Krechą najgrubszą oczywiście był pierwotny rozkaz z 24 lutego 2022 r. o napaści Rosji na Ukrainę, wszystkie następne są już tylko pochodnymi. Podczas wojny wszelkie zasady i normy cywilizacyjne idą w kąt, ale jednak wysadzenie np. mostu ma zupełnie inny kontekst niż zniszczenie zapory. Oczywistym celem jest uniemożliwienie przedostania się przeciwnika mostem na drugi brzeg, to niejako standard. Z dziejów Polski wystarczy przypomnieć choćby losy mostów na Wiśle – warszawskie wysadzali w obu wojnach światowych przeciwko sobie Rosjanie i Niemcy, ale np. przeprawę w Tczewie w pierwszych godzinach drugiej wojny wysadzili saperzy polscy.
Poza zbrodnią na ludziach, wysadzenie tamy niesie także gigantyczne zniszczenia ekologiczne. Historia konfliktów na szczęście nie odnotowuje wielu takich tragedii, ale dlatego, że ogromny rozwój infrastruktury hydroenergetycznej nastąpił już po drugiej wojnie światowej, zaś obiekty wcześniejsze akurat nie znajdowały się w strefach działań zbrojnych. Lotnictwo alianckie niszczyło mniejsze zapory w Niemczech, natomiast wielkim tragicznym wyjątkiem stał się słynny Dnieproges w Zaporożu. Znajduje się także na Dnieprze, powyżej Nowej Kachowki, która jest/była szóstym stopniem kaskady, odgrywającym rolę uzupełniającą wobec giganta. Dnieproges to największe, kultowe osiągnięcie przedwojennej industrializacji Związku Radzieckiego, duma Józefa Stalina. Mimo sentymentu przerażony wódz wydał rozkaz wysadzenia symbolu własnej chwały – wykonany 18 sierpnia 1941 r. – albowiem szybko zbliżający się Wehrmacht wygodnie przeprawiłby się po koronie zapory. Wtedy od gwałtownej fali zginęło od 80 do 120 tys. osób – mieszkańców, uciekinierów, broniących się żołnierzy radzieckich oraz 1,5 tys. nacierających niemieckich. Była to najtragiczniejsza katastrofa hydrologiczna w Europie, chociaż po latach w całościowym bilansie drugiej wojny światowej okazała się pyłkiem. Notabene globalny rekord około 400-800 tys. ofiar powodzi spowodowanej rozkazem człowieka wyśrubował chiński generalissimus Czang Kaj-szek, który dla powstrzymania ofensywy japońskiej nakazał 9 maja 1938 r. wysadzenie bocznych wałów rzeki Huang-ho.
Nowa Kachowka z tamą o wysokości 30 metrów na szczęście jest/była jedynie stopniem wyrównawczym wobec Dnieprogesu. Poza tym zbrodnicza decyzja cara Kremla akurat na Ukrainie uważana była za całkowicie prawdopodobną, tworzono symulacje komputerowe fali zalewowej i kryzysowe procedury. Tragedia polega głównie na tym, że woda uderzyła przede wszystkim w niski lewy brzeg Dniepru, okupowany przez Rosję, ale zamieszkany oczywiście przez Ukraińców. Wysoki brzeg prawy, pozostający w rękach ukraińskich, zagrożony jest znacznie mniej. Następstwa ekologiczne zbrodniczego wysadzenia na razie można sobie tylko wyobrażać.

Cel rozkazu wydaje się dość oczywisty: przeciwdziałanie przez słabnącą Rosję hipotetycznej kontrofensywie Ukrainy. A zatem Władimir Putin przejął po 82 latach decyzyjną pałeczkę od swojego idola Józefa Stalina, jedynie na mniejszą skalę. Nie tylko tragicznie dotknięta Ukraina, ale ludzkość powinna odetchnąć z ulgą, że od początku agresji poza zasięgiem Rosji pozostaje potężny Dnieproges w Zaporożu. Problemem, który w najbliższych dniach będzie gwałtownie narastał, jest natomiast chłodzenie ogromnej Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. Pobierała wodę ze Zbiornika Kachowskiego za zaporą, którego lustro obniża się z każdą godziną. Złowrogie pytanie retoryczne brzmi – jaki może być finał coraz większej paranoi Władimira Putina?
