Pepees, giełdowy producent skrobi ziemniaczanej, poważnie zabrał się do operacji kapitałowych. W marcu przejął PPZ Bronisław w Kujawsko- -Pomorskiem, ale to nie wyczerpuje jego ambicji. — Przyglądamy się dwóm firmom. Jedna jest większa, druga mniejsza — mówi Wojciech Faszczewski, prezes Pepeesu. Szczegółów nie ujawnia, ale dla branży nie jest tajemnicą, że Pepees chętnie połączyłby się z Przedsiębiorstwem Przemysłu Ziemniaczanego Trzemeszno. Zwłaszcza że jeden z akcjonariuszy Pepeesu — Krzysztof Borkowski — rości sobie prawa do 58 proc. akcji państwowej firmy. — Chodzi o sprawę z 2001 r. Skarb państwa chciał wtedy sprywatyzować Trzemeszno, a ja wygrałem przetarg. Skarb jednak wycofał się z transakcji. Oddałem sprawę do sądu, który orzekł, że mam prawo do 58 proc. akcji — wyjaśnia Krzysztof Borkowski, który kontroluje prawie 10 proc. akcji Pepeesu. Mimo wyroku sądu nie otrzymał udziałów. Dlatego nie ustaje w staraniach o ich odzyskanie. Kolejna rozprawa odbędzie się w listopadzie. Walczy, bo liczy na korzyści wynikające z aliansu Pepeesu z Trzemesznem. — Trzemeszno to zakład zlokalizowany blisko Gniezna, czyli w regionie intensywnych upraw ziemniaka. Sam zakład ma mniejsze zdolności produkcyjne niż Pepees, ale pod względem finansowym — radzi sobie lepiej — podkreśla Krzysztof Borkowski. Pepees ma tymczasem trzy zakłady we wschodniej części Polski: w Łomży, Lublinie i Bronisławiu. — Po połączeniu Pepees byłby sporym kąskiem — uważa Krzysztof Borkowski. Nie udało nam się skontaktować z zarządem Trzemeszna. Z KRS wynika, że w 2009 r. firma miała 44 mln zł przychodów i 0,3 mln zł zysku netto. Trzemeszno hoduje też bydło. Jak miałoby wyglądać połączenie oby firm? — Można by podnieść kapitał w Pepeesie, a ja wniósłbym udziały w Trzemesznie. Mógłbym też po prostu sprzedać część udziałów — spekuluje Krzysztof Borkowski. Zarząd Pepeesu nie kryje, że przejęcia uatrakcyjnią go w oczach potencjalnego inwestora. A tego właśnie szuka. — Rozmowy zostaną jednak podjęte dopiero po zakończeniu kampanii ziemniaczanej, bo tym żyje cała branża — przypomina Wojciech Faszczewski. Tegoroczna kampania jest wyjątkowo udana. — Sprzyja pogoda, bo jest sucho i nie ma mrozów. Ceny ziemniaka są o 30-40 proc. wyższe niż przed rokiem. Nie damy jednak rady skupić 160 tys. ton surowca, bo deszcze doprowadziły do gnicia ziemniaków na polach — tłumaczy Wojciech Faszczewski. Wyniki Pepeesu będą dobre. W pierwszym półroczu firma osiągnęła 47 mln zł przychodów i 5,4 mln zł zysku netto, wobec 41 mln zł sprzedaży i 2,3 mln zł straty netto przed rokiem. — Jeśli chodzi o trzeci kwartał, to akcjonariusze będą zadowoleni — deklaruje Wojciech Faszczewski.
Skrobia za 600 mln zł
Wyliczenia Elżbiety Kujawy, dyrektora w Rubicon Partners, wskazują, że Pepees jest liderem produkcji skrobi ziemniaczanej, z udziałem ponad 30 proc. w rynku. Działa na nim 12 producentów, a produkcję skrobi w 2011 r. szacuje się ponad 100 tys. ton. — Drugie tyle Polska importuje, głównie z Unii — podaje Wojciech Faszczewski. Mnożąc ponad 200 tys. ton skrobi konsumowanej rocznie w Polsce przez średnią cenę 2700-2800 zł za tonę, otrzymujemy wartość rynku na poziomie około 600 mln zł.