Pakiet migracyjny jest już nieuchronny

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-10-04 20:00

Środowe debaty i decyzje dwóch izb legislacyjnych Unii Europejskiej potwierdzają, że pakiet azylowo-migracyjny na sto procent zostanie ukończony w obecnej kadencji, czyli najpóźniej wiosną 2024 r. wejdzie w życie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Bardzo ważne znaczenie ma okoliczność, że to zestaw rozporządzeń, które po opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym UE i niedługim vacatio legis wchodzą w życie z automatu i bezwzględnie obowiązują wszystkie państwa członkowskie. Zupełnie inną wagę mają dyrektywy, wymagające implementacji do krajowych porządków prawnych w dłuższym horyzoncie czasowym, często są to nawet dwa lata. Wiele rządów ociąga się z wdrażaniem niewygodnych dla nich dyrektyw, u nas Prawo i Sprawiedliwość w kwestii rozmyślnego spóźnialstwa ustanawia kalendarzowe rekordy.

Parlament Europejski (PE) jeszcze nic nie zdecydował, ale obrał zdecydowany kurs na szybkie negocjacje między instytucjami. Środowa debata w Strasburgu nie pozostawiła żadnych wątpliwości, głosy europosłów z PiS oraz pojedynczych eurosceptycznych deputowanych z różnych państw mają w arytmetycznym rozliczeniu znaczenie zerowe. Nacisk międzynarodówek naprawdę decyzyjnych na wprowadzenie wspólnego systemu azylowo-migracyjnego jest bardzo silny. Licząc od wyjściowego projektu Komisji Europejskiej procedowany jest trzy lata, podczas debaty w PE często wyrażano zdziwienie, że… jeszcze nie stał się prawem. Według absolutnej większości nie tylko europosłów, lecz rządów państw unijnych zmieniony system ma być lekiem na całe migracyjne zło. Będą szybkie procedury na granicach identyfikujące azylantów lub powodujące odsyłanie nieazylantów. Będzie obowiązkowa solidarność oraz pomoc dla państw pod presją. Wszystkie państwa członkowskie mają wnosić wkład odpowiednio do ich możliwości, cokolwiek to znaczy. Po przyjęciu pakietu ma powstać wzmocniony system odsyłania osób niemających podstaw do ubiegania się w UE o azyl. Generalnie dominowała w PE wzniosła i idealistyczna teza, że wreszcie należy skończyć z zakłamaniem, zaś unijna wspólnota staje przed historycznym wyzwaniem. Jeśli reformy azylowo-migracyjnej nie uda się zamknąć w kadencji 2019-24, to miałaby zostać otwarta furtka dla „populistów i radykałów”.

Opinie europosłów PiS, na czele z Beatą Szydło, były oczywiście biegunowo odmienne. Była premier stwierdziła, że rozwiązania zapisane w pakiecie azylowo-migracyjnym są bardzo złe, bo nie chronią Europy przed falą nielegalnej migracji i nie zapewniają obywatelom UE bezpieczeństwa. Ostro zarysował się zatem protokół rozbieżności, wobec którego liczy się – jak w każdym demokratycznym parlamencie i systemie – bilans głosów. PiS przez osiem lat dziesiątki razy akcentowało właśnie tę okoliczność w naszym Sejmie, zatem nie może się dziwić ani protestować wobec odwrotnego działania brutalnej arytmetyki w PE.

W reakcji na debatę w Strasburgu druga izba legislacyjna, czyli Rada UE, przyjęła w Brukseli ostatni element pakietu. Tak zwane rozporządzenie kryzysowe zatwierdzone zostało w tempie rzeczywiście – jak na standardowy unijny bezwład – błyskawicznym. Uczynili to ambasadorzy, co dla bilansu głosów państw nie miało żadnego znaczenia, identyczny byłby wynik głosowania na zbiórce ministrów spraw wewnętrznych. Ogromną większość kwalifikowaną utworzyły 22 państwa, przeciwko były tylko Polska i Węgry, zaś wstrzymały się od głosu trzy również z naszej okolicy – Czechy i Słowacja, czyli pozostali partnerzy wyszehradzcy, oraz sąsiadująca Austria. Rząd PiS z definicji uważa obowiązkową solidarność, opartą na relokacji lub karach finansowych za nieprzyjmowanie migrantów, za całkowicie błędną. Zgodna decyzja 22 innych rządów otwiera jednak szybkie negocjacje Rady UE z PE, zaś finał prac nad kompletem rozporządzeń zapisany został w tytule.