Choć do wejścia w życie dyrektywy o transgranicznym przepływie pacjentów pozostał równo miesiąc, polski rząd nie śpieszy się z jej wdrożeniem. Wczoraj Rada Ministrów przyjęła założenie do nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych z publicznych pieniędzy oraz ustawy o działalności leczniczej, która ma wprowadzić zapisy unijnego prawa. Zdaniem Natalii Łojko, radcy prawnego w kancelarii Baker & McKenzie, szanse na wdrożenie dyrektywyprzed 25 października są znikome.
— Od założeń do projektu ustawy z konkretnymi przepisami jeszcze długa droga. Średnio prace trwają kilka miesięcy — mówi Natalia Łojko. Projekt zmian został opublikowany pół roku temu. Eksperci rynku medycznego zwracają jednak uwagę, że przez ostatnie miesiące nic się z nim nie działo. Rząd nie konsultował założeń, które przez rynek zostały skrytykowane. Największy zarzut dotyczy tego, że polski rząd — zamiast ułatwić — próbuje ograniczyć pacjentom dostęp do leczenia poza granicami kraju.
— Resort zdrowia wykorzystał furtkę, którą daje dyrektywa, i wprowadził konieczność uzyskania zgody Narodowego Funduszu Zdrowia na leczenie pacjenta, w przypadku gdy wiąże się on z noclegiem w szpitalu bądź wykorzystaniem specjalistycznej aparatury — twierdzi Natalia Łojko.
Płatnik postanowił się ubezpieczyć przed dużymi wydatkami jeszcze jednym przepisem. Jeśli w danym roku koszty leczenia pacjentów za granicą przekroczą ok. 300 mln zł, finansowanie zostanie wstrzymane. Robert Mołdach, ekspert Pracodawców RP, zwraca uwagę, że opóźnienia we wdrożeniu dyrektywy uderzają również w polskich przedsiębiorców, którzy mieli być beneficjentami unijnego prawa. Z powodu niższych kosztów zagraniczne kasy chorych, np. niemieckie, miały przysyłać pacjentów na leczenie do Polski. Na razie kasy i pacjenci nie mają gdzie zasięgnąć informacji — do tej pory nie powstały centra informacyjne dla obcokrajowców chcących się leczyć w Polsce. Zdaniem eksperta, powinny być gotowe już kilka miesięcy temu.
— Najgorsze jest podejście rządu do dyrektywy. Traktuje się ją jako zagrożenie dla finansów płatnika, a nie szanse dla polskich szpitali: zarówno publicznych, jak i niepublicznych. Zagraniczni chorzy wpompowaliby do systemu pieniądze, których dzisiaj brakuje. Turecki rząd sam inicjuje różne działania, które zachęcają obcokrajowców do przyjazdu nad Bosfor — mówi Robert Mołdach.