Państwowa dłoń ściska niewidzialną rękę rynku

Patriotyzm gospodarczy z kontrowersyjnego hasła przeistoczył się w oficjalną ideologię. Pora, by zaczął przynosić korzyści

Czy mocno zużytą wiarę w niewidzialną rękę rynku powinna zastąpić wiara w silne i wyznaczające kierunki rozwoju państwo? Gdzie leży granica między patriotyzmem a protekcjonizmem? Co robić, by dogonić bogatsze państwa i sprawić, by polskie marki stały się globalne? O tym na Stadionie Narodowym dyskutował tuzin czołowych postaci świata polityki i biznesu podczas zorganizowanej przez „Puls Biznesu” debaty, otwierającej już siódmą edycję cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy”.

CZAS PATRIOTÓW:
Zobacz więcej

CZAS PATRIOTÓW:

Wicepremierzy postulowali większą aktywność państwa w gospodarce, wtórowali im prezesi spółek skarbu państwa, a prywatni przedsiębiorcy trochę chcieli, a trochę się bali. Tak w Biznes Klubie Stadionu Narodowego wykluwała się wspólna wizja patriotyzmu gospodarczego. Grzegorz Kawecki

Renesans patriotyzmu

Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, którego plan ma uwolnić Polskę z pułapki średniego wzrostu, cieszył się, że hasło „patriotyzmu gospodarczego”, które jeszcze 2-3 lata temu prawie nie istniało w debacie publicznej, teraz stało się dla wszystkich oczywiste i wszyscy się pod nim podpisują. Oburzał się jednocześnie na „propagandę, którą karmiono nas przez ponad 25 lat”.

— Przedsiębiorcy lubią mówić, że podatki są złe, a państwo niepotrzebne, i że trzeba tylko większej swobody. Jednak prawdziwa odpowiedź na współczesne problemy nie jest ani liberalna, ani socjalistyczna — jest dokładnie pośrodku, choć oczywiście państwa zachodnie stosują inną retorykę, bo silnym gospodarkom opłaca się wmawianie tego innym — powiedział Mateusz Morawiecki. Wicepremier zwracał uwagę na to, jak działały kraje, do których chcemy teraz równać, choćby Niemcy i Francja.

— Tam przez lata państwo aktywnie angażowało się w proces budowy silnej gospodarki, było bardzo aktywnym graczem. My tych mechanizmów, które tam stosowano przed czterdziestu laty, nie możemy teraz przełożyć wprost, bo realia są już inne — jako członek Unii Europejskiej i Światowej Organizacji Handlu zwyczajnie nie możemy wprowadzać mechanizmów protekcjonistycznych. Nie ma co jednak wierzyć bezrefleksyjnie w niewidzialną rękę rynku, tej ręce musi pomagać ręka państwowa — powiedział Mateusz Morawiecki.

Rola ręki

Wicepremierowi w krytyce wiary w niewidzialną rękę rynku wtórował Henryk Baranowski, prezes PGE.

— Wtłaczano nam przez lata, że wolny rynek rozwiąże wszystkie problemy, że upada to, co powinno upaść, a to, co ma się rozwijać, samo się rozwinie. Tymczasem na całym świecie w każdym rozwiniętym kraju funkcjonują mniej lub bardziej zawoalowane programy wsparcia rodzimej gospodarki, co widać choćby na przykładzie Niemiec, i wykreowania przez nie branży odnawialnych źródeł energii. Wszyscy mniej lub bardziej otwarcie dotują te gałęzie przemysłu, które uważają za istotne, i to samo powinniśmy robić my poprzez wsparcie i zwiększenie aktywności krajowych czempionów — powiedział Henryk Baranowski.

Wojciech Jasiński, prezes Orlenu, rolę państwa widzi przede wszystkim w tworzeniu odpowiedniego otoczenia dla małych i w pozwoleniu dużym na robienie dużych rzeczy.

— To w dużej mierze działalność wychowawcza — trzeba odpowiednio kształcić kadry i przekonywać Polaków, że to, co polskie, jest dobre. Nie można też zaniedbywać największych firm — oczywiście promocja małych i średnich przedsiębiorstw jest potrzebna, ale to duże firmy mogą najwięcej inwestować w innowacyjność i to one dysponują funduszami, pozwalającymi na rozwój w dziedzinach innych niż gospodarka, choćby poprzez sponsoring sportu — powiedział Wojciech Jasiński. Krzysztof Skóra, prezes KGHM, uważa, że w kontekście rozwoju i innowacji dla dużych firm najważniejsza jest stabilność przepisów, dająca warunki do inwestowania, i zdrowy rozsądek menedżerów.

