P&G, BNY Mellon i Citibank dadzą 1700 etatów

opublikowano: 07-06-2013, 00:00

Do końca roku w sektorze usług biznesowych przybędzie 10 tys. etatów. U kogo? Trzy firmy już znamy.

Polska święci triumfy jako miejsce coraz bardziej zaawansowanych centrów usług dla biznesu. W tym tygodniu IBM ogłosił, że zatrudni w Katowicach 2 tys. osób. Tysiąc etatów przybędzie w warszawskim centrum P&G(o planach firmy „PB” informował dwa lata temu).

— Zapadła decyzja, że centrum będzie świadczyło usługi planowania dla całej Europy. Już rekrutujemy. Do września zatrudnimy 600 osób, resztę pewnie w przyszłym roku — mówi Janusz Dziurzyński, wiceprezes P&G Global Business Services.

Rosnące centra

Pracownicy w Warszawie zajmą się planowaniem produkcji i dystrybucji. Dziś dzieje się to osobno dla każdego kraju. Janusz Dziurzyński, który na co dzień pracuje w Szwajcarii, dopiero co wywalczył dla Warszawy jeden projekt, a już marzy mu się kolejny, jeszcze większy. Chodzi o centrum obsługi zamówień.

— Te operacje są już centralizowane w USA i Europie Zachodniej. Nasz region to dalsza przyszłość. Decyzji nie będzie na pewno w tym roku — mówi Janusz Dziurzyński. Urośnie także centrum BNY Mellon we Wrocławiu.

— Zatrudniamy 220 osób. Zainwestujemy 20 mln USD w długoterminowy wynajembiura oraz technologię. W nowym budynku, do którego przeniesiemy się jesienią, będziemy mogli zatrudniać 640 osób — mówi Martin Ring, dyrektor zarządzający BNY Mellon we Wrocławiu. Teri Gerosa, szefowa Citi Service Center Poland, zapowiada natomiast, że liczba pracowników centrów w Warszawie, Łodzi i Olsztynie urośnie do końca roku z 2,2 to 2,5 tys.

Prawdopodobny rachunek

Zapowiedzi tylko tych trzech firm oznaczają 1700 etatów, z czego większość jeszcze w tym roku. Tymczasem centrów z zagranicznym kapitałem jest w Polsce ponad 400. Nic dziwnego, że Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL prognozuje spory wzrost.

— Dziś w naszym sektorze pracuje 110 tys. osób. Na koniec roku może ich być 120 tys. — mówi Jacek Levernes, prezes ABSL i członek zarządu HP Europe. To dane tylko dla centrów usług z kapitałem zagranicznym.

— Dynamicznie rozwijają się także polskie ośrodki, które zatrudniają kilkadziesiąt tysięcy osób. Np. OEX ma 10 tys. pracowników, kilka tysięcy osób zatrudnia Holicon — wymienia Janusz Górzyński, współautor raportu ABSL.

Palące kwestie

Ale 20-procentowy roczny wzrost to dla przedstawicieli branży, która pod względem zatrudnienia (centrów polskich i zagranicznych) przebija już sektor motoryzacyjny, to za mało. W tym roku ABSL zaczął walczyć o zmiany, które pozwolą ściągnąć do Polski zaawansowane usługi. Postulaty przedstawił członkom rady gospodarczej przy premierze. Niektórym bardzo skutecznie.

— Zapytałem potencjalnego inwestora o minusy Polski. Na pierwszym miejscu wśród problemów wymienił kodeks pracy, który wszystkie niedziele i święta traktuje jako dni wolne. Wprawdzie my, Polacy, mamy silnie zakorzeniony mesjanizm, ale nie wiem, czy 180 krajów jest w stanie przyjąć zasadę, że tylko niedziela jest dniem świętym. Jest też sprawa ochrony danych osobowych — tu potrzebne są precyzyjne rekomendacje z sektora — mówi Jan Krzysztof Bielecki, szef rady gospodarczej. Porusza dwie palące dla ABSL kwestie: pracę w święta w przypadku pracowników obsługujących klientów z innych krajów oraz tzw. criminal check — możliwość weryfikacji przeszłości kryminalnej kandydata na pracownika.

— Z danych tylko jednej agencji rekrutacyjnej wynika, że w latach 2012-13 straciliśmy przez to prawie 3 tys. miejsc pracy. Zmiany w prawie dotyczące czasu pracy idą w dobrym kierunku, ale nie możemy czekać rok-dwa, zanim one wejdą, bo biznes nie czeka — podkreśla Jolanta Jaworska, wiceprezes ABSL. ABSL ocenia, że ściągnięcie do Polski zaawansowanych usług finansowych to gwarancja kolejnych 100 tys. etatów w ciągu kilku lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane