Ostatnia przystań

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 20-06-2007, 00:00

reportaż Czy artysta może mieć stację benzynową na swoją cześć? Może. Krzysztof Klenczon ma taką w Warszawie.

Dawniej warszawiacy zabierali parasole oraz kosze pełne jedzenia i wybierali się parostatkiem na majówkę do pobliskiej wsi Bielany i dalej do Młocin. Minęły lata, czasy się zmieniły. Dzisiaj nie ma już letników, stateczki przestały kursować w latach 70. Co pozostało? Port, ale inny, bo inne mamy czasy.

„Port to są spotkania kumpli, co przed laty/ uwierzyli w ziemi czarodziejski kształt.../ Za marzenia głupie tu się bierze baty./ Któż mógł wiedzieć, że tak mały jest ten świat./ Hej, Johnny Walker, mały jest ten świat”.

Ten fragment piosenki „Port” Krzysztofa Klenczona metaforycznie odzwierciedla wieloletni bój mieszkańca Bielan o własną stację paliw i o znajdującą się przy niej uliczkę, która śmiało mogłaby znaleźć się w „Księdze rekordów Guinnessa” w kategorii na najkrótszą z nich.

Mały jest ten świat

— O stacji benzynowej marzyłem od dzieciństwa. Pierwszy raz przymierzałem się do niej w 1992 r., ale wówczas mi się nie udało. Zabrakło sił, pieniędzy i zapału. Drugi raz podjąłem się tego zadania w 2001 r. — opowiada Grzegorz Grzybowski, pomysłodawca i właściciel Portu.

Tym razem skutecznie. Stacja stanęła na działce od pokoleń należącej do jego rodziny. Tam, gdzie się urodził, przy ul. Arkuszowej 22. Jej oficjalne otwarcie odbyło się 2 października 2002 r.

— To taka moja mała ojczyzna. Moja i Klenczona — dodaje Grzybowski.

W prowadzeniu firmy pomagają mu dzieci, żona zaś spogląda na to z właściwym sobie kobiecym dystansem.

Nigdy nie był na jego koncercie, ale od wczesnej młodości słuchał jego piosenek. Tych, które leciały w radiu i w telewizji, oraz tych płynących z kaset i płyt winylowych. Żył nimi, wsłuchiwał się w ich słowa.

— Klenczon nie tylko jest moim idolem. Swoją twórczością wyraża uczucia bliskie każdemu człowiekowi — przekonuje Grzybowski.

Podobają mu się różne utwory artysty. Te z czasów Czerwonych Gitarach i te w wykonaniu Trzech Koron. Jest wśród nich „Biały krzyż”, „10 w skali Beauforta”, „Jesień idzie przez park” i wiele innych, ale odkąd pierwszy raz usłyszał „Port”, ten stał się dla niego najważniejszy.

— W moim przekonaniu możliwie najpełniej odzwierciedla życie w Polsce — uważa właściciel stacji.

Za marzenia baty

A jakie ono jest? Raz słodkie, a innym razem gorzkie. Takie jak my sami, takie jak krótka historia tej stacji.

— Jeśli ktoś się czymś wyróżnia, płaci za to cenę. Zarzucano nam, że sprzedajemy zbyt drogie paliwo i chcemy się wzbogacać na legendzie i sławie Klenczona, a to po prostu nieprawda — wspomina z żalem w głosie Grzybowski.

Port jest jedną z ponad 3,5 tys. niezależnych stacji benzynowych w naszym kraju, zrzeszonych w Polskiej Izbie Paliw Płynnych. Jedyną w Warszawie. Wszystkie inne należą do potężnych koncernów paliwowych, tj. do PKN Orlen, Grupy Lotos czy do BP. Walka z nimi przypomina pojedynek Dawida z Goliatem. W tej rywalizacji wygrać można tylko sposobem, a nie siłą.

— W weekendy sprzedajemy benzynę 98-oktanową w cenie 95-oktanowej. Zarabiamy też na płytach i kasetach z muzyką Klenczona — opowiada Grzybowski.

Poezja rumu i koniaku

Zbliżając się do Portu, z oddali widać niebieski, przypominający fale mazurskich jezior, budynek stacji z biało-czerwonym kołem ratunkowym wiszącym tuż nad głównym wejściem. Po lewej stronie wita nas półtorametrowe czarno-białe zdjęcie Klenczona, który swym zawadiackim uśmiechem zaprasza do środka. Tam czekają na nas dźwięki i słowa jego najsłynniejszych przebojów, kalendarze, płyty i inne gadżety.

