Pecety ze szczyptą curry

Kamil Kosiński
12-04-2007, 00:00

Komputery bez fajerwerków uczyniły dwóch Polaków i przypadkowo spotkanego Sikha potentatami lokalnego rynku PC.

Spółka JTT Computer zaprezentowała w styczniu 2000 r. prototypowe modele komputerów o awangardowej stylistyce. Dwa miesiące później do sklepów trafiły komputery Optimusa o zbliżonej konfiguracji, prawie identycznej cenie i takich samych obudowach. Kiedy w sierpniu 2000 r. JTT stało się pierwszym polskim producentem, który wprowadził do sprzedaży komputery z procesorem przekraczającym magiczną jak na tamte czasy barierę 1 GHz, na odpowiedź Optimusa nie trzeba było długo czekać. Dokładnie w tym samym miesiącu obie firmy rzuciły na rynek notebooki sygnowane własna marką. Był kwiecień 2002 r.

NTT System nie uczestniczył w tym technologiczno-marketingowym wyścigu. Dawał brylować JTT i Optimusowi. Tyle że dziś JTT już nie ma po tym, jak bank zażądał od firmy spłaty kredytu, a Optimus dogorywa targany konfliktami akcjonariuszy. NTT debiutuje zaś na giełdzie po ponad 95-procentowej redukcji zapisów na akcje.

— Przedstawiciele międzynarodowych koncernów często stawiali nam Optimusa i JTT za wzór. Nasz model biznesu był bardziej siermiężny, ale okazał się skuteczny — zaznacza Andrzej Kurek, wiceprezes i jeden z głównych akcjonariuszy NTT System.

Strat nie było nigdy

NTT z roku na rok zwiększało obroty. Firma nie zanotowała strat w żadnym roku działalności. Przede wszystkim pilnowała kosztów. Do dziś prezesi siedzą razem w niewielkim pokoju, którego ścian stojący na środku rosły mężczyzna mógłby dotknąć rozłożonymi rękami. W sprzedawanych komputerach nie ma fajerwerków. Niczego, co mogłoby się okazać wielkim hitem, ale też klęską, gdyby rynek innowacji nie zaakceptował.

— Właściwe dobranie konfiguracji komputera jest bardzo ważne. Jeśli do środka powkłada się odpowiednie elementy, to model będzie się dobrze sprzedawał. Zbyt dobry procesor, dysk twardy czy inny podzespół niepotrzebnie zawyżą cenę. Ceny nie można jednak na siłę obniżać. Ludzie nie kupią komputera przestarzałego technologicznie — podkreśla Andrzej Kurek.

Kierując się takimi założeniami, notebooki pod własną marką NTT wprowadziło do oferty dopiero cztery lata po Optimusie i JTT — w lipcu 2006 r. Nie oznacza to, że firma nie lubi innowacji. Pierwsza z polskich producentów pecetów uruchomiła serwis „od drzwi do drzwi”. Właściciel uszkodzonej maszyny dzwoni pod specjalny numer telefonu i zgłasza problem. Na koszt producenta przyjeżdża do niego kurier, zabiera komputer do serwisu i następnie odwozi po naprawie.

NTT było pierwszym dostawcą, który rozpoczął sprzedaż pecetów w sklepach wielkopowierzchniowych.

— Najszybciej dogadaliśmy się z Makro Cash and Carry. Pierwsza transakcja objęła 12 komputerów. W kilku halach sprzedawały się przez parę dni — relacjonuje Andrzej Kurek.

Pierwsza duża transakcja to sprzedaż blisko 200 maszyn do Office Depot. Potem ruszyła lawina. Dziś komputery NTT są w stałej sprzedaży m.in. w Carrefourze, Tesco, Realu. Okazjonalnie trafiały też kilka razy do Biedronki.

Ciężarówką po dewizy

Nieszablonowych kroków w historii NTT jest więcej. Początki firmy sięgają 1987 r. Wtedy dwaj bracia — Andrzej i Tadeusz Kurkowie — zatrudnieni na stanowiskach asystentów w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk postanowili zająć się biznesem. Wraz ze znajomym Polakiem z francuskim paszportem pojechali do Singapuru, by importować do Polski sprzęt elektroniczny.

Ich drogi szybko się rozeszły, a miejsce Polaka zajął w biznesie przypadkowo spotkany Sikh. Właśnie przygotowywał się do uruchomienia kursów komputerowych, gdy zawitał do niego Tadeusz Kurek.

— Jego lokal miał przeszkloną witrynę. Stały w niej komputery. Brat przechodził i zapytał, ile kosztują. Cena mu odpowiadała, więc kupił. Szkoły nie było, a jej niedoszły właściciel postanowił zająć się sprzedażą komputerów — wspomina Andrzej Kurek.

— Dokładnie tak było. Tadeusz Kurek zmienił moje plany — śmieje się Davinder Singh Loomba, pierwszy dostawca braci Kurków, obecnie jeden z głównych akcjonariuszy NTT System.

