Państwo gra poza boiskiem

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2012-06-12 00:00

EURO 2012

Turniej EURO 2012 zasadnie nazywany jest największym tego typu przedsięwzięciem w historii Polski, ale pod warunkiem uwzględnienia wieloletniego programu inwestycyjnego. Bo podczas samej imprezy, w warstwie czysto organizacyjno-logistycznej nie dorasta do pięt gigantycznym pielgrzymkom papieskim. Zachłystywanie się tym, co tu i teraz, jest dość typowe dla nuworyszy u władzy, ale nie wszyscy mają tak krótką pamięć.

Przyglądając się od podszewki meczom w Polsce spróbowałem porównać relacje decyzyjno-organizacyjne między władzami Polski a podmiotami zewnętrznymi. To znaczy — Stolicą Apostolską kiedyś w odniesieniu do pielgrzymek, a Unią Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA) obecnie w odniesieniu do EURO 2012. Podobieństw jest bardzo wiele, oba wspomniane podmioty były/są absolutnie wszechwładne wobec najważniejszych elementów i zarazem śmietanki całego przedsięwzięcia — czyli Watykan w sprawie przebiegu mszy czy programu pobytu papieża, UEFA zaś we wszystkim, co dzieje się na stadionach i w ich bezpośrednim otoczeniu. Ba, w strukturze zarządzania podobnie usytuowani są krajowi pośrednicy, czyli odpowiednio — Episkopat oraz PZPN. Na państwo polskie, czyli rząd i samorząd terytorialny, spada natomiast wszystko co niewdzięczne i co na zewnątrz, czyli przede wszystkim bezpieczeństwo i transport tysięcy uczestników.

Wiedza o kulisach obu tak różnych wielkich wydarzeń społecznych oraz dobra pamięć prowadzi mnie jednak do wniosku, że nie było jeszcze w Polsce przedsięwzięcia, w którym państwo oddałoby tyle kompetencji podmiotowi zewnętrznemu. A najbardziej w tak bardzo przytłaczającym samo kopanie piłki na boiskach wątku komercyjnym…