Ostre starcie o pożyczki

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-04-08 00:00

Biuro Informacji Kredytowej namawia senatorów do zmian w noweli. Pożyczkodawcy bronią się.

Biuro Informacji Kredytowej namawia senatorów do zmian w noweli. Pożyczkodawcy bronią się.

Po dwóch latach zwłoki dobiegają końca prace nad wdrożeniem unijnej dyrektywy o kredycie konsumenckim. Ustawa przeszła już przez Sejm i znajduje się w Senacie. W przyjętym przez posłów projekcie nie ma niektórych zapisów, jakie były w przedłożeniu rządowym. M. in. wypadł przepis obejmujący rygorami ustawy instytucje parabankowe w zakresie weryfikacji zdolności kredytowej klienta. Według przykazań Brukseli każdy pożyczkodawca musi ocenić tzw. ryzyko kredytowe wnioskującego o pieniądze w dostępnych bazach. W wersji polskiej taki wymóg spoczywa na bankach i SKOK-ach. Nie obejmuje instytucji pożyczkowych, jak Provident czy sieci handlowe, które we własnym zakresie kredytują swoich klientów. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) zapowiada, że będzie zachęcało senatorów, by cały rynek pożyczkowy weryfikował sytuację finansową kredytobiorców. Agnieszka Marzec, radca prawny BIK, uważa, że rozwiązanie przyjęte przez Sejm jest niezgodne z postanowieniami dyrektywy i celami jakie chce osiągnąć.

— Dostęp do baz danych służących ocenie zdolności kredytowej powinien być zapewniony dla wszystkich kredytodawców w rozumieniu ustawy, a więc również nie będących bankami, a udzielających kredytu konsumenckiego — mówi Agnieszka Marzec.

Sęk w tym, że zainteresowani wcale nie czują się dyskryminowani. Więcej, uważają, że interpretacja BIK nie oddaje ducha dyrektywy, a rozwiązania przyjęte przez Sejm są optymalne.

— Instytucje niegromadzące depozytów obywateli, a udzielające pożyczek i kredytów na mocy ustawy o kredycie konsumenckim w myśl intencji ustawodawcy nie są objęte tak restrykcyjnymi przepisami jak te podmioty, które działalność kredytową finansują z oszczędności obywateli. Takie rozwiązanie jest zgodne z filozofią dyrektywy — wyjaśnia Tomasz Trabuć z Provident Polska.

Robert Leszczewicz z firmy pożyczkowej Optima również zgadza się z taką interpretacją.

— Banki pożyczają pieniądze klientów. My pożyczamy prywatne pieniądze naszej firmy — mówi Robert Leszczewicz.

Argumentuje, że każda firma pożyczkowa ma własne bazy danych (informacji zebranych przez Providenta może mu pozazdrościć nawet BIK) oraz systemy oceny zdolności kredytowej.

Klientami parabanków są osoby zwykle zadłużone albo z nie najlepszą historią kredytową, niską zdolnością, które przez banki odsyłane są kwitkiem. Parabanki są dla nich często jedynymi dostępnymi dostawcami kredytu.