Agencja Rozwoju Przemysłu przechodzi od słów do czynów i chce pomóc naszym sąsiadom w budowie parków technologicznych.
Specjalne strefy ekonomiczne na Ukrainie nie wywołały takiego boomu inwestycyjnego, jaki przeżywają podobne rozwiązania w Polsce. Mimo to nie słabnie zainteresowanie tamtejszych przedsiębiorców budową parków technologicznych. Wspomóc ich mogą polskie agendy rządowe — a konkretnie państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP).
„Agencja dysponuje dużą wiedzą i doświadczeniem (…) w tworzeniu i zarządzaniu specjalnymi terenami inwestycyjnymi, co spotyka się z dużym zainteresowaniem naszego wschodniego sąsiada — Ukrainy” — napisano w podsumowaniu strategii ARP.
Park lotniczy
Jej władze przechodzą od słów do czynów.
— Spotkaliśmy się kilka dni temu z przedstawicielami Lwowskich Linii Lotniczych, które dysponują atrakcyjnym terenem i chcą, abyśmy pomogli im zbudować park technologiczny — mówi Wojciech Dąbrowski, prezes ARP.
Kolejne spotkanie zaplanowano za miesiąc.
Agencja pełniłaby rolę doradczą dla lwowskich portów oraz mogłaby pomagać firmom, które chciałyby ulokować inwestycje na Ukrainie. A to wcale nie jest proste.
— Ukraińskie prawo nie pozwala na zakup ziemi przez zagranicznych przedsiębiorców. Można ją tylko dzierżawić, a to zniechęca firmy do inwestowania w tym kraju. Budowa parku technologicznego ułatwiłaby przyciągnięcie inwestorów — lwowskie porty mają grunty i mogą inwestować w nieruchomości, a partnerzy z innych krajów — w urządzenia czy nowoczesne technologie — twierdzi Wojciech Dąbrowski.
Ze strefami i lotniskami
Prezes liczy także na współpracę między przyszłym lwowskim parkiem a polskimi strefami.
— Na Ukrainie wciąż jest wielu bardzo dobrych inżynierów, a u nas coraz częściej firmy mają problem z pozyskaniem kadr. Ukraińscy specjaliści mogliby współpracować z naszymi przedsiębiorcami — uważa Wojciech Dąbrowski.
Tylko czy rozwój parków inwestycyjnych na Ukrainie nie odbierze inwestorów naszym strefom. Przedstawiciele naszych parków współpracy się nie boją.
— Wielu inwestorów wybiera nasze strefy, często zapewniając, że czynią tak właśnie ze względu na bliskość rynku ukraińskiego — twierdzi Marek Indyk, prezes strefy tarnobrzeskiej.
Dodaje, że byłoby nieźle, gdyby rzeczywiście znaleźli się inwestorzy — zainteresowani współpracą — w strefach polskich i ukraińskich. Polacy też mają w tym interes. Chodzi o kooperację ukraińskich firm z rzeszowskim portem lotniczym. A ten mógłby być dodatkowym atutem przy zdobywaniu kolejnych inwestycji.