Ostro jedziesz, słono płacisz

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2016-03-23 22:00

Zmiany w ubezpieczeniach komunikacyjnych mogą ingerować w prywatność. Wielu osób to nie zniechęca. Pewne korzyści widzą również firmy

Branża ubezpieczeniowa chce sięgnąć po dane telematyczne z samochodów i smartfonów. Celem ma być uzależnienie wysokości składki ubezpieczenia komunikacyjnego od stylu jazdy kierowcy. Ceną jest permanentna inwigilacja.

Kwestia czasu

Korbena Dallasa to główny bohater filmu z 1997 r. „Piąty element”. Akcja dzieje się m.in. w Nowym Jorku w XXIII w. W jednej ze scen główny bohater próbuje odjechać autem. Umieszcza prawo jazdy w specjalnym uchwycie i… dowiaduje się, że nie pojedzie, bo stracił uprawnienia czy nie zapłacił mandatu. 19 lat temu to była czysta fantastyka. Dziś staje się rzeczywistością. Towarzystwa ubezpieczeniowe w Polsce przymierzają się do wprowadzenia polis komunikacyjnych, w których podstawą wyliczania składki będą informacje o zachowaniu kierowców: czy i jak często przekraczają dozwoloną prędkość, czy i jak gwałtownie hamują i pokonują zakręty.

— Dzisiaj nie pytamy już o to, czy usługi ubezpieczeniowe oparte na danych dotyczących stylu jazdy należy wdrożyć, lecz jak to zrobić i kiedy. Obserwując inne branże, widzimy, jak nowe technologie zmieniają biznes, a także nawyki i zachowania klientów. To od firm ubezpieczeniowych zależy, czy wsiądą do tego pociągu, gdy jeszcze stoi na stacji, czy będą go goniły, kiedy ruszy — mówi Paweł Kacperek, organizator konferencji Connected Insurance.

Zbieranie danych

Pociąg rzeczywiście „stoi na stacji”. Ubezpieczyciele muszą tylko sięgnąć po dane, które… zbieramy sami. Aplikacje nawigacyjne, smartfony i już często samochody zbierają setki tysięcy danych dotyczących stylu i sposobu jazdy, miejsc, które odwiedzamy itd. Z tych informacji można stworzyć doskonały obraz naszego temperamentu za kierownicą, a to może posłużyć do precyzyjnego określenia ryzyka, jakie do ruchu drogowego wnosi nasza jazda.

Connected Life Communication Group przeprowadziła ankietę internetową, w której zebrała opinie dotyczące nowego rodzaju ubezpieczeń, m.in. tego, czy polscy zmotoryzowani są gotowi na monitorowanie ich stylu jazdy i jakich profitów w zamian za takie informacje oczekują od ubezpieczyciela. Z badania wynika, że o wiele chętniej podzielą się danymi dotyczącymi stylu jazdy panie niż panowie. Aż 72,7 proc. byłoby skłonnych ujawnić takie informacje w zamian za np. zniżkę na ubezpieczenie samochodu. Panów, którzy by się na to zdecydowali, jest 53,5 proc. A 39,2 proc. nie skorzystałoby z propozycji polisy typu UBI (Usage Base Insurance). Tylko co trzecia osoba z wszystkich ankietowanych nie jest chętna, by przesyłać dane towarzystwu ubezpieczeniowemu.

Taniej i bezpieczniej

Pierwszym ubezpieczycielem w Polsce, który planował wprowadzenie polis uzależniających wysokość składki od danych telematycznych, był Link4. Na razie jednak żadne towarzystwo nie ma takiej oferty. Czy jeśli je wprowadzą, to mają szansę zyskać klientów? Z cytowanej już ankiety wynika, że tak. 73 proc. respondentów jest gotowych zmienić ubezpieczyciela na takiego, który oferuje polisy wykorzystujące dane o stylu jazdy. Najwięcej osób liczy na obniżenie składki.

— Chętnie kupiłbym prywatnie i do firmowej floty polisę, której cena zależy od stylu jazdy. Wysoka kultura bezpieczeństwa w naszej firmie, świadomość ryzyka, konsekwencja i odpowiedzialność naszych kierowców pozwoliły ograniczyć powodowane przez nas ryzyko w ruchu drogowym do minimalnego poziomu. Jeździmy zgodnie z zasadami, realizujemy cele biznesowe i nie spóźniamy się do klientów. Szkoda, że jeszcze żadna firma ubezpieczeniowa nie chce ubezpieczyć naszej floty, uwzględniając powyższe — mówi Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic. Twierdzi jednak, że kierowcy indywidualni nie mają wiedzy o korzyściach wynikających ze zmiany stylu jazdy.

— Byłoby inaczej, gdyby kierowca chciał zmienić swoje zachowanie. Nie tylko kupiłby zaskakująco tanią polisę, ale oszczędziłby również na paliwie, kosztach eksploatacji i zredukowałby poziom stresu za kierownicą. Kto może sprawić, aby mu się chciało? Uważam, że upowszechnienie nowoczesnych ubezpieczeń komunikacyjnych może się dokonać dzięki firmom — mówi Sylwester Pawłowski.

To właśnie firmy mogą być pierwszymi beneficjentami nowych polis komunikacyjnych. Powinny tworzyć programy, dzięki którym zostanie zwiększone bezpieczeństwo służbowej floty, wiedza kierowców i ich komfort jazdy. Samo wyposażenie samochodów służbowych w urządzenia telemetryczne nie przyniesie jednak oczekiwanego efektu.

— To tylko narzędzie dostarczające informacji. Potrzebna jest ich analiza i decyzje, co zrobić, aby kierowcy zmienili ryzykowne zachowania i utrwalali pozytywne. Pomocne w tym mogą być inkubatory bezpieczeństwa. Inicjowane przez ubezpieczycieli u klientów flotowych mają dokonywać trwałych zmian w kulturze bezpieczeństwa firmy, a w ostatecznym efekcie — redukcję kosztów i ryzyka — dodaje Sylwester Pawłowski.

Sceptyczna branża

Branża CFM dostrzega zalety telematyki jako narzędzia, które pomaga w zarządzaniu flotą, w tym w obniżaniu szkodowości wynikającej z nieostrożnych zachowań kierowców.

— Świadomość, że prowadzony jest monitoring stylu jazdy i raportowanie wyników np. przełożonemu lub menedżerowi floty, najczęściej prowadzi do ostudzenia temperamentu kierowcy. W dalszej perspektywie powinno się to przełożyć na obniżenie składki ubezpieczeniowej — mówi Piotr Skwarek, menedżer ds. ubezpieczeń w LeasePlan Fleet Management Polska. Jego zdaniem jednak, różnicowanie składek w firmowej flocie na podstawie stylu jazdy poszczególnych kierowców wydaje się niepraktyczne.

— W takich przypadkach warto się zapoznać z zaletami ubezpieczenia flotowego, w którym koszty ubezpieczenia są uśrednione dla całej floty. Dzięki temu klient łatwo prowadzi rozliczenia i planuje budżety. Nie zmienia to faktu, że dane dostarczane przez systemy telematyczne są dla zarządców floty cenną informacją, pozwalającą na pracę nad poprawą bezpieczeństwa z poszczególnymi kierowcami. Pomocna jest przy tym polityka samochodowa firmy, której zasady mogą przewidywać nagrody za bezszkodową jazdę lub ewentualne kary — wyjaśnia Piotr Skwarek.