— W KGHM przy wsparciu funduszy unijnych wydano wielkie pieniądze na projekty, które niekoniecznie przekładały się na realne zwiększenie wartości firmy, zachłyśnięto się marzeniem o globalnej mocarstwowości. Musimy inwestować w innowacje, ale trzeba to robić rozsądnie i z myślą o konkretnych korzyściach — stwierdził Krzysztof Skóra.

Cienka linia

Tyle o rękach rynku i państwa ministrowie i szefowie skarbowych spółek. A co na to biznes prywatny? Krzysztof Pawiński, współtwórca i prezes spożywczego Maspeksu, nieco studził państwowe zapędy w sferze gospodarczej. Zwrócił uwagę na to, że linia między patriotyzmem a protekcjonizmem jest bardzo cienka.

— Odpowiedź na pytanie, czy państwa w gospodarce ma być więcej, czy mniej, to odpowiedź polityczna. Niestety, w polityce wygrywa się dzięki popularności, a w biznesie bardziej liczy się efektywność. Te dwa zwierzęta rzadko kiedy się krzyżują. Dlatego sądzę, że wydana przez państwo komenda „cała naprzód!” to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić — powiedział Krzysztof Pawiński. Jego zdaniem, niewidzialna ręka rynku wcale nie uschła, trzeba tylko uważnie obserwować realia gospodarcze i nie myśleć życzeniowo.

— Rynek daje fantastyczne odpowiedzi na to, w których obszarach gospodarki polskie firmy potrafią sobie poradzić najlepiej. Jasno widać, które branże przez lata rozwinęły się w Polsce bez żadnego wsparcia ze strony władz. Nie można więc teraz odgórnie decydować, że wesprzemy tych albo tych, bo rozwoju w akurat tych dziedzinach byśmy chcieli, tylko trzeba obserwować rynek i brać pod uwagę efektywność — stwierdził prezes Maspeksu.

Innowacyjne państwo

Wicepremier Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego, pomstował na funkcjonujący od lat model polskiego państwa jako hamujący rozwój gospodarczy.

— Zbudowaliśmy karykaturę zachodnioeuropejskiego państwa opiekuńczego, rozrośniętego biurokratycznego molocha,który na każdym kroku ogranicza naszą wolność, ale nie potrafi pomóc w rozwiązaniu podstawowych problemów. Tymczasem ideałem jest silne państwo ograniczone, czyli takie, które daje swobodę działania w większości obszarów, ale tam, gdzie jest to strategicznie pożądane, choćby w energetyce i obronności, jest bardzo aktywne — powiedział Jarosław Gowin.

Minister nauki podkreślał, że podstawowym zadaniem rządu jest tworzenie jak najlepszych warunków do zwiększania konkurencyjności i innowacyjności gospodarki. A tego nie da się zrobić bez silnego, także finansowego wsparcia państwa.

— W USA od lat 70. do połowy poprzedniej dekady 88 proc. kluczowych innowacji powstało dzięki subsydiom państwowym — albo w postaci bezpośrednich dotacji, albo ulg podatkowych. Elon Musk nie zbudowałby Tesli, gdyby nie miliardy z budżetu — przypomniał Jarosław Gowin.

Marzenie o Musku

Na przykład Elona Muska powoływał się też miliarder Sebastian Kulczyk. — Jego projekt SpaceX dowiódł, że przy wprowadzaniu innowacji efektywność prywatnego biznesu jest dużo wyższa niż efektywność instytucji państwowych — NASA może się wiele od niego nauczyć — zauważył Sebastian Kulczyk. Wtórował mu Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.

— Państwo dało Muskowi 5 mld USD, bo rozwój jego biznesu przysłuży się całemu krajowi. I o to właśnie chodzi w państwowych inwestycjach w innowacje — by pomagały przedsiębiorcom, którzy mają pomysł na nowy biznes, dający wartościowe miejsca pracy, w osiąganiu masy krytycznej, pozwalającej na działalność w skali międzynarodowej — mówił Zbigniew Jagiełło.

Sebastian Kulczyk, który za ponad 5 mld zł sprzedał ostatnio duży pakiet akcji browaru SABMiller i chce inwestować w nowe projekty, podkreślił, że w świetle błyskawicznego rozwoju nowych technologii trzeba wybiegać myślą w przód. Bo XXI wiek to w gospodarce już nie wiek siły roboczej, tylko mózgu.

