PAP: Obejmując stanowisko prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, Krzysztof Panas deklarował ścisłą współpracę z Ministerstwem Zdrowia. "Konflikt nie jest rozwiązaniem sprawy. Trzeba dojść do konsensusu" - mówił w dniu swojego powołania. Być może brak współpracy będzie oficjalnym powodem jego odwołania.
Na razie nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi. Minister zdrowia Leszek Sikorski powiedział, że w piątek złożył do premiera pisemną prośbę o odwołanie Panasa. Z informacji PAP wynika, że wciąż prowadzone są rozmowy z potencjalnymi następcami Panasa. Kilku kandydatów odmówiło przyjęcia tego stanowiska.
"Nikt odpowiedzialny nie chce przejąć tego bałaganu. Nie wiadomo nawet, jakie są jego rozmiary" - powiedział PAP pragnący zachować anonimowość informator PAP, który negatywnie odpowiedział na propozycję objęcia prezesury NFZ.
Panas - 51 letni absolwent Wojskowej Akademii Medycznej - obejmował w październiku ub. roku funkcję prezesa NFZ w dramatycznym momencie. Poprzednie trzy tygodnie były czasem sporu między zarządem Funduszu a Ministerstwem Zdrowia wokół planu finansowego NFZ na 2004 rok. Fundusz początkowo nie chciał podziału pieniędzy na regionalne oddziały NFZ. Ostatecznie w planie NFZ minister zdrowia w porozumieniu z ministrem finansów przyjął wypracowaną w końcu przez zarząd koncepcję podziału pieniędzy na regiony. Rezygnację złożył wówczas wiceprezes Funduszu ds. medycznych Mirosław Manicki, a dwa dni później samobójstwo popełnił schorowany od dłuższego czasu prezes NFZ Maciej Tokarczyk.
Powołując Panasa na prezesa NFZ premier Leszek Miller jednocześnie odwołał go ze stanowiska podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska. Krytycy tej decyzji mówili wówczas, że premier daje nadzór nad ponad 31 mld zł osobie, która nie orientuje się w sytuacji ochrony zdrowia w skali makro. Wcześniej Panas był prezydentem Łodzi.
Pomimo trudnej sytuacji Funduszu oraz ochrony zdrowia Panas nie tracił optymizmu. Niecałe dwa tygodnie po objęciu prezesury przekonywał posłów sejmowej Komisji Zdrowia, że wreszcie w ochronie zdrowia będzie lepiej.
"Po raz pierwszy w historii pacjent staje się podmiotem. Po raz pierwszy w historii powstanie mapa placówek, które wybierają pacjenci" - powiedział wtedy Panas. Według niego Fundusz miał przesuwać środki z kontraktów ze szpitalami, które nie cieszą się popularnością wśród pacjentów, do tych, które pacjenci wybierają częściej. Dlatego też domagał się "elastycznego" planu finansowego.
Widział też zagrożenia w procesie kontraktowania. Najistotniejszym problemem było dla niego dotarcie z informacjami o kontraktowaniu do potencjalnych kontrahentów. Ponadto niepokoiły go procesy wytaczane Funduszowi przez szpitale o pokrycie wypłaconych podwyżek wynikających z tzw. ustawy 203 zł oraz "ilość środków" w systemie.
Tymczasem świadczeniodawcy apelowali, by nie rozpisywać konkursu na świadczenia zdrowotne w 2004 roku według nowych zasad, tylko aneksować stare umowy i "na sucho" rozliczać się według nowych zasad. Dyrektorzy krytykowali katalog świadczeń (badań, zabiegów i terapii), które chciał kontraktować Fundusz. Kiedy Fundusz przedstawił ich wycenę, doszedł nowy element krytyki - właśnie wyceny. Zdaniem zarządzających placówkami proponowane stawki były "wzięte z sufitu". W odpowiedzi na krytykę Panas deklarował, że katalog będzie poprawiany.
Termin rozpoczęcia konkursu ofert był przesuwany kilkakrotnie. Rozmowy dotyczące katalogu miały zakończyć się w połowie grudnia. Tymczasem do tej pory katalog nie zadowala dyrektorów szpitali i wciąż jest poprawiany, podobnie jak wycena świadczeń.