Nie wystarczyło chcieć kupować elektronikę w Singapurze i sprzedawać ją w Polsce. Trzeba było mieć za co.

— Ówczesne problemy wydają się dzisiaj zupełnie niezrozumiałe. Przecież w latach 80. nie można było normalnie wymieniać złotówki na inne waluty — przypomina Andrzej Kurek.

Żeby sobie z tym poradzić, założyli firmę transportową. Cztery ciężarówki kursowały ze wschodnioniemieckiego lotniska Berlin Schonefeld do Polski, przewożąc sprzęt elektroniczny dostarczany tam lotami cargo przez azjatyckie firmy, które chciały go następnie sprzedawać nad Wisłą.

— Cenowo byliśmy nie do przebicia. Chodziło nam tylko o pokrycie kosztów działalności. Firma transportowa była dla nas wyłącznie środkiem uzyskania dewiz, za które według ówczesnych przepisów mogliśmy legalnie sprowadzać komputery i części do nich — wyjaśnia Andrzej Kurek.

W ślad za komputerami

Przyszły reformy Balcerowicza. Nie trzeba było się już uciekać do takich kombinacji. Polska zaczęła przypominać inne kraje. Na tyle, że singapurski udziałowiec NTT postanowił osiedlić się nad Wisłą. Za sprawą braci Kurków rozkręcił tu nowy interes. Choć w kwestii motywów, które nimi kierowały, udziałowcy NTT nie są zgodni.

— Davinder nie czuł się dobrze z polską kuchnią. Często za to odwiedzał mojego brata, gdy jego dziecko było jeszcze małe. Bratowa przygotowywała wtedy dla dziecka zupę ze zmiksowanych warzyw, która zasmakowała również Davinderowi. Wtedy podsunęliśmy mu pomysł, by otworzył restaurację. Powiedzieliśmy: będziesz mógł jeść, co zechcesz — opowiada Andrzej Kurek.

— Rzeczywiście zaproponowali, bym otworzył restaurację, ale dlatego że sami lubią hinduską kuchnię — oponuje Davinder Singh Loomba.

Tak czy owak powstała Maharaja. Podobno pierwsza indyjska restauracja w Warszawie. Szczypta curry do peceta.

Zaczęli od Makro Cash and Carry

Powstała w 1994 r., licząca obecnie 25 hal, sieć Makro Cash and Carry, była pierwszą, do której trafiły pecety NTT. 12 sztuk sprzedawało się w kilku halach przez kilka dni. NTT jest potentatem w dostawach komputerów do supermarketów przemysłowych i kojarzonych głównie z artykułami spożywczymi. Dają one 37 proc. sprzedaży firmy.

Z żołnierza restaurator

Przed emisją publiczną, prawie 30 proc. akcji NTT System miał Davinder Singh Loomba, z pochodzenia Sikh. Jak wielu jego rodaków mieszkał kiedyś w wielkim kosmopolitycznym mieście, jakim jest Singapur. W armii tego minipaństwa rozpoczął też karierę zawodową. Po odejściu ze służby zaczął parać się drobnym biznesem. Chciał m.in. uruchomić kursy komputerowe. Wtedy zawitał do niego Tadeusz Kurek, który wykupił potrzebny do tego sprzęt. Wówczas Sikh stwierdził, że zamiast uczyć obsługi komputerów, lepiej nimi handlować. Został dostawcą braci Kurków, a niedługo potem współwłaścicielem firmy stworzonej przez Polaków. Po kilku latach otworzył też w Warszawie dwie restauracje — najpierw indyjską, potem tajską.

Komputerowy NTT

158

tys. Tyle komputerów wszystkich typów sprzedał na polskim rynku w 2006 r. NTT System.

6,7

proc. Taki miał udział w polskim rynku pecetów ogółem, co dało mu czwartą pozycję wśród wszystkich producentów.

10,1

proc. Taki udział w segmencie desktopów sprawił, że NTT był w nim niekwestionowanym liderem, z udziałami w rynku prawie dwa razy większymi od kolejnego konkurenta.

Z duchem czasu

Przez lata NTT utożsamiano z klasycznymi pecetami typu desktop. W przeciwieństwie do JTT i Optimusa firma nie inwestowała w konstrukcje serwerowe czy choćby

w notebooki. Te ostatnie wprowadziła na rynek dopiero w 2006 r. Polski rynek przenośnych pecetów wchłaniał już wtedy blisko 900 tys. maszyn i rósł pięć i pół razy szybciej niż wciąż większy od niego o 560 tys. sztuk segment komputerów biurkowych. To charakterystyczna postawa dla NTT. Firma nigdy nie stawiała na nadmierne innowacje, które mogłyby stać się rynkowym hitem, ale niosły także ryzyko spektakularnej porażki w razie odrzucenia nowinek przez rynek. Zawsze starała się pozycjonować w głównym nurcie komputerowego biznesu i unikać ekstrawagancji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Pecety ze szczyptą curry