Przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych w Polsce i Niemczech — najczęściej wśród 11 państw objętych badaniem Exact Systems „MotoBarometr 2022” — są przekonani, że w związku z wojną ponieśli większe straty niż fabryki w innych krajach. Co więcej, dominuje wśród nich przekonanie, że po wybuchu wojny sytuacja w branży jest trudniejsza niż po wybuchu pandemii COVID-19.
— Wśród 11 krajów, które objęliśmy badaniem, nie ma takiego, w którym większość nie przyznała, że kryzys wywołany wojną w Ukrainie ma niekorzystny wpływ na działalność ich firm, jednak skala tego wpływu w każdym państwie jest inna. Są kraje, w których ponad 90 proc. ankietowanych wskazuje na negatywny wpływ wojny na motobranżę — np. Hiszpania, Czechy czy Słowacja, są takie, gdzie tak uważa prawie połowa. Optymizmu nie widać także w Polsce. Aż 71 proc. przedstawicieli motozakładów jest przekonana o negatywnym wpływie wojny na nasz biznes motoryzacyjny — mówi Paweł Gos, prezes firmy Exact Systems.
Porównując wpływ pandemii COVID-19 i wojny na działalność polskich przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej, to zdecydowanie jako groźniejszy czynnik wskazywany jest ten drugi. Ponad połowa przedstawicieli automotive jest zdania, że sytuacja polityczno-gospodarcza kilka miesięcy po rozpoczęciu wojny jest trudniejsza niż po wybuchu pandemii COVID-19. Podobne przekonanie dominuje jeszcze wśród niemieckich respondentów — 55 proc. wskazań. W pozostałych krajach większość uważa, że sytuacja w branży jest podobna tej, jaka była kilka miesięcy po wybuchu pandemii.
— W Polsce, szczególnie w pierwszych tygodniach wojny, istniało ryzyko, że jako kraj przyfrontowy możemy zostać uwikłani w konflikt. Nastąpił ponadto odpływ części ukraińskich pracowników powracających do ojczyzny. Polska jest także największym importerem dóbr wytwarzanych w Ukrainie, Niemcy natomiast są jednym z największych krajów eksportujących produkty za naszą wschodnią granicę. Co więcej, jako największa motoryzacyjna gospodarka w Europie są bardzo uzależnione od produkowanych w Ukrainie części i podzespołów. Stąd tak wiele negatywnych ocen — mówi Paweł Gos.
Po wojnie motoryzacyjny krajobraz może wyglądać inaczej. Ukraina jest jednym z największych w Europie producentów wiązek i kabli elektrycznych do samochodów, w Rosji natomiast jest wiele zakładów produkujących samochody, które należą do wielkich europejskich koncernów i inwestorów z Europy Zachodniej. Po wojnie wszystko może wyglądać inaczej. Nowy motokrajobraz może być nawet korzystniejszy dla Polski. Co trzeci przedstawiciel automotive uważa, że część produkcji z Ukrainy może zostać przeniesiona do naszego kraju (35 proc.), podobny odsetek wskazuje na relokację działalności prowadzonych do tej pory w Rosji lub Białorusi (33 proc.).
— Lista firm europejskich czy amerykańskich, które wycofały się z Rosji i Białorusi lub czasowo przeniosły produkcję z Ukrainy, jest bardzo długa, a na jej czele jest bardzo wiele podmiotów z branży motoryzacyjnej. Polska, która sprawność dostosowania się do nowych warunków udowodniła już w czasie pandemii, może na tym zyskać. Mamy doskonałe zaplecze produkcyjno-infrastrukturalne, coraz częściej słychać o kolejnych inwestycjach związanych z elektromobilnością, a obywatele Ukrainy, którzy znaleźli u nas schronienie przed wojną, w części mogą dodatkowo zasilić potrzebną kadrę do obsługi nowych projektów — podkreśla Paweł Gos.
Czterech na dziesięciu przedstawicieli branży natomiast obawia się, że w przyszłości nie będziemy brani pod uwagę przy wyborze lokalizacji nowych fabryk, a co piąty, że stracimy część działających linii produkcyjnych. Ogólnie jest trzy razy więcej tych, którzy uważają, że nic nie zyskamy (30 proc.) niż tych, którzy twierdzą, że nic nie stracimy (10 proc.).
