Maliny czy panele słoneczne? Jeden rolnik wybierze to pierwsze, inny drugie. Jednego i drugiego w Polsce nie wybiera na razie nikt, ale w Niemczech, gdzie dochodzi już do rywalizacji o grunty, już to się zdarza. Stąd nowy termin agrowoltaika oznaczający połączenie na tym samym terenie produkcji energii elektrycznej ze słońca z produkcją rolną. Podwójna produkcja to lepsze zyski.
- W Polsce istnieją jednak bariery dla rozwoju agrowoltaiki – uważa Ewa Magiera, prezes Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki (PSF).
W malinach albo jabłkach
Dziś, jak wyjaśnia Ewa Magiera, dołożenie paneli słonecznych do produkcji rolnej prowadzonej na najlepszych ziemiach, czyli ziemiach klasy 1-3, wymaga zapału, czasu i pieniędzy. Trzeba zmienić przeznaczenie gruntu, na co potrzebna jest zgoda ministra, a ten wydaje ją rzadko i każe czekać. Dodatkowo procedura jest droga.
- Tymczasem to właśnie na najlepszych ziemiach, gdzie prowadzone są wysokomarżowe uprawy, dołożenie fotowoltaiki daje atrakcyjne korzyści – mówi Ewa Magiera.
Badania niemieckie, bo polskich nie ma, wskazują, że szczególnie interesujące może być łączenie fotowoltaiki z uprawą malin lub prowadzeniem sadów jabłkowych. Są to uprawy wieloletnie i wymagające często ochrony przed ptakami lub słońcem.
Na gruntach słabszych, czyli klasy 4, fotowoltaikę można dziś stawiać bez specjalnych zgód, ale wiąże się to z utratą korzystnego podatku rolnego na rzecz danin kilkadziesiąt razy wyższych.
PSF, które wydało właśnie pierwszy w Polsce raport na temat agrowoltaiki, rekomenduje, by instalację fotowoltaiczną stawianą na gruntach rolnych uznawać w przyszłości za infrastrukturę towarzyszącą produkcji rolnej. Taka klasyfikacja sprawi, że nie zmieni się korzystne opodatkowanie działalności na danym terenie.
Każdy w swojej bańce
Co na to rolnicy? Zależy, kogo zapytać. Organizacje reprezentujące rolników wykazują zainteresowanie agrowoltaiką, ale rozmowy z przedsiębiorcami w kuluarach konferencji rolno-żywnościowych wskazują raczej na brak takich potrzeb. Zwłaszcza że pod względem finansowym branża ma się doskonale, a jej zainteresowanie innowacjami jest umiarkowane.
- Na razie sektor rolniczy żyje w swojej bańce, a fotowoltaika w swojej – przyznaje Ewa Magiera.
Nie ma jednak wątpliwości, że nadchodzi przełom. Będzie nim moment, kiedy firmy rolne, jak wszystkie inne, będą musiały zacząć raportować w tzw. kwestiach ESG, czyli opisywać, jak wpływają na środowisko i jak o nie dbają. Sprawdzać to zaś będą ich kontrahenci, celujący w zerową emisyjność.
- Dziś jeszcze ta branża nie czuje znaczącej odpowiedzialności za model produkcji, ale to się zmieni – podkreśla Ewa Magiera.
Szacuje się, że w Europie w fazie planów są dziś projekty agrowoltaiczne o łącznej mocy poniżej 15 GW. Dla porównania, zwykła fotowoltaika w Polsce ma dziś już ponad 15 GW mocy.

