Państwowe PPL i Petrolot się kłócą, warszawskiemu lotnisku grozi paraliż
PPL chcą wpuścić na lotnisko firmę Lotosu. Przełamywanie monopolu spółki Orlenu i LOT może mieć skutki uboczne...
Kolejna odsłona sporu Przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze (PPL), zarządcy warszawskiego lotniska Okęcie, z PLL LOT. Tym razem PPL uderzyły w państwowy Petrolot, spółkę należącą w 49 proc. do narodowego przewoźnika i w 51 proc. do Orlenu. Petrolot od lat ma monopol na sprzedaż paliw lotniczych na Okęciu. Zarząd lotniska chce go przełamać i wpuścić inną państwową firmę — Lotos Tank, który należy do pochodzącego z Pomorza głównego rywala Orlenu.
Kłótnia o bocznicę
Do zaognienia sporu z LOT doszło, gdy PPL wypowiedziały Petrolotowi dzierżawę bocznicy, którą na lotnisko wjeżdżają cysterny z paliwem. Petrolot ostrzega, że spowoduje to wstrzymanie ruchu lotniczego w Warszawie od 1 maja, kiedy wypowiedziana umowa przestanie obowiązywać.
— Poinformowaliśmy ministra infrastruktury o dużym ryzyku, że od 1 maja nie będziemy mogli dowieźć paliwa, a w efekcie przestaniemy zaopatrywać port Chopina — mówi Ireneusz Wesołowski, prezes Petrolotu.
Oznaczałoby to, że paliwa nie dostanie kilkadziesiąt linii lotniczych, a nawet samoloty polskich VIP-ów: prezydenta i premiera.
— To też ogromne straty finansowe dla Petrolotu z tytułu niesprzedanego paliwa —dodaje Ireneusz Wesołowski.
Spółka musiałaby wypłacić odszkodowania liniom lotniczym, z którymi wiążą ją obowiązujące do końca roku kontrakty. Porty uspokajają.
— Petrolot będzie mógł korzystać z bocznicy jak dotychczas, ale już bez wyłączności. Do końca stycznia przedstawimy nową umowę, dającą równe prawa dostawcom — wyjaśnia Michał Marzec, dyrektor PPL.
Wczoraj Petrolot i PPL próbowali pogodzić reprezentanci państwowego właściciela: Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister infrastruktury (nadzoruje PPL), i Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu (paliwową spółkę). Byli też przedstawiciele Orlenu, Lotosu i LOT. Skutek?
— PPL i Petrolot mają się dogadać, ale dopuszczając konkurencję — mówi osoba znająca sprawę.
Nowy zawodnik
W gorącej atmosferze do wejścia na Okęcie szykuje się Lotos Tank, należący do Grupy Lotos.
— Zawarliśmy już z PPL umowę dzierżawy terenu pod budowę tymczasowej bazy paliwa, którą zakończymy w 2011 r., ale bez dostępu do bocznicy nie wystartujemy — tłumaczy Dariusz Falkiewicz, prezes Lotos Tank.
Współpracująca z norweskim Statoil Aviation spółka szlak na polskie lotniska przetarła w Gdańsku (gdzie monopol miał także Petrolot) i przygotowuje się do wejścia do Katowic i Krakowa. Najbardziej zacięta walka toczy się o Warszawę, gdzie Petrolot sprzedaje 60 proc. paliwa, jakie dostarcza do 13 lotnisk w kraju, i skąd pochodzi 60 proc. z jego 1 mld zł rocznych przychodów.
— W Gdańsku zdobyliśmy 60 proc. zamówień. Zakładamy, że w nowych miejscach odbierzemy Petrolotowi około 50 proc. udziałów w rynku — zapowiada Dariusz Falkiewicz, prezes Lotos Tank.
Głębsze dno
Zmiany zasad korzystania z bocznicy to — zdaniem PPL — pierwszy krok do wprowadzenia na Lotnisku Chopina paliwowej konkurencji, która miałaby doprowadzić do obniżki cen paliw. Na razie tankowanie na Okęciu nie jest tanie: według linii lotniczych, tona paliwa kosztuje tu 979 USD, podczas gdy w Gdańsku, gdzie już jest konkurencja — 971 USD. Dla porównania, w Pradze to 939 USD, a we Frankfurcie 920 USD.
PPL planują na Okęciu nową infrastrukturę paliwową za kilkadziesiąt milionów złotych — z hydrantem i rurociągiem pod płytą lotniska. Umożliwi ona tankowanie bez przewożenia paliwa cysternami. PPL stara się o dofinansowanie z UE. Kasa miałby popłynąć też na bazę paliwową, za której obsługę — jak planują PPL — odpowiadałby niezależny operator. Petrolot uważa, że budowa bazy nie ma sensu ekonomicznego.
— Mamy już bazę, której pojemność zaspokoi potrzeby Okęcia, nawet jeśli ruch lotniczy wzrośnie trzykrotnie — argumentuje Ireneusz Wesołowski.
Podobnego zdania jest poseł Antoni Mężydło z PO, który w tej sprawie napisał interpelację do ministra infrastruktury.
— Z projektu wynika, że pojemność nowej bazy wielokrotnie przekroczy potrzeby portu. Z pieniędzy unijnych powinniśmy korzystać racjonalnie — ocenia Antoni Mężydło.
PPL przekonują, że wielkość i sposób działania planowanej bazy nie są przesądzone.
— Rozważamy różne warianty. Możliwe, że zbuduje ją prywatna firma albo skorzystamy z infrastruktury Petrolotu, o ile spółka umożliwi korzystanie z niej dostawcom na równych zasadach — mówi Michał Marzec.
— Zarządca lotniska nie może oczekiwać od nas, że pozbędziemy się najbardziej wartościowej infrastruktury — odpowiada Ireneusz Wesołowski.
Baza Petrolotu jest wyceniana na 95 mln zł, podczas gdy wartość całej spółki wynosi około 150 mln zł.