest na giełdzie „groszowa” spółka, która przez kilkadziesiąt lat miała tego samego prezesa. Chciała zabudować pół Wschodu, ale kontrakty uciekały przez palce. Kiedyś zainteresowała kilku inwestorów, ale po jej głębszym poznaniu zawsze znikali. Skusiła jednak grupę osób, dla której inwestycje giełdowe były kontynuacją poczynionych wcześniej inwestycji w branży hazardowej. Od dłuższego czasu szuka pomysłu na przyszłość. Miał być inwestor ze Wschodu, ale ostatnia koncepcja mówi o debiucie w Londynie i wydobywaniu surowców w Mongolii. Cenne złoża ma dostarczyć „fundusz Tarantoga”, który został także jej akcjonariuszem. Tarantoga przygodęz rynkiem publicznym rozpoczęła od wprowadzenia inwestorów w błąd — określiła się mianem „surowcowego funduszu inwestycyjnego z siedzibą w Luksemburgu”, a w rzeczywistości jest grupą osób, która próbuje robić biznesy z różnymi partnerami w różnych branżach, z siedzibą przy Al. Jerozolimskich. Wcześniej akcje giełdowej wydmuszki trafiły do portfela Bianki Rosenstiel, polonijnej milionerki, która zapowiedziała w ubiegłym roku wielomilionowe inwestycje na warszawskim parkiecie. Inwestycja okazała się nietrafiona — akcje nie poszły w górę.

W ubiegłym tygodniu Elektrim kupił za 3 mln zł niecałe 10 proc. akcji Mostostalu Export.

Być może Mostostal Export znalazł pomysł na nowe życie i niebawem prześle, już nie z Warszawy, lecz z londyńskiego City, komunikaty o dziennym wydobyciu węgla, miedzi czy złota. Do tego eldorado Elektrim pasuje — zawsze rozpalał wyobraźnię inwestorów. Tym razem nie jest inaczej — przez ostatnich pięć dni cena akcji Mostostalu Export wzrosła o kilkadziesiąt procent. Za Elektrimem stoi Zygmunt Solorz, który o inwestycji swojej spółki nie chce mówić, odsyłając do jej zarządu. Szefem Elektrimu jest Wojciech Piskorz. Po transakcji mówił, że równie prawdopodobne jest dokupienie akcji, jak ich sprzedaż. Wczoraj przeczytałem, że to inwestycja długoterminowa. Nie wierzę, tym bardziej że pytania o sens transakcji kwitowane są stwierdzeniem: bez komentarza, i czekam na wyjaśnienia — dlaczego Elektrim kupił akcje wydmuszki, od kogo, z kim prowadził rozmowy, kto wyceniał papiery itd. Jeśli standardy pracy prezesa pozostały bez zmian — uzyskam je bez problemu. Od Elektrimu oczekuję więcej niż pomocy w windowaniu kursu, bo tylko tak traktuję ostatnią inwestycję upadłego „cesarza spekulacji”.

PS. Nadal nie wiadomo, w jaki sposób Mostostal Export sfinansuje kapitałochłonne inwestycje w dalekiej Mongolii. 34 mln zł, które dostał od Tarantogi, wydał bowiem na zakup niezabezpieczonych obligacji… Tarantogi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN GORALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Ostateczny upadek cesarza