Jeżeli jakiś budynek chwieje się przy lada wietrze, nie może być dla nikogo niespodzianką, że któregoś dnia zwyczajnie się zawali. Podobnie jest z firmami. Jeżeli już wiele miesięcy temu prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że wykończy Jukos, jeden z największych koncernów naftowych Rosji, zamykając w więzieniu jego głównego udziałowca, Michaiła Chodorkowskiego — to przerwania kanałów dostaw ropy naftowej produkowanej przez ten koncern można się było spodziewać lada dzień. I tak się stało. Nie znaczy, że na stałe. Jukos będzie eksportował ropę, ale muszą wykształcić się nowe, zależne już od nowych właścicieli, kanały dystrybucji.
Ponieważ nie jest to dla nikogo niespodzianką, trudno sobie wyobrazić, by PKN Orlen, nasz największy koncern naftowy, nie zabezpieczył się na taką ewentualność. Dziwi w tej sytuacji dyskrecja kierownictwa koncernu, który wszystko utrzymuje w najgłębszej tajemnicy. Więcej, rodzi to nawet podejrzenie, że jednak nie w pełni się zabezpieczył i teraz nie chce dać potencjalnym partnerom sygnału, że znajduje się w sytuacji przymusowej. Bo wtedy ceny surowca nagle rosną. Ale to wydaje się wręcz mało prawdopodobne, bo świadczyłoby o niewyobrażalnej nieudolności kierownictwa koncernu.
Techniczne kłopoty z dostawami ropy z Jukosu, w dłuższej perspektywie, mogą naszemu rynkowi paliwowemu nawet wyjść na zdrowie, zwiększyć bezpieczeństwo dostaw, bezpieczeństwo paliwowe kraju. Zdając sobie bowiem sprawę z faktu, że tak naprawdę, jesteśmy skazani na dostawy ropy ze wschodu, musi zwiększyć się determinacja zarówno zarządzających koncernami paliwowymi, jak i rządu, w dążeniu do rzeczywistego zdywersyfikowania kierunków dostaw tego strategicznego surowca. Dywersyfikacja made in Miller et consortes sp. z o.o. była bowiem czystą fikcją.
Pozytywny, z naszego punktu widzenia, rozwój wydarzeń na Ukrainie pozwala możliwie szybko wrócić do tematu rurociągu Odessa–Brody i kierunku przepływu w nim ropy. Aktualna staje się ewentualność przedłużenia ropociągu. Ciągle nie załatwiona jest sprawa ewentualnej eksploatacji przez PKN Orlen pól naftowych w Iraku. Nieco operetkowo brzmią doniesienia o negocjacjach dostaw ropy naftowej z Libii, ale kierunek afrykański jest z pewnością wart rozpatrzenia. Zadań jest wiele, możliwości również. Może zatem, miast epatować się oratorskimi popisami i teczkami w komisji Orlengate, wziąć się do pracy. By nie groził nam już paliwowy suchoj zakon.