Partyjne manewry przed eurowyborami

opublikowano: 09-12-2018, 22:00

Ledwie zakończyły się wybory samorządowe — układanie koalicji i pośrednie wybieranie organów wykonawczych województw/powiatów trwało jeszcze w minionym tygodniu — a tu już na horyzoncie kolejne.

Wybory do Parlamentu Europejskiego (PE) mają nad wszelkimi krajowymi tę wyższość, że ich termin ustalany jest na poziomie unijnym z wyprzedzeniem niemal dwuletnim. 27 państw UE (już bez Zjednoczonego Królestwa) głosuje 23-26 maja 2019 r., przy czym zdecydowana większość, w tym Polska, w niedzielę 26 maja.

Polscy posłowie w sali obrad PE siedzą rozrzuceni zgodnie z
ich przynależnością do ponadnarodowych grup politycznych.
Zobacz więcej

Polscy posłowie w sali obrad PE siedzą rozrzuceni zgodnie z ich przynależnością do ponadnarodowych grup politycznych.

Właśnie w kontekście eurowyborów należy postrzegać intensyfkację partyjnych manewrów. W ostatnich dniach nerwowe ruchy wykonuje zarówno rozczłonkowana opozycja, jak i wszechwładcy kraju. Notabene kalendarzowym zbiegiem okoliczności wybory do PE pierwszy raz od akcesji Polski do UE staną się poligonem tak bezpośrednio (tylko o pięć miesięcy) poprzedzającym krajowe wybory parlamentarne. Po ogłoszeniu wyników, czyli najpóźniej 28 maja, będzie można dokonać ich projekcji i prognozować z dokładnością do jednego mandatu, na podstawie krzyżyków na kartkach, a nie mylących sondaży, skład przyszłego Sejmu oraz Senatu. Będzie już stało czarno na białym, na ile mandatów mogą liczyć największe partie oraz komu z maluchów udaje się przeskoczyć lub zbliżyć do 5-procentowego progu. Dlatego kolejnej fali manewrów należy spodziewać się w czerwcu 2019 r. przed rejestracją komitetów startujących w wyborach październikowych.

Teoretycznie wszyscy znają zasady gry 26 maja oraz skutki przeliczeniowej metody d’Hondta. Kodeks wyborczy jest i bardzo dobry, i bardzo zły. Okręgiem, na poziomie którego następuje podstawowy, najważniejszy podział przynależnych Polsce 52 mandatów w PE jest cały kraj. To bardzo korzystne zarówno dla zróżnicowanego w poglądach społeczeństwa, jak i dla niewielkich partii, które mogą realnie na coś liczyć. W 2014 r. po kilka miejsc w PE zdobyły nie tylko PSL i SLD, ale nawet kanapa Janusza Korwin-Mikkego. Fatalny jest natomiast drugi krok kodeksu, czyli przydział mandatów konkretnym osobom, ponieważ uprzywilejowuje techniczne okręgi (jest ich dwanaście) o największej liczbie mieszkańców.

Na podstawie wyników samorządowych z poziomu sejmików, PiS zasadnie może spodziewać się zdobycia ponad połowy z 52 euromandatów. Nagle jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu strach zajrzał w oczy, ponieważ skonkretyzowała się rozbijacka inicjatywa Ruchu Prawdziwa Europa pod przewodem europosła Mirosława Piotrowskiego, lidera środowiska Radia Maryja. Już sam skrót komitetu Ruch PE trafi w wybory do PE idealnie i umożliwi kandydatom radiomaryjnym samodzielne zdobycie 4-7 mandatów. To szok dla PiS i prawdziwa przyczyna zwołania w miniony weekend w Jachrance konsolidacyjnej narady. Prezes postawił na zewnętrzny użytek tezę, że PiS jest moralną doskonałością i nie można go nawet porównywać z odrażającą koalicją PO-PSL. Niestety, nie było transmisji z wewnętrznego prania brudów, rozliczania samorządowej klęski w wielkich miastach, odwracania wizerunkowej wpadki po aferze KNF (obecnej, a nie wydumanej sprzed kilku lat), etc. Społeczeństwu, pozbawionemu prawdziwego obrazu stanu rządzącej partii, pozostaje tylko liczyć — zapewne naiwnie — na jakieś nagrania…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacekl Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu