PGNiG broni rynku, ale krwawi

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-11-08 22:00

Gigant ma wachlarz rabatów, którymi zachęca klientów do dalszej współpracy. Mimo to traci rynek. I to się nie zmieni.

Wyniki finansowe gorsze od oczekiwań, spadek kursu, rozczarowanie. Taki piątek mają za sobą akcjonariusze PGNiG. Gazowy gigant, kontrolowany przez państwo, zanotował spadki na kluczowych poziomach rachunku wyników, zaczynając od przychodów, a na zysku netto kończąc.

Mariusz Zawisza, prezes PGNiG
Fot: Grzegorz Kawecki, Puls Biznesu

Gaz idzie na ilość

Dla przykładu: czysty zysk PGNiG spadł w trzecim kwartale o połowę, do 291 mln zł. Był jednocześnie o prawie połowę niższy od średnich oczekiwań analityków. Zaskakująco słabe wyniki to dowód na to, że PGNiG boleśnie odczuwa początki liberalizacji rynku gazu. Jeszcze trzy lata temu Urząd Regulacji Energetyki szacował, że jego udział w krajowej sprzedaży gazu wynosi ponad 95 proc. Od tego czasu rynek przeszedł rewolucję — uruchomiono giełdę gazu, wprowadzono obligo giełdowe, dzięki czemu rozkręcają się stopniowo nowi sprzedawcy, oferujący ceny niższe niż PGNiG. W efekcie, według słów prezesa Mariusza Zawiszy, rynkowy udział PGNiG można szacować na ok. 85 proc.

Gigant walczy, ale też krwawi. Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ, tłumaczył (cytowany przez Polską Agencję Prasową), że słabe wyniki to głównie efekt niższych przychodów. A to wynika z tego, że PGNiG sprzedaje w Polsce mniej gazu i robi to taniej niż dotychczas, bo kusi klientów upustami. — Można powiedzieć, że klientom biznesowym w ogóle nie sprzedajemy już na podstawie taryfy wyznaczanej przez URE. Mamy szeroką politykę rabatową i ceny są niższe niż w taryfie — tłumaczy Mariusz Zawisza.

Taktyka bolesna, ale jedyna możliwa. Tomasz Kasowicz, analityk DM BZ WBK, zwraca uwagę, że w skali globalnej to samo robią kraje OPEC. Sprzedają ropę tanio, bo walczą o udziały w globalnym rynku. Kto raz z niego wypadnie, ten będzie miał utrudniony powrót.

— W przypadku PGNiG strategia wolumenowa to najlepszy sposób na obronę pozycji. Dlatego pozytywnie oceniam strategię rabatów, którą PGNiG teraz szeroko stosuje — uważa Tomasz Kasowicz. Gigant nie ma wyboru, bo kontrakt jamalski (na gaz sprowadzamy z Rosji) opiera się przecież na klauzuli take or pay, czyli bierz lub płać, a podobnie będzie z kontraktem katarskim (chodzi o gaz LNG).

— Te kontrakty dają łącznie 10 mln m sześc. gazu, który PGNiG musi przyjąć. Gdyby w tej sytuacji walczył o marże, a nie wolumen, zostałby z niesprzedanym gazem. Taka strategia ma, oczywiście, negatywny wpływ na wyniki finansowe, ale powinna być kontynuowana — konkluduje Tomasz Kasowicz. Tak samo objaśnia to Mariusz Zawisza. — Gdyby nie rabaty, nasz udział w rynku spadałby szybciej. Nie zamierzamy jednak dopuścić do posiadania niedochodowych klientów w portfelu — przekonuje Mariusz Zawisza.

Prąd dojrzał do marż

Podczas gdy w gazie ważna jest jak największa liczba klientów, w prądzie, czyli na rynku bardzo konkurencyjnym, obecnie chodzi o marże. Choć do zeszłego roku wielka energetyka stawiała jeszcze na strategię wolumenową. PGE, rynkowy numer jeden, dopiero jesienią zeszłego roku ogłosiła, że teraz większy nacisk położy na zyski.

Wcześniej w jej raportach rzucał się w oczy wzrost wolumenów przy jednoczesnym spadku średniej marży. Paweł Puchalski, szef działu analiz BZ WBK, wskazuje, że o wolumeny walczy już tylko Enea, która buduje w ten sposób portfel pod kątem nowego bloku w Kozienicach, przewidzianego do uruchomienia w 2017 r.