Eurodeputowani zatwierdzili w czwartek nowe przepisy porządkowe dla Parlamentu Europejskiego, zwiększając uprawnienia przewodniczącego w zakresie karania zakłócających obrady.
Europosłom za zakłócanie porządku na terenie całego parlamentu, a nie tylko w sali obrad plenarnych, od czwartku grożą różne kary, z których najcięższe to zakaz uczestnictwa w obradach PE i utrata diet przez okres od dwóch do dziesięciu dni (268 euro dziennie), z pozostawieniem jednak prawa do głosowania.
Parlament łagodniej będzie traktował natomiast wnoszenie na salę obrad różnych przedmiotów i symboli "pod warunkiem jednak, że nie zawierają treści uwłaczających lub oszczerczych (...) i nie zakłócają działalności parlamentarnej". Przepis ten odczytywany jest jako pośrednia zgoda na budzące kontrowersje wnoszenie narodowych flag, co praktykują niektórzy brytyjscy i polscy eurodeputowani.
O tym, czy należy ukarać zakłócającego porządek eurodeputowanego będzie decydował przewodniczący PE, a nie jak dotychczas cały parlament w drodze głosowania.
Czy eurodeputowani są na tyle niebezpieczni, że trzeba było zmienić regulamin postępowania? - pytano na konferencji prasowej przewodniczącego PE Josepa Borrella.
"Nie są niebezpieczni, ale często zbyt hałaśliwi. Pewne zachowania nie powinny mieć miejsca w parlamencie. Musimy dbać o wizerunek tego miejsca" - tłumaczył Borrell.
Potrzeba zmiany regulaminu w celu dyscyplinowania eurodeputowanych narodziła się w obecnej kadencji PE.
"Zawsze zdarzały się jakieś ekscesy, ale ostatnio nabrały one charakteru systematycznego" - mówił PAP anonimowo jeden z funkcjonariuszy parlamentu, od 15 lat pracujący w tej instytucji. Według niego, w organizowaniu tych "ekscesów", utrudniających przebieg sesji, przodują niektórzy brytyjscy i polscy eurosceptycy oraz Włosi.
Wśród najbardziej znanych "akcji" wymienił gwiazdy i krzyki podczas posiedzeń plenarnych. Przypomniał też kampanię przeciwko konstytucji europejskiej, zorganizowaną 12 stycznia ubiegłego roku w Strasburgu. Podczas głosowania w sprawie raportu na temat eurokonstytucji Polacy wraz z Brytyjczykami trzymali plakaty z napisem "Not in my name" (nie w moim imieniu). Natomiast przed salą obrad eurodeputowani trzymając plakat przedstawiający Lenina i Marksa skandowali: "To oni są ojcami europejskiej konstytucji" oraz "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela". Niektórzy śpiewali nawet Międzynarodówkę.
Zgodnie z nowymi przepisami, ukarany poseł będzie mógł odwołać się od decyzji do prezydium PE. Jeśli nie uzyska odpowiedzi w ciągu sześciu tygodni sankcja traci moc.