Papaya Films to lider wśród polskich domów produkcyjnych specjalizujących się w reklamach. Świadczą o tym nie tylko jej przychody, ale także zdobywane przez nią prestiżowe nagrody. W zeszłorocznym konkursie Klubu Twórców Reklamy Papaya Films piąty raz z rzędu zdeklasowała konkurencję i zdobyła tytuł najlepszego domu produkcyjnego (rozstrzygnięcie tegorocznej edycji konkursu odbędzie się dopiero jesienią).
Także w pandemii poradziła sobie lepiej niż wiele innych studiów filmowych.
Zamgławiacze i tunele dezynfekcyjne
- Zadziałało szczęście, ale też nawyk patrzenia co najmniej rok do przodu. Nawet w biznesie kreatywnym planowanie to jednak podstawa. W lutym 2020 r. byłem w Australii. W Europie pandemii jeszcze wtedy nie było, ale tam już wyraźnie czuło się, że nadciąga. Przewidując co się może wydarzyć, natychmiast kupiłem sprzęt do ozonowania, zamgławiacze, tunele dezynfekcyjne, a także maseczki i płyny. Wszystko, co mogło być nam potrzebne. Szybko okazało się, że jest wręcz niezbędne – wspomina Kacper Sawicki, założyciel i prezes Papaya Films.

Bez tego sprzętu największy w Polsce dom produkcyjny byłby z pewnością w znacznie trudniejszej sytuacji. W Polsce mimo pandemii nigdy żadne decyzje administracyjne nie zabraniały produkcji filmowej, ale mimo to, gdy tylko ogłoszono pierwszy przypadek COVID-19, rynek zamarł.
- Z jednej strony urwały się nagle zamówienia od klientów, kończyliśmy tylko rozpoczęte zlecenia, ale z drugiej wszystkie domy produkcyjne, w obawie przed pandemią, praktycznie zawiesiły działalność – dodaje Kacper Sawicki.
Papaya Films była jedyną firmą, która tego nie zrobiła.
- Od samego początku mogliśmy dać gwarancję, że stosujemy wszelkie możliwe zabezpieczenia i zachowujemy wszystkie możliwe środki ostrożności i kręcimy dalej. Mimo to cały marzec i pół kwietnia były bardzo trudne: żadnego telefonu – wspomina szef Papaya Films.
W połowie kwietnia telefony zaczęły dzwonić. Klienci wrócili, a ponieważ konkurencja nie działała, zapukali właśnie do Papaya Films.
Firmie udało się prawie w całości odrobić ten wiosenny zastój. W 2020 r. jej przychody wprawdzie się skurczyły o ok. 10 proc., ale np. pod względem liczby dni zdjęciowych miniony rok był rekordowy.

- Prawie 400 dni zdjęciowych to skok w stosunku do 280 dni w 2019 r. – mówi Kacper Sawicki.
Szacuje, że w pandemii konieczność stosowania zabezpieczeń podniosła koszty produkcji filmowej o ok. 10 proc. Z drugiej strony np. wydatki na logistykę dało się ściąć.
COVID-19 i konieczność adaptacji do niego przyniosły też zmiany, które mogą w branży zostać na dłużej. Np. nowe formaty i gałęzie biznesu.
Od ośmiu lat Papaya Films organizuje konkurs dla młodych reżyserów, którzy chcieliby wejść do branży filmu reklamowego oraz dokumentalnego. To – jak twierdzą przedstawiciele firmy – jedyny tego typu konkurs w Europie. Udział w nim mogą wziąć studenci i absolwenci szkół filmowych, artystycznych, humanistycznych, a także filmowcy amatorzy, kluczowy jest wiek: od 20 do 35 lat. W tegorocznej edycji, której wyniki ogłoszono na początku lipca, przyznało pięć nagród, cztery wyróżnienia oraz cztery nagrody specjalne, a także Nagrodę Publiczności. Laury wręczono m.in. za teledysk „Zabawa” do piosenki Krzysztofa Zalewskiego oraz teledysk do utworu Kayah „Czarna Niedziela”.
Nowa sytuacja i nowe zwyczaje
- W zeszłym roku prawie nie było wizyt zleceniodawców na planie. Wszystko robiliśmy zdalnie, dzięki streamom z głównej kamery oraz kamer pokazujących, co dzieje się na planie. Popularne stały się tzw. eventy produkcyjne, które dają możliwość nakręcenia w jednym miejscu i czasie kilku reklam dla różnych marek tego samego klienta, lub nawet kilkunastu wersji tej samej reklamy na różne rynki, w różnych językach i realiach. To dziś już norma – wylicza szef Papaya Films.