Równolegle toczyła się batalia o system refundowania środków ortopedycznych. Środowiska niepełnosprawnych domagały się wprowadzenia systemu otwartego, polegającego na tym, żeby pacjent z potwierdzoną przez NFZ receptą mógł nabyć w dowolnej aptece przepisany cewnik czy pieluchomajtki. Jeśli wybrałby droższy niż ten, na który ustalona była kwota refundacji, dopłacałby różnicę między ceną wybranego produktu a kwotą refundacji.
Fundusz upierał się przy systemie zamkniętym, w którym wybierał w drodze konkursu producentów oraz punkty, w których można by było realizować recepty. System ten, choć uciążliwy dla pacjenta, miał zaletę ścisłego kontrolowania wydatków.
Niedługo potem NFZ zmienił decyzję. Według jej krytyków jednak mogła ona nie być do końca przemyślana: Fundusz nie był przygotowany do wprowadzenia systemu otwartego. Małopolska Kasa Chorych przygotowywała taki system przez kilka miesięcy, NFZ postanowił dla całej Polski przygotować go w niecałe dwa. W styczniu w niektórych oddziałach Funduszu ludzie stali w długich kolejkach, by uzyskać potwierdzenie prawa do zakupu środków ortopedycznych.
Ale nie tylko te kolejki były tematami prasy na przełomie roku 2003 i 2004. W kilku województwach zbuntowali się lekarze rodzinni zrzeszeni w nieformalnym Porozumieniu Zielonogórskim. Nie godzili się na warunki zaproponowane przez Fundusz, przede wszystkim na świadczenia w ramach swojego kontraktu nocnej pomocy wyjazdowej. Panas na kolejnych konferencjach podkreślał, że musi realizować ustawę, która nakazuje mu łączenie podstawowej opieki zdrowotnej z nocną wyjazdową pomocą lekarską.
Tuż przed pierwszym stycznia Panas żonglował statystyką, pokazując, że potrzeby zdrowotne na terenie Polski są zabezpieczone w 95 proc. Po Nowym Roku w kilku rejonach na zachodzie i południu Polski ludzie mogli udać się do lekarza pierwszego kontaktu jedynie do szpitala lub na pogotowie - lekarze spełnili bowiem swoją groźbę i zamknęli gabinety.
Panas nie brał udziału w rozmowach z lekarzami rodzinnymi w styczniu, kiedy podjął je minister zdrowia Leszek Sikorski. 6 stycznia Sikorski podpisał porozumienie z lekarzami Porozumienia Zielonogórskiego, kończąc tym samym ich protest. Tuż po podpisaniu porozumienia Panas ogłosił, że rodzi ono skutki finansowe, które muszą być pokryte ze środków pochodzących spoza budżetu Funduszu. Po raz pierwszy publicznie ukazał przykład konfliktu tlącego się między NFZ a MZ. Ostatecznie spoza Funduszu będzie pochodzić 65 mln zł na ok. 300 mln potrzebnych na realizację porozumienia.
Potencjalne źródła finansowania porozumienia to nie jedyne problemy. Trzeba było zmienić plan finansowy NFZ na 2004 rok i okazało się, że nie jest to proste. Przyczyna leżała m.in. w tym, że ustawa o Funduszu nie przewiduje żadnej procedury zmiany planu w trakcie roku. Kiedy zarząd Funduszu zgodził się ostatecznie na zmiany proponowane przez Sikorskiego, Rada NFZ "zdjęła" dyskusję na ten temat z porządku obrad. Nieoficjalnie PAP dowiedziała się, że powodem były m.in. wątpliwości Rady co do legalności zatwierdzania planu w ten sposób oraz co do legalności samego porozumienia.
Okazało się też, że Fundusz nie przygotował na czas systemu rozliczeń ze szpitalami. W związku z tym istniała groźba niewypłacenia pieniędzy świadczeniodawcom. Zarząd NFZ podjął więc decyzję o wypłaceniu szpitalom miesięcznej części kontraktu rocznego bez konieczności przedstawiania od razu rozliczenia za dany miesiąc. Miało być to rozwiązanie jedynie na rozliczenie stycznia. Niedawno okazało się, że podobnie będzie też za luty.
Panas nie zgadza się z zarzutami Sikorskiego, który uważa, że zarząd NFZ źle z nim współpracował i podejmował błędne decyzje. Prezes podkreśla, że wszystko, co robił zarząd Funduszu, odbywało się za wiedzą Ministerstwa Zdrowia.
Justyna Wojteczek