Obecnie COVID19 dynamicznie rozprzestrzenia się w USA przez co większość Amerykanów pozostaje w domach. W trakcie weekendu liczba zachorowań na świecie wzrosła do 340 tys., a informacje o ilości zgonów jakie pojawiały się z Włoch zatrważały. Rządy poszczególnych krajów podejmują coraz bardziej radykalne działania. W Niemczech wprowadzono zakaz większych spotkań, a władze Nowej Zelandii zamknęły wszystkie nie kluczowe dla gospodarki firmy, co wywołało tąpnięcie na tamtejszej giełdzie. Z takim scenariuszem trzeba liczyć się również w innych krajach, co nie pozwala na poprawę sentymentu rynkowego i decyduje o przewadze niedźwiedzio nastawionych uczestników rynku. Podczas dzisiejszego otwarcia rynków kontrakt terminowy na S&P 500 otworzył się blisko 100 punktową luką spadkową, a notowania znalazły się w okolicach 2200 pkt. O tego momentu próbują domknąć lukę, co w przypadku niemieckiego Daxa już się praktycznie udało. Obserwowane jest już blisko odbicie z okolic 8000 pkt. do 8500 pkt. Perspektywa globalnej recesji i cały czas skierowane w dół ryzyka dla dalszej aktywności gospodarczej nie pozwalają na jakikolwiek optymizm i nie dają przestrzeni do większego wzrostu cena akcji. Sytuacja pozostaje katastrofalna przez co S&P 500 może zmierzać w kierunku 2000 pkt., a niemiecki Dax 7000 pkt. Na początku tygodnia nastroje zostały dodatkowo popsute przez doniesienia z USA, gdzie nie udało się przegłosować kolejnego pakietu fiskalnego, który będzie polegać na przekazywaniu czeków Amerykanom. Wraz z początkiem tygodnia prace w tej kwestii zostaną wznowione.
Na rynku walutowym dolar na początku tygodnia oddaje część ostatnich wzrostów, niemniej jednak kurs EURUSD stabilizuje się w okolicach 1.07. Przemawia za tym fiasko prac w Kongresie nad pakietem fiskalnym. Dolar nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jest on teraz postrzegany jako bezpieczna przystań i w przypadku pojawienie się kolejnej fal paniki, nie można wykluczać dalszego zejścia eurodolara w kierunku 1.05, czyli minimów z 2017 roku. Na rynku surowcowym notowania ropy otworzyły się blisko 20% luką spadkową, co w przypadku WTI oznaczało zejście do 20 USD za baryłkę. Obecnie ma miejsce odreagowanie, niemniej jednak w sytuacji globalnej recesji i dramatycznego spadku popytu na ropę przy jednoczesnym wzroście wydobycia i wojnie cenowej producentów nie ma podstaw do wzrostu cen surowca. Niekorzystny sentyment może natomaist sprowadzić jego ceny do kilkunastu dolarów za baryłkę.