Oszukiwanie ciałem

Magda Krukowska
opublikowano: 2005-03-10 00:00

Nasza dziennikarka nie miała wymaganych kwalifikacji, umiała jednak dobrze kłamać. Dzięki temu bez trudu dostała pracę w poważnej firmie.

Skuteczności naszego przekazu w dziesięciu procentach zależy od tego, co mówimy. W trzydziestu procentach jest konsekwencją tego jak mówimy. Aż sześćdziesiąt procent zależy od mowy ciała.

Specjaliści od rekrutacji przypominają: o zatrudnieniu nie decyduje wiedza ani doświadczenie kandydata. Najważniejszy jest język ciała, czyli to, jak zachowuje się podczas rozmowy kwalifikacyjnej.

Doświadczeni pracodawcy wiedzą, jak podczas spotkania dowiedzieć się prawdy o pracowniku. Jednak szukający pracy też uczą się na specjalistycznych kursach, jak wyprowadzić pracodawcę w pole.

Postanowiłam sprawdzić, co z tego może wynikać.

Kłamię jak z nut

Ogłoszenie brzmi intrygująco. Szef organizacji biznesowej szuka asystentki. Ma mówić biegle po niemiecku, angielsku i po włosku, posiadać prawo jazdy i dyplom studiów wyższych ze stosunków międzynarodowych. Musi być sympatyczna, ale pewna siebie i łatwo nawiązywać kontakty z ludźmi. Ponadto wymagana jest znajomość protokołu dyplomatycznego i nienaganna prezencja. Ze wszystkich warunków spełniam jeden (znajomość angielskiego), jednak wysyłam „oszukany” życiorys i list motywacyjny. Po tygodniu dostaję zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną.

Grunt to spokój

Szef mocno ściska moją rękę — odwzajemniam się tym samym, aby nie być posądzoną o niezdecydowanie. Ostrzega mnie, że jego organizacja jest powiązana również ze światem polityki, więc jeśli zostanę przyjęta, to czeka mnie weryfikacja ze strony służb specjalnych.

Wiem, że nie mogę spojrzeć nań ze zdziwieniem. Nie ściskam długopisu, nie pocieram zaciśniętej dłoni, nie chrząkam i nie wiercę się. Słucham uważnie, kiwając głową i potakuję: „tak”, „mhm”, „właśnie”.

Idę w zaparte

Mój potencjalny pracodawca stwierdza z aprobatą: — Widzę, że jest pani inteligentna i sympatyczna.

Cóż, od kwadransa wysłuchuję jego monologu patrząc w okolice trójkąta oczy + czoło (spojrzenie intelektualne). Zachowując tzw. bliski dystans pochylam się lekko do przodu (przyjaźń, otwartość, sympatia).

Szef zaczyna w końcu pytać o życiorys. Patrzy na mnie długo i wnikliwie. Nieruchomo utkwiony wzrok to groźba: „tylko spróbuj kłamać”! A jednak kłamię: o kierunku studiów, który rzekomo ukończyłam i o zajęciach z protokołu dyplomatycznego. Dodaję parę fikcyjnych umiejętności — cały czas zachowuję kontakt wzrokowy, oszczędnie gestykuluję i operuję mimiką twarzy. Świadczy to bowiem o dojrzałości i dyscyplinie wewnętrznej, skupieniu i panowaniu nad emocjami.

Wiem, kiedy skończyć

W pewnym momencie widzę, że rekrutujący szerzej otwiera oczy. Coś nie tak. Potarłam oko mówiąc, że mam prawo jazdy, a to oznacza, że najprawdopodobniej kłamię. Muszę uważać, żeby nie zasłonić ust dłonią, ani nie trzymać palca na ustach. Mój rozmówca odkryłby z pewnością, że niemal wszystko o czym opowiadam jest fikcją. Ale na szczęście szybko męczy się obserwowaniem moich reakcji, kończę więc opowiadać o sobie, kiedy zaczyna lekko bębnić palcami w stół.

Za dwa dni telefon. Dostaję pracę. Mimo że nie znam niemieckiego ani włoskiego, nie mam prawa jazdy ani nigdy w życiu nie miałam zajęć z protokołu dylomatycznego. I na pewno nie nadaję się do pracy asystentki. Ale znam świetnie język ciała — a to ponad połowa sukcesu.