Przed tygodniem Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), na świątecznym spotkaniu z bankowcami przedstawił nową propozycję rozwiązania problemu frankowego. Nową-starą, bo zawiera ona wiele elementów koncepcji, jakie pojawiały się ze strony różnych instytucji w ciągu ostatnich sześciu lat. Mówiąc w skrócie, przewodniczący proponuje, żeby kredyty frankowe potraktować jak złotowe z zastosowaniem wszystkich parametrów, jakie obowiązywały w momencie zaciągania długu na mieszkanie: WIBOR plus marża.

Take it or leave it
Dla przedstawicieli sektora bankowego była to niemała niespodzianka, ale nie w kategoriach gwiazdkowego prezentu. O ile rynek bardzo pozytywnie zareagował na ofertę Jacka Jastrzębskiego, czemu dał wyraz dużymi wzrostami kursów giełdowych banków, podobnie jak analitycy, a także część inwestorów, to bankowcy przyjęli ją z dystansem. Podczas odbywającej się dzień później debaty, tradycyjnie kończącej doroczną konferencję Europejskiego Kongresu Finansowego, prezesi zaproszonych największych banków unikali odniesień wprost do słów przewodniczącego nadzoru. Padały słowa o zaskoczeniu ofertą, a także postulat zorganizowania frankowego okrągłego stołu. Bankowcy mówili o braku empatii instytucji nadzorczych oraz dialogu. Zwracali uwagę na szerszy kontekst problemu frankowego, który przerzucany jest w całości na banki, podczas gdy wśród beneficjentów dynamicznej akcji kredytowej w walutach obcych jest też przecież państwo, czerpiące profity z tytułu CIT, VAT i innych opłat generowanych przez szybko rosnący rynek nieruchomości.
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, pozytywnie ocenił propozycję KNF, dodając jednak, że „powinno być wskazane włączenie się do tego procesu także skarbu państwa, ważnego beneficjenta wybudowania tych kilkuset tysięcy mieszkań“. Otóż nie, żadnego targowania o kluczowe parametry nie będzie. Jacek Jastrzębski jednoznacznie twierdzi, że nie ma mowy o negocjowaniu zasad przewalutowania, jakie przedstawił. Jest to tylko propozycja, ale należy ją traktować na zasadzie „take it or leave it”, przy czym oczywiście to do każdego z banków będzie należała decyzja o przystąpieniu do takiej inicjatywy i wyjścia z polubownym rozwiązaniem do klientów.
- Koncepcja zawiera warunki brzegowe niepodlegające negocjacji. Mówiąc wprost: nie ma już czasu na rozmowy i ustalanie stanowisk. Proponowane rozwiązanie ma ten walor, że jest spójne wewnętrznie i pozbawione arbitralnych kryteriów. Nie ma tu natomiast pola ani czasu na kompromisy co do kluczowych jego parametrów czy podejmowania prób ugrania czegoś w zamian – mówi szef nadzoru.
Nie ma miejsca ani czasu
Wyjaśnia, że łączenie oferty frankowej z podatkiem bankowym czy innymi obciążeniami, na jakie skarżą się banki i czego domagają się od regulatorów, jest z jego punktu widzenia wykluczone. Te sprawy zupełnie się ze sobą nie łączą. To samo dotyczy wszelkich inicjatyw odnośnie złagodzenia czy zmiękczenia zasad przewalutowania kredytów frankowych, np. przerzucenia części kosztów na kredytobiorcę poprzez jego partycypację w procesie, ustalenia kursu wymiany, a tym bardziej ograniczenia rozliczeń do spreadów walutowych itp. Tu banki nie mają nic do ugrania, bo nic ugrać nie mogą. Nie ma czasu na dzielenie włosa na czworo, ponieważ dywagacje zaprowadzą w ślepy zaułek, podobnie jak swego czasu dyskusje nad kursem sprawiedliwym.
- Po naszej stronie jest pełne zrozumienie, że przyjęte rozwiązanie musi być stabilne od strony prawnej, czyli że musi być racjonalny poziom pewności, że nie będzie w przyszłości wzruszane. Oczywiście na koniec dnia nikt nie wie, w jakim kierunku pójdzie orzecznictwo. Dlatego nie mówimy tu o pewności matematycznej, ale uważamy, że należy w miarę możliwości zabezpieczyć stabilność zawartych w dobrej wierze porozumień – mówi Jacek Jastrzębski.
Deklaruje wsparcie dla banków, które przystąpią do procesu, wykorzystując narzędzia nadzorcze.
- Wyczyszczenie bilansu z ryzykownych aktywów stanowi dużą wartość i w związku z tym gotowi jesteśmy czasowo stosować łagodniejsze podejście do określonych wymogów, które mogą pogorszyć się w wyniku przewalutowania. W tym zakresie deklarujemy gotowość do rozmów z poszczególnymi bankami, ale w formule bilateralnej, gdyż zagadnienia, jakie mogą się tu pojawić w związku z analizą proponowanego rozwiązania lub jego wdrożeniem, mogą być specyficzne dla poszczególnych banków – mówi Jacek Jastrzębski.
Innej oferty nie będzie
Podkreśla, że propozycja rozwiązania problemu frankowego na drodze ugód z klientami jest dobrowolna. Jeśli bank uzna, że nie jest ona dla niego korzystna, bo np. ma ekspertyzy prawne, które zapewniają zarząd i inne organy banku o wysokim prawdopodobieństwo wygranych spraw z frankowiczami, to nie musi się na nią godzić.
- Tyle tylko że jeżeli np. za kilka miesięcy utrwali się niekorzystna dla banków linia orzecznicza sądów i na bilansie banku pojawią się darmowe, niezabezpieczone kredyty, a na dodatek sądy odmówią podstaw do roszczeń z tytułu wykorzystania kapitału, to wtedy naprawdę będzie za późno, żeby szukać pomocy od instytucji państwa – zastrzega szef KNF.
Podkreśla, że być może jest to ostatni moment na załatwienie problemu, szybko i sprawnie, za cenę kosztów z tym związanych.
- Jeśli będziemy przy tej okazji targować się o zasady przewalutowania, dorzucimy do tego podatek bankowy lub będziemy znowu rozmawiać o starych postulatach, np. o stworzenie wehikułu finansowego typu asset management, to możemy obudzić się w nowej rzeczywistości, w której sprawy przybiorą nieodwracalny obrót i na pomoc instytucji państwa będzie za późno – ostrzega Jacek Jastrzębski.
Zwraca uwagę bankowców, że na razie problem frankowy ujawnił się tylko w niewielkim stopniu, rezerwy są stosunkowo niewielkie, co jest pochodną łagodnego wciąż podejścia audytorów.
- Nie wiemy, jakie ono będzie w przyszłym roku. Ze statystyk wynika, że niektóre banki przegrywają nawet 90 proc. spraw frankowych w pierwszej instancji, a to może prowadzić np. do zmian w stanowisku audytorów i ich podejściu do rezerw na ryzyko drzemiące w portfelu frankowym. Konsekwencje mogą być wówczas bardzo bolesne dla kapitałów banków – twierdzi Jacek Jastrzębski.
Podkreśla, że przedstawiona koncepcja rozwiązania problemu frankowego to jedyna oferta wyciągniętej ręki w stronę banków. Nie tylko lepsza, ale także jedyna — żadnej już nie będzie. Jeśli banki zdecydują się na drogę sądową, pozostaną na łasce sądów.
Krzysztof Pietraszkiewicz, poproszony o ocenę zerojedynkowego stanowiska KNF, powtórzył, że banki na razie analizują propozycję nadzoru.