Otwiera się brama do Chin dla polskich firm

Sylwia Wedziuk
opublikowano: 06-10-2011, 00:00

126 krajów zażarcie walczy o swoją pozycję w Chinach. A Polska czeka, aż Państwo Środka samo wyciągnie po nią ręce.

Dwadzieścia lat temu w wielu dziedzinach w Chinach byliśmy pionierami. Liczyła się nasza motoryzacja, maszyny górnicze, założyliśmy tam pierwsze chińsko-zagraniczne joint venture. Ale przez ostatnich 20 lat Polska na własną prośbę wycofała się z tamtego rynku.

— Ten czas to pasmo złej praktyki — mówi Antoni Roszczuk, przewodniczący China Central Europe Business Forum (CCEBF), działającego przy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. CCEBF powstało, żeby przełamać złą passę Polski w kontaktach gospodarczych z Chinami oraz umożliwić mikro-, małym i średnim przedsiębiorcom znalezienie swojego miejsca w Chinach i zbudowanie nowych perspektyw rozwoju biznesu.

Mały kraj małych firm

Wiele małych firm nie ma szansy na rozwój. Antoni Roszczyk ocenia, że często bankrutują, ponieważ w razie przejściowych problemów nie mają szansy na zastrzyk gotówki, choćby w postaci pożyczki wysokiego ryzyka. Nie ma też świadomości, że bankructwo to nic złego. Trzeba umieć się po tym podnieść. Zdaniem eksperta, młodzi mają pomysły na biznes, ochotędo pracy i chcą się rozwijać. Brakuje im jedynie kapitału. To dla nich szansą mogą być Chiny.

— Tylko musimy im coś zaproponować. 126 krajów zalewa Chiny ofertami i nie ma powodu, dla którego Polska miałaby być preferowana, tym bardziej że nie składamy żadnych ofert — twierdzi Antoni Roszczuk. Chiny mają potencjał. Od 1992 r. średni roczny wzrost PKB w tym kraju to około 10 proc. Ponadto dynamicznie zmienia się model chińskiej gospodarki. W nowych przepisach, które mogą wejść w życie w 2012 r., pojawią się także takie, które mają na celu ułatwienie działania zagranicznych MSP w dziedzinach, które są uważane za strategiczne dla rozwoju gospodarczego w perspektywie czasowej dłuższej niż 5 lat.

— Chiny to już nie jest tania produkcja byle czego, ale nowe, innowacyjne i nowoczesnerozwiązania technologiczne — twierdzi szef CCEBF. Dla każdego znajdzie się tam miejsce i każdy sensowny projekt ma rację bytu. Większość państw już dostrzegło potencjał tego rynku, ale nasz biznes z Krajem Środka szwankuje. Niemcy mają 32 tys. spółek polsko-chińskich, Włosi około 20 tys., a Polska — kilkanaście. W Niemczech 500 analityków zajmuje się kontaktami z Chinami, a w naszym Ministerstwie Gospodarki jedna osoba. Brakuje też bezpośrednich połączeń lotniczych z Chinami, a władze nie wspierają polskich firm w działaniach, które mogłyby prowadzić do zbudowania ich obecności na chińskim rynku.

— Ostatni raz polski prezydent był w Chinach 15 lat temu, podczas gdy prezydent niemiecki czy francuski bywa tam co roku i jest rewizytowany przez władze chińskie — twierdzi przewodniczący CCEBF.

Jeden procent rynku

CCEBF chce promować zakładanie polsko-chińskich spółek celowych na bazie prawa Hongkongu. Polskie w nich będzie know-how i rozwiązania techniczne, a finansowanie — chińskie. Do tego wspólny marketing, produkcja w Chinach i sprzedaż gotowych produktów oraz usług przede wszystkim na rynku chińskim. — Hongkong wybraliśmy jako bazę biznesową, bo od lat jest najlepszym miejscem oferującym usługi dla przedsiębiorców ze świata, ma przejrzyste prawo, system finansowy i wiele innych zalet — mówi Antoni Roszczuk.

Organizacja została zaproszona jako gość specjalny na światowe targi MSP, które odbędą się w grudniu w Hongkongu. CCEBF zaprezentuje tam pierwszą setkę projektów z Polski gotowych do implementacji w Chinach.

— Sto projektów, bo więcej w ciągu trzech dni nie uda się zaprezentować. Są to głównie projekty technologiczne, przede wszystkim z zakresu IT. Mamy też sensacyjną niespodziankę z zakresu motoryzacji, ale ogłosimy to dopiero w grudniu, bo wiadomo, że w Polsce cokolwiek zyskuje na znaczeniu, jeśli przędzie przez granicę — mówi Antoni Roszczuk.

Okazję do budowania relacji z przyszłymi partnerami z Chin przedsiębiorcy z Polski będą mieli na konferencji w Warszawie 27 października, na którą przyjedzie kilkuset przedstawicieli władz Hongkongu i prowincji Guangdong, biznesmeni i inwestorzy z tych regionów. Następnym krokiem w działaniach CCEBF będzie powołanie funduszu szybkiego wzrostu. Ma on finansować najbardziej obiecujące projekty z polską myślą i realizacją w Chinach. — Chcemy, żeby jak najszybciej jak największa grupa firm polsko-chińskich zajęła 1 proc. chińskiego rynku, a więc osiągnęła sprzedaż na poziomie 15 mld USD. W ciągu kilku lat powinno się to udać — zapowiada Antoni Roszczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu