Parlament przeprasza, ale powodzi nie było w planie

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-08-09 00:00

Parlament przeprasza, ale powodzi nie było w planie

Podobnie, jak miało to miejsce w roku 1997, Sejm zbiera się jutro na nadzwyczajnym posiedzeniu „powodziowym”. W pierwszym czytaniu rozpatrzone zostaną trzy projekty ustaw:

- o szczególnych rozwiązaniach prawnych, związanych z usuwaniem skutków powodzi z lipca i sierpnia 2001 r. oraz o zmianie niektórych ustaw (rządowy);

- o szczególnych zasadach odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych zniszczonych lub uszkodzonych w wyniku działania żywiołu (rządowy);

- o stosowaniu szczególnych rozwiązań podatkowych w związku z likwidacją skutków powodzi, która miała miejsce w lipcu 2001 r. (poselski).

Konieczność pilnego uchwalenia aktów prawnych wspomagających powrót do życia ludzi dotkniętych tragedią jest tak oczywista, że zapewne do końca sierpnia zostaną one ogłoszone w Dzienniku Ustaw. Jednak to wakacyjne poświęcenie parlamentu nie zmienia faktu, iż działania ratunkowe znowu mają cechy epizodyczności i akcyjności. W tym kontekście jakże ironicznie brzmi fragment „Informacji o działaniach rządu na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa państwa i obywateli na wypadek klęski powodzi oraz przeciwdziałania jej skutkom”, przedłożonej Sejmowi w kwietniu 2000 r.: „Jedną z zasadniczych przesłanek prowadzonych prac jest idea całościowego rozwiązania narosłych problemów. Pozwoli to uwolnić państwo od konieczności sięgania do rozwiązań legislacyjnych o charakterze doraźnym, okazjonalnym, do praktyki uchwalania ustaw i rozporządzeń w związku z kolejnymi klęskami żywiołowymi”.

Cytowaliśmy już te — równie słuszne, co puste — słowa tydzień temu, w komentarzu „Dla powodzi 2001 jest o jedną ustawę za daleko” („PB” nr 150), poświęconym spóźnieniu przez parlament o cały rok ustawy o gotowości cywilnej i zarządzaniu kryzysowym. Wejdzie ona w życie dopiero 1 stycznia 2002 r. — zamiast 1 stycznia 2001 r. Innym karygodnym przykładem legislacyjnej opieszałości jest ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK. Uchwalona została dopiero 21 czerwca (w pierwszym dniu pięknego lata...), senackie poprawki Sejm rozpatrzy 23 sierpnia, a w życie ustawa wejdzie 1 stycznia 2002 r. — czyli znowu o rok za późno. W tym przypadku rządowy „Raport z realizacji w 2000 roku Narodowego Programu Przygotowania do Członkostwa w Unii Europejskiej” wprost przyznaje, że nastąpiło opóźnienie — ustawa nie została przyjęta do końca 2000 r. Przyczyna: „opóźnienie prac w parlamencie”.

Pakiet trzech spóźnionych ustaw reformujących ubezpieczenia gospodarcze należy do obszaru negocjacji z UE, zatytułowanego „Swoboda świadczenia usług”. Ustawa wspomniana wyżej przede wszystkim normuje ubezpieczenia OC, ale również ustala jako obowiązkowe ubezpieczanie budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolnego od:

- ognia;

- huraganu (wiatru o prędkości od 86,4 km/h);

- powodzi (wskutek deszczu nawalnego lub spływu wód po zboczach);

- gradu (opadu bryłek lodu);

- opadów śniegu (przekraczających o 85 proc. normę);

- pioruna;

- eksplozji;

- obsunięcia się ziemi;

- tąpnięcia;

- lawiny (śnieżnej lub kamiennej);

- upadku statku powietrznego (całego lub jego części).

Większość nieszczęśników dotykanych plagami wymienionymi w ustawie okazuje się dzisiaj nieubezpieczona. Jednym z powodów jest oczywiście brak pieniędzy i pozorna oszczędność („nam się nic nie stanie”), ale znacznie bardziej istotnym — brak prawnego obowiązku ubezpieczania się. Dlatego żal, iż parlament nie wykazał woli terminowego załatwienia sprawy o tak żywotnym znaczeniu dla społeczeństwa. Szczerze żałuje także wielu decydentów — ale głównie tego, że czteroletnia kadencja okazała się za krótka. Według opinii ludzi dotkniętych klęskami żywiołowymi, było akurat odwrotnie — za długa.