— Mamy dziś gospodarkę imitacyjną, a nie innowacyjną. Dlatego konieczne są bardzo duże inwestycje w edukację i stworzenie jasnych, konkretnych zasad współpracy między uczelniami a biznesem. Kształcimy dużo bardzo dobrych inżynierów, świetnych informatyków, ale musimy zacząć komercjalizować polskie pomysły i póki się da, korzystać z zagranicznych grantów i funduszy. Nie śnijmy o polskiej Dolinie Krzemowej, bo jej powstania nie można zadekretować. Prawdziwa Dolina Krzemowa narodziła się w specyficznym miejscu i czasie, a w dodatku w otoczeniu uczelni przyciągających specyficznych ludzi. Możemy jednak zrobić coś swojego — powiedział Sebastian Kulczyk.

Polacy, chcący być gospodarczymi patriotami, w żadnym razie nie powinni się jednak zamykać na to, co przychodzi z zagranicy.

— Polscy inżynierowie pracują nad silnikami rakietowymi czy autonomicznymi systemami sterowania w motoryzacji. Robią to w ramach wielkich, globalnych firm, dlatego nie można lekceważyć kapitału zagranicznego, który daje nam możliwość wykonania skoku w dziedzinie technologii czy choćby organizacji pracy. Sektor bankowy i rozwój branży fintechowej w Polsce, w dużej mierze dzięki kapitałowi zagranicznemu, pokazuje, jakie korzyści może z tego czerpać gospodarka i wszyscy obywatele. Teraz przydałaby się jeszcze digitalizacja kontaktów z administracją na modłę estońską — stwierdził Sławomir S. Sikora, prezes Citi Handlowego.

Dyplomatyczne wyjście

Gdy już mamy coś swojego, możemy iść z tym za granicę. Adam Góral, twórca i prezes Asseco, wskazywał na to, że przy ekspansji w krajach biedniejszych rola państwa jest nie do przecenienia.

— W bogatszych krajach, jak Hiszpania czy Izrael, przy ekspansji mieliśmy taki problem, że Polakom po prostu nie ufano, i musieliśmy sami ich przekonywać, że jesteśmy poważnym graczem. W biedniejszych jest inaczej — tam o inwestycjach często decydują politycy, a w ich oczach uwiarygodnić nas mogą tylko inni politycy. Warto docenić i rozwinąć działalność naszych placówek dyplomatycznych — sądzę, że nasz projekt w Etiopii nie udałby się, gdyby w jego realizację nie włączyła się aktywnie polska placówka — mówił Adam Góral. Na znaczenie dyplomacji gospodarczej zwracał też uwagę wicepremier Morawiecki.

— Ministrowie z innych państw przyjeżdżają do Polski z długimi listami pretensji i życzeń, dotyczących działalności i potrzeb firm z ich krajów, które u nas działają. My tymczasem przez lata byliśmy nieśmiali i nie domagaliśmy się niczego, co musi się zmienić — powiedział Mateusz Morawiecki. Zdaniem Zbigniewa Jagiełły, w sprawie dyplomacji ekonomicznej nie ma co dywagować, trzeba działać.

— Mechanizm wspierania firm w ten sposób jest po prostu skuteczny i państwo musi się w to angażować, by wyrównać szanse polskich przedsiębiorstw za granicą — stwierdził prezes PKO BP.

Szukanie pieniędzy

Rozwój, o którym marzą politycy i przedsiębiorcy, słono jednak kosztuje, nie ma nic za darmo. — Dlatego kluczowa jest rola giełdy jako miejsca pozyskiwania kapitału, ale także lokowania oszczędności przez Polaków, którzy mogliby je potem przekazywać z pokolenia na pokolenie, jak jest w krajach rozwiniętych. Do tego potrzeba edukacji finansowej i zachęt — program 500+ jest świetną okazją, by przekonywać do długoterminowych inwestycji — powiedziała Małgorzata Zaleska, prezes GPW.

Na kluczowe znaczenie budowania kultury oszczędzania wśród Polaków zwracał też uwagę Michał Krupiński, prezes PZU. Podkreślał, że chęć do inwestowania na giełdzie globalnie spada, a w Polsce nakłada się na to dodatkowo niskie zaufanie do instytucji finansowych. Państwo i branża finansowa powinny spróbować to zmienić.

— Bez wzrostu poziomu oszczędności nie zrównamy się z państwami Europy Zachodniej — co gorsza, mamy najniższą stopę oszczędności wśród nowych krajów UE. Branża musi ostatecznie rozwiązać problemy kredytów frankowych czy polisolokat, by zaufanie do niej wróciło, a państwo powinno zastanowić się nad tym, czy trzeci filar nie powinien stać się obligatoryjny. Bez zwiększania oszczędności Polaków trudno będzie zrealizować politykę rozwojową — podsumował Michał Krupiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk, Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Państwowa dłoń ściska niewidzialną rękę rynku