Pandemia powala nawet Bonda i superbohaterów

Przemysł filmowy wpadł na tory cyfrowej transformacji już dobrych kilka lat temu. Pandemia sprawiła jednak, że filmowcy szybko musieli przesiąść się z wolnej kolejki podmiejskiej do szybkiego superpociągu i nie wiadomo jeszcze, kto dojedzie do celu.

Sytuację w branży filmowej dobrze podsumowuje rozmowa zasłyszana u jednego z warszawskich barberów. “Wiesz, tak ci szczerze powiem, że jak usłyszałem premiera, który mówił, że kina będą zamknięte, to pomyślałem sobie: k***a, to one były w ogóle otwarte?” To nie tylko anegdota z życia wzięta, ale jednocześnie symbol tego, jak wykrwawia się przemysł filmowy. Ten rozumiany w tradycyjny sposób.

Horrory na srebrnym ekranie: Pustki w kinach w związku z pandemią koronawirusa  to obraz, który przejdzie do historii. Niewiele jest branż, które ucierpiały równie mocno, a jeszcze rok temu nikt nie przewidywał takiego scenariusza.
Horrory na srebrnym ekranie: Pustki w kinach w związku z pandemią koronawirusa to obraz, który przejdzie do historii. Niewiele jest branż, które ucierpiały równie mocno, a jeszcze rok temu nikt nie przewidywał takiego scenariusza.
Bartlomiej Kudowicz / Forum

Potrzebne liczby? Weźmy najmocniej bijącą po oczach. Zerkamy do zasobów serwisu Box Office Mojo, który agreguje wpływy generowane przez największe produkcje filmowe na świecie. W zeszłym roku ekscytowaliśmy się pojedynkami superbohaterów i śledziliśmy wskaźniki, żeby przekonać się, czy “Avengers: Koniec gry” przegoni na liście najbardziej kasowych filmów w historii słynne filmy Jamesa Camerona — “Titanica” i “Avatara”. Superprodukcja o ostatecznym zwycięstwie bohaterów Marvela nad siłami zła z pierwszym zadaniem poradziła sobie bez problemu, ale w przypadku drugiego walka toczyła się dosłownie o każdy bilet. Ostatecznie tytuł “Avengers” wskoczył na pozycję lidera z utargiem sięgającym prawie 2,8 mld USD.

Miniony rok był zresztą rewelacyjny dla światowych hitów. “Król Lew” zebrał ponad 1,65 mld USD, kolejna część “Krainy Lodu” 1,45 mld USD, a granicę miliarda dolarów w rubryce z kinowymi przychodami przekroczyły jeszcze m.in. “Kapitan Marvel”, “Joker”, “Spider-Man” czy nowe “Gwiezdne wojny”. Wystarczy powiedzieć, że w czołowej dziesiątce najbardziej kasowych filmów tylko “Jumanji: Następny poziom” z 800 mln USD na koncie nie trafiło do klubu miliarderów. Szybko można się też zorientować, że zyski napędzały historie o superbohaterach. W tym roku pandemia koronawirusa pokonała nawet ich. Inaczej mówiąc — wszystko stanęło na głowie. Mamy listopad, a na czele tegorocznego rankingu Box Office Mojo znajduje się film “The Eight Hundred”, chiński dramat wojenny w reżyserii Guana Hu. Film zarobił jednak zaledwie 460,1 mln USD, co w zeszłym roku dałoby mu zapewne 17. miejsce. Dalej plasują się “Bad Boys for Life”, czyli hollywoodzka produkcja z Willem Smithem i Martinem Lawrence’em w rolach głównych, i głośny “Tenet” Christophera Nolana. Gdyby nie pandemia, byłby żelaznym kandydatem do tytułu najchętniej oglądanego filmu roku, a tak zarobił tylko 350,7 mln USD.

Kina zresztą nawet nie muszą być zamykane. Wystarczyły obostrzenia dotyczące zajmowanych miejsc, obawy przed zakażeniem i skromna oferta kinowa wynikająca z powściągliwości ludzi z branży, którzy wstrzymują premiery w nadziei, że wszystko wróci do normalności, a ludzie znów będą walić drzwiami i oknami, żeby jak najszybciej zobaczyć zapowiadane hity. Przykładem jest “Nie czas umierać”, czyli najnowszy film o przygodach Jamesa Bonda, który do kin miał trafić w kwietniu, ale studio MGM ciągle opóźniało premierę z powodu turbulencji spowodowanych przez pandemię. Jesienią pojawiły się ponoć propozycje, żeby produkcja zadebiutowała najpierw w serwisach streamingowych. Magazyn “Variety” donosił, że zainteresowani mogą być właściciele Apple’a i Netfliksa, ale napotkali na zaporową kwotę 600 mln USD. Twórcy wysoko cenią Bonda i nie ma się co dziwić, bo rola Daniela Craiga miała przyciągnąć tłumy do kin i wygenerować potężne zyski, nawet rzędu 1 mld USD. Ostatecznie MGM ogłosiło, że nie sprzeda praw do Bonda streamingowym gigantom.

Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie takie serwisy rozdają dziś karty w przemyśle filmowym. Ludzie zamknięci w domach, pracujący zdalnie, obawiający się łażenia po miejscach, gdzie przewijają się tłumy, z rozrywki nie rezygnują. To dlatego pandemia była czasem wzrostu dla serwisów streamingowych. W okresie od lipca do września 2020 r. liczba płatnych użytkowników Netfliksa wzrosła o 2,2 mln, choć mediana prognoz, w tym projekcja spółki, zakładała ich przyrost o 3,4 mln. Spadek dynamiki tłumaczony był... poluzowaniem obostrzeń związanych z pandemią w III kw. i powrotem relacji z imprez sportowych do telewizji.

Nowy raport Europejskiego Obserwatorium Audiowizualnego pokazuje natomiast, że większość (56 proc.) europejskich filmów wyświetlanych w kinach w latach 1996–2020 była dostępna na VoD, czyli w w usługach tzw. wideo na żądanie, w maju 2020 r. Raport wskazuje, że dostępność na VoD poszerza terytorium działania filmu, a więc może generować dodatkowe wpływy. Wydaje się to dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek, więc być może nawet najwięksi kinowi puryści przekonają się do innych form dystrybucji.

W trudnych czasach każdy radzi sobie jak może. Na kontrowersyjny pomysł wpadli twórcy filmu “Songbird”, którego fabuła bazuje na motywach... pandemii COVID-19. Film przenosi nas do 2024 r., w którym wirus nie odpuszcza, a restrykcje są coraz brutalniejsze. Za reżyserię odpowiada Adam Mason, ale produkcją zajął się m.in. Michael Bay, twórca takich tytułów, jak “Armageddon”, “Pearl Harbor” czy serii “Transformers”. Krytycy zauważają, że to nierozsądne podgrzewać emocje związane ze strachem spowodowanym pandemią w trakcie jej trwania. Filmowcy nie chcą jednak wypaść z torów na dobre.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane