pb.pl z Hongkongu: finansiści zaczęli obrady

Azjatyckie Forum Finansowe uznano za otwarte. Mimo mgły.

Na początku okazało się, że nie tylko my mamy premiera Donalda. Ten drugi kieruje właśnie Hongkongiem. Donald Tsang, bo o nim mowa, otworzył kongres. Pochwalił się m.in., że Hongkong już trzeci rok z rzędu jest największym rynkiem IPO świata. W 2011 r. zebrano tu w pierwszych ofertach publicznych 36 mld USD. Podobno chcą też przyciągnąć spółki z Polski. Prezes Sobolewski może mieć kłopoty. Prezes Tsang zapowiedział natomiast nadejście roku smoka w chińskim kalendarzu. Chiński rok to rok dla odważnych.

Niestety, na scenie pojawili się później Europejczycy i było mniej odważnie. Brytyjski minister finansów George Osborne generalnie skupił się na tym, dlaczego Wielka Brytania jest i będzie ważna dla Chińczyków i całej Azji. Wychwalał liberalizację i przypomniał, że Londyn jest przeciw europejskiemu podatkowi od transakcji finansowych. Zapowiedział też, że będzie zabiegał o większe wpływy Azji w Międzynarodowym Fundusz Walutowym. Przy okazji, okazało się, że jest starszy niż można sądzić. Gdy pierwszy raz był w Chinach w czasie studiów, gospodarka Państwa Środka była 15 razy mniejsza niż obecnie.

Michel Barnier, komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, odważnie obiecał natomiast, że strefa euro przetrwa, a Europejczycy z obecnego kryzysu wyjdzie jeszcze mocniej zjednoczona. Po czym zmienił język angielski na francuski.

Dużo więcej optymizmu odczytać można było ze słów Haruhiko Kurody, szefa Azjatyckiego Banku Rozwoju (ADB). Nic dziwnego, skoro ponad 50 proc. tegorocznego globalnego wzrostu gospodarczego wypracują właśnie Azjaci. ADB szacuje, że chińska dynamika spowolni w tym roku do … 9 proc., Indie wzrosną o 7–8 proc., a Hongkong o 4-5 proc. Ryzykiem pozostaje recesja w Europie i sytuacja na rynku surowców, głównie ropy. Kuroda przypomniał, że wzrost w Azji jest konieczny, bo tylko w ten sposób pracę może znaleźć 480 milionów osób, które wejdą na rynek do 2030 r. I zaznaczył, że azjatyckie oszczędności powinny być inwestowane w Azji.

Przy okazji, wszyscy nie-Azjaci mają tu komórki Blackberry. To dobrze czy źle dla tej upadającej (rzekomo) marki?

None
None
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane