Ostatni taki deficyt obrotów
Po raz kolejny deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego zaskoczył analityków. Większość z nich prognozowała w sierpniu deficyt na poziomie 500 mln złotych, tymczasem skończyło się na 392 mln USD. Co do liczb jest zgoda, bo z faktami nie sposób dyskutować, ale w interpretacji faktów pojawiają się już zasadnicze różnice.
Po ośmiu miesiącach tego roku deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego wyniósł łącznie ponad 5 mld złotych. I co prawda jest to o blisko 2,2 mld zł mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, ale... Sierpień był ostatnim miesiącem letnim, kiedy to już tradycyjnie kwitnie handel przygraniczny i ma znaczący wpływ na wynik ogólny. Odszkodowania dla byłych robotników Trzeciej Rzeszy też już przestaną płynąć do naszego kraju, a przynajmniej zasadniczo zmniejszy się ich strumień. Struktura sierpniowego deficytu nie nastraja optymistycznie. Szczególną uwagę zwraca poważny wzrost importu. Co prawda eksport również wzrósł, ale znacznie wolniej, i deficyt salda obrotów towarowych znacznie przekroczył 1 mld USD.
Jednocześnie, od początku roku, eksport wzrósł o 17,4 proc. i jest to wynik zupełnie przyzwoity. Trzeba jednak pamiętać, że jest to eksport wymuszony — często na granicy opłacalności lub nawet poniżej kosztów — przez duszenie popytu wewnętrznego. To zjawisko potwierdza struktura kredytów branych przez przedsiębiorstwa. Prawie zamarły kredyty rozwojowe, dominują natomiast operacyjne, służące sfinansowaniu produkcji bieżącej. Przedsiębiorcy chcą więc sprzedać za wszelką cenę, licząc na to, że odbiją sobie w momencie poprawy koniunktury. Tyle tylko, że każda poprawa koniunktury to przede wszystkim niezwykle szybki wzrost importu, nie od razu, a czasami nigdy, nie przekładający się na wzrost eksportu.
Tak więc, chociaż wszystko wskazuje na to, że tegoroczny deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego wyniesie około 9 mld USD, i nie przekroczy 5 proc. PKB (wobec 10 mld USD i 6,3 proc. PKB) to dojście do równowagi nam nie grozi.