„PB” postanowił sprawdzić, jak funkcjonuje ministerialna infolinia i na co mogą liczyć przedsiębiorcy, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Na podstawie kilkudziesięciu rozmów z naszymi czytelnikami, stworzyliśmy najczęściej pojawiający się profil spółki w patowej sytuacji i staliśmy się jej pełnomocnikiem. Sprawa miała dotyczyć prężnej firmy produkcyjnej zatrudniające ponad 100 osób. Jeden z członków zarządu nieświadomie w połowie roku zgodził się podczas rozmowy telefonicznej na emisję opcji kupna euro. Myślał, że tak jak przez ostatnie trzy lata chodziło o kontrakty forward. Teraz bank zażądał od nas natychmiastowego pokrycia kilkunastu milionów złotych ujemnej wyceny opcji. Problem w tym, że tak jak wiele firm, nie dysponujemy taką gotówką. Co miesiąc płacimy jednak bieżące zobowiązania wynikające z niespodziewanego osłabienia się złotego. Bank zaproponował nam zakończyć opcyjną przygodę i chciał skredytować naszą stratę pod zastaw majątku firmy. Na to się nie zgodziliśmy, bo większość feralnych opcji wygasa dopiero w połowie przyszłego roku. Wtedy kurs euro może być przecież dużo niższy, a my nie poniesiemy żadnych strat. Po co więc przez lata spłacać kredyt? Tymczasem bank nie chciał zbytnio z nami dyskutować o pozostawieniu aktywnych opcji i zablokował firmowe konta. Stawia nas więc pod ścianą i może spowodować konieczność ogłoszenia upadłości.
Telefoniczny barometr
Ministerstwo Gospodarki nie miało
jednak dla nas propozycji kredytowych czy udzielenia gwarancji kredytowych.
- Szczerze mówiąc, to pomysłów na rozwiązanie sytuacji związanych z opcjami
jeszcze nie mamy – usłyszeliśmy od konsultanta infolinii Ministerstwa
Gospodarki.
Dodał jednak, że na razie ministerstwo zbiera od przedsiębiorców
dane, które posłużą do wypracowania konkretnych rozwiązań. Te z kolei mają
znaleźć się w specjalnym raporcie na temat toksycznych opcji walutowych Dokument
ma być dostępny na stronach internetowych Ministerstwa Gospodarki już dzisiaj.
Jaki jest zatem sens kontaktować się na razie z ministerstwem?
- Im więcej
danych będziemy mieć, tym lepiej pomożemy przedsiębiorcom. Każdy przypadek jest
bowiem odmienny – wyjaśnił urzędnik MG.
Konsultanci ministerialnej infolinii
pytają rozmówców o wielkość firmy (liczba pracowników, obroty), jej profil
(branża, ekspozycja na eksport), z jakim bankiem ma problemy oraz jak zachowuje
się bank. Urzędnicy są również ciekawi, czy przedsiębiorcy kontaktowali się już
z prawnikami i co ewentualnie z nimi ustalili. Kontakt telefoniczny służy więc
jako barometr skali zjawiska.
Konsultanci zachęcają przy tym przedstawicieli
poszkodowanych firm do przysyłania umów ramowych z bankami (wystarczy skan
dostarczony pocztą elektroniczną) wraz z krótkim komentarzem przypadku danego
przedsiębiorstwa.
- Chodzi nam o znalezienie wad prawnych tych dokumentów –
usłyszeliśmy.
Ostatnia deska
Podczas rozmowy z
urzędnikiem dowiedzieliśmy się, że na infolinię zadzwonili przedstawiciele ponad
stu przedsiębiorstw ze wszystkich rejonów Polski. Skala zjawiska toksycznych
opcji jest przy tym z pewnością wielokrotnie wyższa. Prawie wszyscy rozmówcy
konsultantów ministerstwa szukali bowiem ostatniej deski ratunku.
- Dzwonią
do nas praktycznie jedynie ci, którzy nie mogą poradzić sobie z problemem opcji
w jakikolwiek inny sposób. Niestety, nie mamy dla nich od ręki recepty na
rozwiązanie problemów. Zapewniam jednak, że analizujemy sprawę – dodał nasz
rozmówca z MG.
Nie chciał się wypowiedzieć, czy polscy przedsiębiorcy mogą
liczyć na interwencje rządu i jego pomoc, tak jak dzieje się obecnie w Azji.
- Jestem zwykłym urzędnikiem. Nie wydusi pan tego ode mnie, bo to nie ode
mnie zależy. Trzeba czekać – usłyszeliśmy.
Czytaj więcej w dzisiejszym „Pulsie Biznesu”