Nowością jest również bardziej kompleksowa niż dotychczas obsługa klientów. Dom produkcyjny już nie tylko kręci firmy, ale dba również o dodatkowe materiały marki, np. na kanały social mediowe czy portale.
W jego opinii w postpandemicznych czasach produkcja odbywać się będzie na zasadzie hybrydy tego co było przed, i tego co było w trakcie pandemii.
Małe też może być piękne
COVID-19 miał też wpływ na portfolio produktowe Papaya Films, np. otworzył firmę na mniejsze produkcje. Wyjaśnimy, że chodzi o produkcje z budżetem 50-150 tys. zł, podczas gdy średnie to 150-400 tys. zł, a duża - 400 tys. do 4 mln zł.
- Dotychczas klienci rzadziej dzwonili do nas z propozycjami średnich, a tym bardziej małych form. Najwyraźniej przeważało myślenie: mam mały budżet, to nie będę dzwonił do dużego domu produkcyjnego. Jednak w pandemii, gdy byliśmy jedynym podmiotem, który zgłaszał gotowość realizacji filmów, to się zmieniło - mówi prezes Papaya Films.
Uważa, że właśnie dzięki temu firma mogła pokazać klientom, jaki rzeczy da się dziś zrobić prostymi środkami, czy po prostu taniej. Chodzi o produkcje np. dla młodych odbiorców i do sieci, które są już osobnym światem zasadniczo różniącym się od wielkich produkcji telewizyjnych.
Z badania, jakie przeprowadziliśmy niedawno wśród firm z naszej branży - nie tylko tych, które są członkami KPR - wynika, że obroty w minionym roku były wyraźnie niższe niż w rekordowym 2019 r. Jednocześnie jednak liczba dni zdjęciowych okazała się bardzo podobna lub tylko nieznacznie mniejsza, niż rok wcześniej. Oznacza to, że skupiliśmy się na mniejszych produkcjach. Powodem nie były jednak wcale ścięte budżety. W czasie pandemii z oczywistych względów trzeba było po prostu ograniczyć wielkość ekip, liczbę zaangażowanych statystów, skalę wyjazdów.
Jestem jednak przekonany, że wkrótce czeka nas odbicie i szybki wzrost obrotów. Producenci zdali pandemiczny egzamin i zasłużyli na zaufanie swoich klientów. Na początku lockdownu stanęli wprawdzie przed diabelską alternatywą: zamknąć biznes lub kręcić, jakby nic się nie stało. Umieli jednak znaleźć złoty środek, który pozwolił zachować miejsca pracy, a jednocześnie najlepiej jak można było wystrzegać się sytuacji niebezpiecznych dla zdrowia.
W 2021 r. nie osiągniemy zapewne obrotów na poziomie 2019 r., ale przyszły rok może już oznaczać nowy rekord.
Bycie liderem to odpowiedzialność
Pandemia oznaczała również ruchy kadrowe. Wprawdzie na razie żaden dom produkcyjny w Polsce nie zamknął się, ale okres zawieszenia działalności oznaczał, że producenci, reżyserzy i inny pracownicy zaczęli się rozglądać za inną pracą. Część trafiła do Papaya Films. Firma wzmocniła się, zarówno o młodych twórców, jak i o doświadczone osoby z rynku.
- Za najważniejsze uznałem to, żeby nasza załoga czuła się bezpieczna, dlatego już wiosną zeszłego roku zapewniłem, że nie będzie żadnych zwolnień i nie rozstaniemy się z żadnym współpracownikiem. Chcieliśmy zadbać także o naszych kontrahentów. Stąd przyspieszenie terminów płatności i apel, aby także inne firmy z naszej branży postępowały tak samo – mówi szef Papaya Films.
W jego opinii pandemia dała ważną lekcję: jeśli jesteś duży, jesteś liderem, to ciąży na tobie duża odpowiedzialność, ale też możliwość kształtowania postaw na rynku.
- Odzew na apel z początku pandemii to dla mnie dowód, że mamy taką sprawczość. Tak samo myślę o innych poprzeczkach: wyrównywaniu szans, czy neutralności klimatycznej branży. Kto ma to zrobić, jeśli nie my? To my decydujemy, czy nasz biznes będzie fair. Pierwsza całkiem neutralna klimatycznie produkcja to teraz mój cel numer jeden – deklaruje Kacper Sawicki.