Patos o północy - radość o poranku

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-05-04 00:00

Stolicą jednoczącej się właśnie Europy stał się 1 maja irlandzki Dublin, ale unijne fety odbyły się we wszystkich państwach członkowskich.

Centralne uroczystości państwowe przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie przebiegły w nocy z 30 kwietnia na 1 maja nadzwyczaj statecznie, ale bez wzruszeń.

W porównaniu z innymi miastami czy państwami (w stolicy Malty, La Valetcie, świętowało 100 tys. ludzi, czyli 1/4 mieszkańców republiki!) frekwencja na placu Piłsudskiego była wręcz symboliczna. Ale trudno się dziwić, skoro mieszkańcy stolicy nawet nie wiedzieli, czy obszar zamknięty — tytułowany jeszcze 30 kwietnia po południu strefą zerową Europejskiego Szczytu Gospodarczego — został do wieczora udostępniony zwyczajnym obywatelom, zainteresowanym uroczystością.

W tej sytuacji nielicznej, ale mobilnej grupce eurosceptyków łatwo było zdominować publiczność wielkim transparentem „Unii NIE” oraz gwizdami w czasie przemówienia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Wcześniej, podczas wystąpień marszałka Sejmu Józefa Oleksego, prymasa Polski kardynała Józefa Glempa oraz pierwszego premiera III RP Tadeusza Mazowieckiego nikt nie gwizdał... Innym nieprzewidzianym akcentem fonicznym uroczystości stał się przejazd grupy harleyowców, lecz ryk ich motorów był zdecydowanie prounijny.

Sam zaś — wyczekiwany przez tyle lat, miesięcy, tygodni, dni, godzin i wreszcie minut — moment wejścia Polski do Unii Europejskiej został przespany, a dosłownie — przegadany.

Uniesionemu patosem prezydentowi nikt z jego orszaku nie zasygnalizował (sektor prasowy ręcznie próbował literką „T”; daremnie...) upływu czasu i unijna północ wybiła gdzieś między „dziejowym wymiarem” a „odwagą i wyobraźnią”, w czwartym akapicie od końca.

Przemowa potrwała jeszcze dwie minuty, przez trzecią poczet Kompanii Reprezentacyjnej WP przypinał unijną flagę do linki — i tak wciągnęliśmy się do Europy z lekkim poślizgiem. Szkoda, że zestawu mówców na trybunie nie odchudzono już zawczasu — na przykład o marszałka. Oby to spóźnialstwo na starcie do UE nie zawisło nad nami niczym fatum...

Dobrze, że przynajmniej komputer Polskiej Agencji Prasowej punktualnie o północy wyrzucił krótką depeszę, sygnowaną jako bardzo pilną: „Polska w Unii Europejskiej”.