Panele słoneczne w malinowym chruśniaku

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2023-11-01 20:00

Agrowoltaiki jeszcze w Polsce nie ma, ale w Europie ten trend już się narodził. Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki proponuje, by podatki rolnikom od tego nie rosły.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • czym jest agrowoltaika
  • komu się może opłacać
  • co sądzą o niej polscy rolnicy
  • jakie przepisy proponuje Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Maliny czy panele słoneczne? Jeden rolnik wybierze to pierwsze, inny drugie. Jednego i drugiego w Polsce nie wybiera na razie nikt, ale w Niemczech, gdzie dochodzi już do rywalizacji o grunty, już to się zdarza. Stąd nowy termin agrowoltaika oznaczający połączenie na tym samym terenie produkcji energii elektrycznej ze słońca z produkcją rolną. Podwójna produkcja to lepsze zyski.

- W Polsce istnieją jednak bariery dla rozwoju agrowoltaiki – uważa Ewa Magiera, prezes Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki (PSF).

W malinach albo jabłkach

Dziś, jak wyjaśnia Ewa Magiera, dołożenie paneli słonecznych do produkcji rolnej prowadzonej na najlepszych ziemiach, czyli ziemiach klasy 1-3, wymaga zapału, czasu i pieniędzy. Trzeba zmienić przeznaczenie gruntu, na co potrzebna jest zgoda ministra, a ten wydaje ją rzadko i każe czekać. Dodatkowo procedura jest droga.

- Tymczasem to właśnie na najlepszych ziemiach, gdzie prowadzone są wysokomarżowe uprawy, dołożenie fotowoltaiki daje atrakcyjne korzyści – mówi Ewa Magiera.

Badania niemieckie, bo polskich nie ma, wskazują, że szczególnie interesujące może być łączenie fotowoltaiki z uprawą malin lub prowadzeniem sadów jabłkowych. Są to uprawy wieloletnie i wymagające często ochrony przed ptakami lub słońcem.

Na gruntach słabszych, czyli klasy 4, fotowoltaikę można dziś stawiać bez specjalnych zgód, ale wiąże się to z utratą korzystnego podatku rolnego na rzecz danin kilkadziesiąt razy wyższych.

PSF, które wydało właśnie pierwszy w Polsce raport na temat agrowoltaiki, rekomenduje, by instalację fotowoltaiczną stawianą na gruntach rolnych uznawać w przyszłości za infrastrukturę towarzyszącą produkcji rolnej. Taka klasyfikacja sprawi, że nie zmieni się korzystne opodatkowanie działalności na danym terenie.

Każdy w swojej bańce

Co na to rolnicy? Zależy, kogo zapytać. Organizacje reprezentujące rolników wykazują zainteresowanie agrowoltaiką, ale rozmowy z przedsiębiorcami w kuluarach konferencji rolno-żywnościowych wskazują raczej na brak takich potrzeb. Zwłaszcza że pod względem finansowym branża ma się doskonale, a jej zainteresowanie innowacjami jest umiarkowane.

- Na razie sektor rolniczy żyje w swojej bańce, a fotowoltaika w swojej – przyznaje Ewa Magiera.

Nie ma jednak wątpliwości, że nadchodzi przełom. Będzie nim moment, kiedy firmy rolne, jak wszystkie inne, będą musiały zacząć raportować w tzw. kwestiach ESG, czyli opisywać, jak wpływają na środowisko i jak o nie dbają. Sprawdzać to zaś będą ich kontrahenci, celujący w zerową emisyjność.

- Dziś jeszcze ta branża nie czuje znaczącej odpowiedzialności za model produkcji, ale to się zmieni – podkreśla Ewa Magiera.

Szacuje się, że w Europie w fazie planów są dziś projekty agrowoltaiczne o łącznej mocy poniżej 15 GW. Dla porównania, zwykła fotowoltaika w Polsce ma dziś już ponad 15 GW mocy.