Do środy inwestorzy indywidualni mogą zapisywać się na akcje chińskiego producenta maszyn do wyrobu artykułów higienicznych. Od piątku chęć zakupu walorów będą zgłaszać inwestorzy instytucjonalni. Firma, która z GPW chce pozyskać 100 mln zł, ma zdaniem zarządzających funduszami spory potencjał.
![SŁOWA, SŁOWA: Hongyan Dai, dyrektor finansowy Peixin i Quilin Xie, szef chińskiej firmy, przekonują inwestorów, że warto kupić akcje producenta urządzeń do produkcji artykułów higienicznych. Zarządzający z TFI chwalą spółkę, ale najbliższe dni zweryfikują, czy za słowami pójdzie też kapitał. [FOT. WM]
SŁOWA, SŁOWA: Hongyan Dai, dyrektor finansowy Peixin i Quilin Xie, szef chińskiej firmy, przekonują inwestorów, że warto kupić akcje producenta urządzeń do produkcji artykułów higienicznych. Zarządzający z TFI chwalą spółkę, ale najbliższe dni zweryfikują, czy za słowami pójdzie też kapitał. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/eb9e7f2d-5eed-4070-9878-b3cf13ad31e4/15a09b12-8592-5725-af62-58f86a0f0f5e_w_830.jpg)
— Historia i perspektywy napawają optymizmem. Model biznesu jest prosty, rentowność wysoka, bilans konserwatywny, a możliwości wzrostu duże — spółki o tych cechach są zwykle ulubieńcami inwestorów. Polscy zarządzający lubią ryzyko: już wiele razy kupowali w IPO akcje zagranicznych spółek, często małych, niepłynnych i bardzo ryzykownych. Dlatego sądzę, że tym razem również kupią, ale spółka będzie musiała się pogodzić z relatywnie niską wyceną — uważa Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI. Podobnego zdania jest Artur
Gromadzki, zarządzający w Caspar TFI, który uważa, że spółka działa w ciekawym sektorze, a w porównaniu z globalnymi przedsiębiorstwami zajmującymi się produkcją maszyn dla przemysłu jej wycena nie jest wygórowana.
— Uważam, że do inwestycji można podejść długoterminowo, tzn. kupić akcje i potrzymać przez 3 lata. Dobrze, że pojawiają się takie spółki na naszej giełdzie. Jeśli Peixin nie zawiedzie inwestorów, to jesteśmy dziś świadkami nowego trendu na GPW — tłumaczy Artur Gromadzki, zarządzający w Caspar TFI. Żeby nie zawieść inwestorów, chińska firma musi wykazać się zachodnimi standardami zarządzania biznesem, co dotyczy głównie ładu korporacyjnego. Analogia nasuwa się sama: ukraińskie spółki.
— Bardzo trudno byłoby dzisiaj znaleźć chętnych na akcje kolejnej ukraińskiej spółki. Jeśli Peixin zawiedzie inwestorów mniejszościowych, to kolejnych chińskich firm nie będzie na GPW, bo nikt ich nie kupi. Ale jeśli okaże się, że Chińczycy widzą w Polakach partnerów, a nie tylko dawców kapitału, to za Peixinem pójdą następne przedsiębiorstwa — uważa Adam Łukojć. Drugim kluczowym aspektem, na który zwracają uwagę specjaliści z TFI, jest dywidenda. Emitenci z Chin niechętnie dzielą się zyskiem z akcjonariuszami i dlatego tak wiele chińskich spółek jest wyceniane nisko, 2-4 razy zyski.
— Firmy z Chin, które są bliższe zachodnim standardom i nie mają oporów przed dywidendą, wyceniane są na zachodnich giełdach dużo wyżej, przy wskaźniku C/Z bliskim 10. Obstawiałbym, że Peixin znajdzie się gdzieś po środku, z wyceną bliżej 5 — uważa Adam Łukojć.