Pędzące ceny pociągów

W przetargach nagle zrobiło się drogo. Stawki podbijają małe kontrakty i konkurencja oraz duże wymagania i kasa z UE

Polscy przewoźnicy ogłaszają coraz więcej przetargów na pociągi, a ceny pędzą niczym koleje dużych prędkości. Jeszcze kilka miesięcy temu producenci gotowi byli sprzedawać je po 15-17 mln zł za sztukę, a obecnie stawki przekraczają 20 mln zł za pociąg i są wyższe od kosztorysów zamawiających. Najdroższe okazały się składy zamawiane przez Koleje Dolnośląskie (KD). Przewoźnik chce kupić 11 pociągów za 257 mln zł brutto. Tymczasem Newag zaproponował 266,5 mln zł, a Pesa — 269,5 mln zł, czyli nieco ponad 24 mln zł za pociąg.

Wysoki standard

— Ceny w przetargu na dostawy dla KD są wyższe niż w poprzednich przetargach ze względu na wymagania zamawiającego. Według opisu zamówienia, pojazdy powinny być wyposażone w wiele dodatkowych urządzeń elektronicznych. Wymagane jest również dostarczenie wyposażenia hal, co oznacza wielomilionowe wydatki — wyjaśnia Zbigniew Konieczek, prezes Newagu. Na cenę wpływają też nowe oczekiwania KD w zakresie budowy pociągów.

— Przewoźnik chce np., by toalety były w innym miejscu, zdecydował się też na inne fotele. Wprowadzanie takich zmian wymaga wielu dodatkowych prac projektowych, testów i badań, a ich koszty znacząco wzrosły — tłumaczy Zbigniew Konieczek.

— Kupujemy tabor na 30 lat, musi być dobrze wyposażony i należycie utrzymany — wyjaśnia Piotr Rachwalski, prezes KD. Wyższe stawki nie zraziły przewoźnika. — Ceny nie odbiegają znacznie od kosztorysu. Szacowaliśmy je przed rokiem, a jak dowodzą ostatnie przetargi, krajowi producenci skończyli ostrą konkurencję cenową. Analizujemy możliwości najszybszego i najtańszego zdobycia funduszy na różnicę między kosztorysem a ofertami — mówi Piotr Rachwalski. Wyjaśnia, że firma nie ma czasu na nowy przetarg.

— Za rok, w grudniu, pociągi muszą być na torach. Analizujemy oferty. Jeśli spełnią wymagania formalne, podejmiemy decyzję — informuje prezes KD. Termin zniechęcił potencjalnego rywala polskich firm — Stadlera. — W naszej ocenie jest zbyt krótki na wyprodukowanie tak dużej floty z zachowaniem jakości pojazdów zgodnej z naszymi standardami. Poprosiliśmy zamawiającego o wydłużenie terminu realizacji, ale prośba nie została uwzględniona. Dlatego nie zdecydowaliśmy się na złożenie oferty — tłumaczy Christian Spichiger, wiceprezes wykonawczy dywizji Europa Centralna w grupie Stadler.

Polscy dostawcy

Przewozom Regionalnym (PR) przetargowe rozbieżności cenowe mocniej dały się we znaki — spółka właśnie unieważniła przetarg na trzy pociągi spalinowe. Chciała kupić je za 35 mln zł. Projekt miał być finansowany przez konsorcjum Polskiego Funduszu Rozwoju, BGK i PKO BP. Podczas podpisywania umowy jego przedstawiciele wielokrotnie podkreślali, że kredytują zakup nowoczesnych składów i wyrażali nadzieję, że dostarczą je polscy producenci. Zagraniczne firmy nawet nie próbowały sięgnąć po tak małe zamówienie, a jedyną ofertę — prawie dwa razy wyższą od kosztorysu — złożyła bydgoska Pesa.

Zaproponowała prawie 22 mln zł za pojazd (łącznie 65,6 mln zł), zastrzegając w dokumentach, że jej składy nie spełniają niektórych wymogów zamawiającego, m.in. w zakresie hałasu i sprzęgu. Przewozy Regionalne zamawiają także trzy czteroczłonowe elektryczne zespoły trakcyjne, za które gotowe są zapłacić 59 mln zł. Newag może je dostarczyć, ale za 61,5 mln zł, a Pesa za 62,3 mln zł. Przewoźnik musi więc zapłacić co najmniej 20,5 mln zł za pociąg. W przetargu na cztery dwuczłonowe pojazdy dla PR Pesa proponuje natomiast nieco ponad 58 mln zł, a Newag 60,8 mln zł, przy kosztorysie na poziomie 54 mln zł. Cena jednego pociągu sięga więc co najmniej 14,5 mln zł.

Koniec wojny

Kilka miesięcy temu mniej więcej tyle (a konkretnie 14,7 mln zł) Newag żądał za znacznie dłuższe składy — trzy- i pięcioczłonowe (w przetargu województwa zachodniopomorskiego na 17 pociągów). Czasy się jednak zmieniły. Koleje Śląskie kupują 13 składów z Pesy po 15,8 mln zł za pociąg. Łódzka Kolej Aglomeracyjna zdecydowała się natomiast na pociągi Newagu po 16,8 mln zł za skład (była skłonna nabyć też pojazdy Stadlera po 18,5 mln zł).

— Wygląda na to, że producenci zakończyli wojnę cenową, o której mówił niedawno Tomasz Zaboklicki, prezes Pesy. Ostatnio ogłaszanych jest sporo przetargów, a konkurencja jest niewielka. Dodatkowo wszyscy spodziewają się, że podobnie jak w poprzedniej perspektywie unijnej, część funduszy zostanie przesunięta z infrastruktury na tabor, co dodatkowo zwiększy pulę zamówień — mówi Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej. Pojawiają się także sygnały, że stawki w przetargach PR podbija dzielenie ich na części i zamawianie po kilka pociągów. Zbigniew Konieczek zapewnia, że gdyby zamówienia dotyczyły kilkudziesięciu sztuk, można by osiągnąć znacznie niższe ceny.

— Z naszych analiz wynika, że przy zamówieniu np. 100 sztuk trójczłonowych pociągów ceny mogłyby wynosić około 10 mln zł za pojazd — oczywiście bez elektronicznego systemu sterowania [ETCS — red.] — twierdzi Zbigniew Konieczek.

Dla porównania 8-9 mln zł kosztuje modernizacja 20-30-letniego składu elektrycznego, także bez ETCS. — Uwzględniając cykl życia produktu, nowe wychodzą taniej — twierdzi Zbigniew Konieczek. Czy duże zamówienia rzeczywiście pozwolą zbić cenę, przekonamy się już wkrótce. Koleje Mazowieckie zamierzają jeszcze w tym roku ogłosić przetarg na 71 składów. Pierwsza dostawa ma jednak dotyczyć tylko 16 pociągów, a reszta opcjonalnie będzie dostarczana do 2022 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Pędzące ceny pociągów