Państwo robi kokosy na lekach

  • Alina Treptow
opublikowano: 31-01-2014, 00:00

Firmy farmaceutyczne wypowiadają wojnę horrendalnym opłatom rejestracyjnym. To niemoralne, ich zdaniem, że urząd, który je pobiera, ma 76-procentową rentowność

Lexus IS 250 — równowartość tego auta będzie musiała zostawić w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPLWMiPB) niewielka firma farmaceutyczna, która zmienia siedzibę. Musi zapłacić, ponieważ nowy adres, zgodnie z prawem, trzeba wpisać do dokumentów rejestracyjnych sprzedawanych przez nią medykamentów. Nic więc dziwnego, że w 2013 r. to nie producenci leków będą najbardziej rentownymi podmiotami w farmacji, ale urząd, który się nimi zajmuje. Dochody publicznej instytucji wyniosły blisko 200 mln zł, a koszty jej funkcjonowania (zgodnie z planem finansowym) — 47,6 mln zł. Na firmach rejestrujących produkty urząd zarobił więc na czysto ponad 150 mln zł. Różnica, podobnie jak w poprzednich latach, trafi do kasy państwa.

Zobacz więcej

Fot.iStock

— To niemoralne, że publiczny urząd w ten sposób zarabia na przedsiębiorcach. Pobierane przez niego opłaty należą do najwyższych w Europie i są nieadekwatnie wysokie w stosunku do nakładu pracy urzędników. Płaci się za wszystko. Na przykład, jeśli przedsiębiorca zmienia nazwę firmy i w związku z tym dokonuje obowiązkowych zmian w rejestracjach, płaci URPLWMiPB 4 tys. zł za każdy lek. Tyle samo kosztuje firmę zmiana osoby odpowiedzialnej za kontrolę jakości i już czeka nas kolejna zmiana — skarży się Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska (IGFP).

Firmy farmaceutyczne mają w portfelach dziesiątki, a duże nawet setki produktów. Drobna zmiana danych może więc kosztować przedsiębiorstwo setki tysięcy lub wręcz miliony złotych. Zbójeckie opłaty to przykra dolegliwość dla wielkich firm, ale dla małych — potężny cios. Przykładem może być niewielki biznes wyspecjalizowany w homeopatii, który prowadzi prezes IGFP. Właśnie zmienia siedzibę… — Za zmianę adresu będę musiała zapłacić łącznie 160 tys. zł, podczas gdy roczne przychody spółki wynoszą około 1 mln zł — mówi Irena Rej.

Prezes zastrzega, że farmacja nie chce unikać kosztów rejestracyjnych.

— Nie chcemy tylko przepłacać, a obecne stawki to nic innego jak wyzysk. Zamiast tak wysokich opłat za rejestracje, firmy mogłyby płacić urzędowi np. za dodatkowe konsultacje. W trakcie przygotowywania różnych dokumentów pojawia się przecież dużo pytań i wątpliwości. Pozyskane przez URPLWMiPB dodatkowe fundusze mogłyby pokryć ewentualną różnicę po obniżeniu opłat za rejestracje — proponuje Irena Rej.

Polska w cenie

Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma również wziął na tapetę odpłatności rejestracyjne. Organizacja porównała Polskę do krajów o zbliżonym PKB per capita — Estonii, Łotwy, Litwy, Węgier i Słowacji. Okazało się, że nad Wisłą stawki bywają nawet pięciokrotnie wyższe. Różnicę na niekorzyść Polski dostrzegają też miedzynarodowe firmy farmaceutyczne.

— MSD wydaje w Polsce na opłaty rejestracyjne od 2,5 do 3 mln zł rocznie, co stanowi znaczącą pozycję w naszych wydatkach administracyjnych. Trudno znaleźć inne rynki, gdzie te wydatki mają równie duży udział — twierdzi Erik Meinhardt, dyrektor zarządzający MSD Polska, jednej z dużych międzynarodowych firm farmaceutycznych działających nad Wisłą. IGFP od kilku lat lobbuje za obniżeniem urzędowych stawek — na razie bez sukcesów.

— Urząd rejestracji kieruje nas do Ministerstwa Zdrowia (MZ), które odsyła do resortu finansów. Ten twierdzi, że ustawa, która reguluje wysokość opłat, nie mieści się w jego kompetencjach i wskazuje…MZ. Błędne koło. Postanowiliśmy interweniować w Ministerstwie Gospodarki. Obiecało, że przyjrzy się sprawie — mówi Irena Rej.

IGFP powołała zespół roboczy ds. opłat, który ma przygotować raport na temat dokładnych kosztów, jakie musi ponosić przemysł farmaceutyczny, m.in. w związku z odpłatnościami rejestracyjnymi. W ciągu kilku miesięcy przedstawi go ministerstwom — zdrowia, finansów i gospodarki.

Promyk nadziei

URPLWMiPB nie odpowiedział na nasze pytania. Krzysztof Bąk, rzecznik MZ, potwierdza, że do resortu docierają skargi firm farmaceutycznych.

— Należy jednak pamiętać, że opłaty te są przychodami budżetu państwa i szybka zmiana nie jest możliwa, bo zostały już zaplanowane w ustawie budżetowej. Nie zmienia to faktu, że sprawa jest analizowana przez MZ. Obecnie czekamy na wyjaśnienia i propozycje URPLWMiPB dotyczące poszczególnych opłat — twierdzi Krzysztof Bąk.

Na korzystne rozstrzygnięcie największe szanse mają firmy, których produkty są na liście leków refundowanych. Krzysztof Bąk twierdzi, że przy obecnej presji na obniżenie cen koszty utrzymania tej grupy farmaceutyków powinny zostać zmniejszone. Irena Rej krytykuje jednak rozwiązanie polegające na zmniejszeniu kosztów tylko dla części produktów.

— Nie można obniżyć opłaty jednym firmom, a innym nie, bo doprowadzi to do nierówności — mówi Irena Rej.

Kura znosząca złote jaja
Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPLWMiPB) decyduje, czy produkt medyczny lub farmaceutyczny zostanie dopuszczony do obrotu. Nadzoruje też bezpieczeństwo jego stosowania, np. zbiera informacje o działaniach niepożądanych. Instytucja prowadzi również inspekcje badań klinicznych, czyli sprawdza, czy są prowadzone zgodnie z przyjętymi standardami. Ubiegłoroczne dochody urzędu wyniosły blisko 200 mln zł, a koszt jego działania — niecałe 50 mln zł. URPLWMiPB zatrudnia około 400 osób.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Państwo robi kokosy na lekach