Partner dla LOT: decydenci stawiają ostre wymagania

Cezary Pytlos, Mira Wszelaka
08-02-2002, 00:00

Polski rząd chce, żeby w przyszłym sojuszu PLL LOT odegrały rolę konsolidatora w regionie, a port lotniczy Warszawa-Okęcie zachował status hubu. Wygląda na to, że tych wymagań nie są w stanie spełnić Lufthansa i Star Alliance, może natomiast im sprostać Oneworld i British Airways.

Do końca lutego powinna zapaść decyzja w sprawie przyłączenia PLL LOT do sojuszu Oneworld lub Star Alliance. Andrzej Piłat, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury, udziela w tej sprawie enigmatycznej odpowiedzi. Jego zdaniem, LOT powinien przystąpić do tego sojuszu, który „zaproponuje lepsze warunki ekonomiczne”.

Jednak już wiadomo, że dla obecnej ekipy rządzącej będą się liczyć takie kwestie, jak renoma partnera, zachowanie tożsamości LOT oraz zagwarantowanie mu dalszego rozwoju. Co to konkretnie oznacza? Przedstawiciele rządu i parlamentarzyści uważają, że należy wynegocjować takie warunki, które pozwolą PLL LOT pełnić funkcję konsolidatora w regionie i utrzymać hub w Warszawie. To dość wygórowane postulaty, które już na samym starcie mogą dyskwalifikować Lufthansę i Star Alliance. Zdaniem specjalistów z branży, Niemcy widzą LOT wyłącznie w roli lokalnego przewoźnika, dowożącego pasażerów do portów przesiadkowych sojuszu.

— Wydaje się, że wszystkie kryteria bardziej spełnia British Airways i sojusz Oneworld — mówi Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury.

Stanowisko obecnej ekipy rządzącej popiera także Andrzej Grzelakowski, wiceminister transportu w rządzie Jerzego Buzka.

— Jeśli chcemy rozwinąć działalność hubu w Warszawie i regionalnych portów lotniczych, a także rozwijać połączenia w kierunku Ameryki i Dalekiego Wschodu, to musimy wybrać Oneworld — twierdzi.

Eksperci zastanawiają się, czy na tak wygórowane warunki w czasie kryzysu na rynku lotniczym jest w stanie przystać jakakolwiek linia. W rozgrywce z potentatami rząd ma jednak w rękawie ukrytego asa. Wabikiem ma być duży potencjał krajowego rynku lotniczego.

— Kryzys na rynku lotniczym nie będzie trwał wiecznie, a polski rynek przewozów lotniczych można uznać za jeden z bardziej perspektywicznych — mówi Bogusław Liberadzki.

Nic dziwnego, w niektórych krajach Unii Europejskiej stosunek pasażerów korzystających z usług lotniczych do mieszkańców ogółem kształtuje się jak 1:1, podczas gdy w Polsce jest to zaledwie 1:10.

— Dlatego przyszłość lotnictwa to rozwijanie siatki połączeń krajowych, co musi się wiązać z rozwojem sieci krajowych lotnisk. Ten obszar w Polsce jest nadal dziewiczy — tłumaczy Zbigniew Sałek, organizator portu lotniczego w Świdniku.

O krajowy rynek już toczy się ostra rywalizacja. Na razie członkowie sojuszu Star Alliance — Austrian Airlines, Lufthansa i SAS — latają do portów w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie. Oneworld, czyli British Airways, American Airlines, Iberia i Finnair, lądują tylko w Warszawie i Krakowie. Uruchomienie nowych połączeń blokują dwustronne umowy regulujące liczbę połączeń między krajami, a ruch powietrzny podzielony jest mniej więcej na pół między zagranicznych przewoźników i LOT. Istnieją jednak też ograniczenia związane z decyzjami administracyjnymi. Połączenie nie może być uruchomione bez zgody resortu infrastruktury oraz PPPL. Przyjęcie do wybranego sojuszu pociągnie na pewno za sobą pewne ustępstwa w tym zakresie.

— Wybór Star Alliance odbije się niekorzystnie na działalności portów regionalnych. Na wyborze Lufthansy stracą przede wszystkim porty w Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie, którym niemiecki przewoźnik odbierze pasażerów. Istnieje ponadto ryzyko, że SAS przejmie połączenia polsko-skandynawskie oraz rozwijające się połączenia Polski z Rosją i Ukrainą — mówi Janusz Grzelakowski.

Na niekorzyść polskiej strony działa kiepski stan finansów przewoźnika.

— Strata sięgająca blisko 150 mln USD może nie być aż tak straszna jeszcze w tym roku, bo można ją pokryć choćby z kapitałów zapasowych, ale muszą zostać podjęte natychmiast radykalne środki restrukturyzacyjne — mówi jeden z ekspertów.

I tak się dzieje. W informacji przesłanej parlamentarzystom Jan Litwiński, prezes PLL LOT, zapewnił, że w tym roku przewoźnik poniesie niewielką stratę lub odnotuje nawet wynik netto na zerowym poziomie. Do poprawy sytuacji finansowej ma się przyczynić w znacznej mierze program oszczędnościowy wewnątrz firmy: cięcia kosztów i redukcje zatrudnienia, jak również odchudzenie floty.

Innym zmartwieniem są losy akcji Swissairu, który wciąż jest właścicielem 25 proc. walorów LOT. Kilka dni temu chęć zakupu tych akcji zgłosił SAS, należący do tego samego sojuszu co Lufthansa. O zainteresowaniu Szwedów poinformował Wiesław Kaczmarek, minister skarbu. Akcjami przewoźnika interesują się podobno także zagraniczne banki obecne w Polsce. O tym z kolei informował Andrzej Piłat, wiceminister infrastruktury.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Cezary Pytlos, Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Partner dla LOT: decydenci stawiają ostre wymagania