Nie wydaje się, by początek pierwszej sesji nowego roku miał przynieść duże zmiany na rynku. Dobrze zaczęły giełdy zachodnioeuropejskie, ale nasze kontrakty na razie nie chcą rosnąć.
Początek handlu kontraktami terminowymi nie przyniósł żadnych zmian, marcowa seria oscyluje tuż przy poziomie zamknięcia sylwestrowej serii. Lepsze humory panują na giełdach zachodnioeuropejskich, indeksy giełd niemieckiej i francuskiej wystartowały na około 0,3-proc. plusach.
U nas zapowiada się raczej spokojniejszy początek. Można się spodziewać spadku aktywności mierzonej obrotami. Osłabnie popyt ze strony inwestorów z londyńskiej City, gdzie dziś jest dzień bez handlu. To może powstrzymywać pozostałych inwestorów od dokonywania znaczących transakcji.
Czy rynek w pierwszych dniach stycznia stać będzie na kontynuację wzrostowej tendencji z końca 2004 r.? Taka możliwość oczywiście istnieje, ale nie można zapominać, że w inwestorach może przeważyć chęć do choć częściowej realizacji zysków (niekoniecznie dziś) po tym jak w sylwestra indeksy poprawiły rekordy hossy.
Nawet jednak gdyby zaczęła się konsumpcja ubiegłorocznych dokonań (co wydaje się mniej prawdopodobne), to nie powinna ona być raczej głęboka. Na horyzoncie majaczy już poziom 2000 pkt na WIG20. Inwestorzy mają wszelkie powody, by wierzyć w sprawczą siłę „efektu stycznia”. AS