— Niestety, przez pięć dni w tygodniu klienci raczej tego nie zauważają. Przyjeżdżają, kupują i wyjeżdżają. Dopiero w weekendy przystają na moment i czasami zwracają na to uwagę — przyznaje Grzybowski.

Kiedy stacja zdążyła się wtopić w bielański krajobraz, jej właściciel postanowił pójść krok dalej. Zapragnął doprowadzić do tego, by maleńka uliczka, która prowadzi bezpośrednio do stacji, nosiła imię polskiego Lennona, jak nazywano Klenczona.

— Nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, że podejmując tę decyzję, wybieram się na ciężki, dwuletni bój. Na początku wszyscy byli przeciw, z władzami gminy na czele. A ja się dziwiłem, że z nadaniem jednemu z warszawskich rond imienia Dudajewa nie było problemu, a z uhonorowaniem w ten sam sposób wybitnego polskiego artysty owszem — żali się Grzybowski.

Pomogła prasa lokalna i stacje radiowe, które nagłośniły sprawę. Żeby wszcząć odpowiednią procedurę, potrzebował też 15 podpisów od mieszkańców stolicy. Postanowił, że będą to osoby ze świecznika. Jego pomysł poparli m.in. Wojciech Gąsowski, Jerzy Połomski, Marek Niedźwiecki, Irena Santor i Janusz Kondratowicz. Rada Warszawy w końcu uległa i dała zgodę. Na otwarcie ulicy w 2004 r. przybyli muzycy Czerwonych Gitar, siostra Klenczona, a przygrywały Trzy Korony.

Na tym nie koniec. Grzybowski organizuje też na swojej stacji akcje krwiodawstwa. Jego kolejnym marzeniem jest stworzenie małego muzeum poświęconego twórczości Klenczona oraz budowa pomnika ku czci muzyka. Na pytanie, dlaczego to wszystko robi, właściciel Portu mówi, że ze względów uczuciowych.

— Mam własny warsztat samochodowy i to jest moje główne źródło dochodów. A stacja i Klenczon to moje pasje — dodaje Grzybowski. n

Polski Lennon

Krzysztof Klenczon urodził się 14 stycznia 1942 r. w Pułtusku. Zginął tragicznie w wypadku samochodowym 7 kwietnia 1981 r., kiedy wracał z koncertu w Chicago. Muzyczny samouk zadebiutował w wieku 20 lat na I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Do lipca 1964 r. występował z Niebiesko-Czarnymi. Potem odszedł do Pięciolinii, które w styczniu 1965 r. przekształciły się w Czerwone Gitary. W 1970 r. po konflikcie z Sewerynem Krajewskim opuścił zespół i założył Trzy Korony. W 1973 r. wyjechał do USA, gdzie wydał longplay „The Show Never Ends”. Jest autorem takich szlagierów, jak: „Kwiaty we włosach”, „Biały krzyż”, „10 w skali Beauforta”, „Port”, „Nikt na świecie nie wie” czy „Matura”.

Ku pamięci

Co roku, począwszy od 1991, podczas Dni i Nocy Szczytna, organizowany jest koncert poświęcony pamięci Krzysztofa Klenczona, zatytułowany „Baw się razem z nami”. Jego pomysłodawcą był nieżyjący już Tadeusz Grzyszczyk, dyrektor miejskiego domu kultury. Koncert odbywa się zazwyczaj w dniu imienin muzyka, 25 lipca, na dziedzińcu zamkowym.

Jadziem na Bielany

Na terenie obecnej gminy Stare Bielany w 1918 r. znajdował się carski, rosyjski poligon wojskowy. Kilka lat po zakończeniu I wojny światowej władze stolicy postanowiły wybudować tam nowe osiedle mieszkaniowe. W ten sposób w 1930 r. obszar znalazł się w granicach miasta stołecznego Warszawy. Uroki gminy opiewa legendarna piosenka Michała Ochorowicza i Ryszarda Sielickiego „Jadziem na Bielany”: „Bo to nie ma jak zieleń/ w taką letnią niedzielę/ i zabawa tam jest, zabawa na fest —/ sie wie — na sto dwa!/ Jedno słowo się powie,/ już się cieszą kumplowie,/ w szczególności zaś,/ w szczególności zaś Zośka i ja!/ No to jadziem na Bielany!/ Cała paka rusza dziś...”.

Branża zjednoczona

Stacja Port znajdująca się przy ul. Klenczona należy do Polskiej Izby Paliw Płynnych, która istnieje od 1991 r. i zrzesza ponad 330 przedsiębiorstw z sektora paliwowego. Izba wydaje miesięcznik „Paliwa Płynne” oraz prowadzi portal www.paliwa.pl. Jest również członkiem Stowarzyszenia Europejskich Niezależnych Operatorów Paliwowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy