PGNiG rozstrzygnęło drugi etap przetargu na dostawy 2 mld m sześc. gazu. Po konsultacjach monopolista zrezygnował z tzw. opcji zerowej dostaw, którą oferenci uznali za niemożliwą do spełnienia. Ich zdaniem, warunki kontraktu są jednak dyktatem.
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) w dokumentacji specyfikacyjnej drugiego etapu przetargu na dostawy 2 mld m sześc. gazu umieściło osiem firm. Są to Bartimpex, Elcom, Puławy, Sinclair, ALC, Control Proces, Ekoenergis oraz Międzynarodowy Instytut Zaawansowanych Technologii.
Spółki odbyły rozmowy kwalifikacyjne, podczas których konsultowano z nimi kwestię przyszłych dostaw gazu. Przyniosły one efekt, ponieważ okazało się, że PGNiG zrezygnowało z pierwotnego wymogu — tzw. opcji zerowej dostaw.
— PGNiG życzyło sobie, aby przyszły dostawca wykazał niespotykaną elastyczność dostaw. Otóż musiałby on być przygotowany na to, że krajowy operator gazu może kupić od niego w danym okresie albo całą zakontraktowaną ilość paliwa, czyli 2 mld m sześc., albo nic. Nie sądzę, żeby którakolwiek z firm biorących udział w tym przetargu zdecydowała się na podjęcie takiego ryzyka. Tym bardziej że konieczne jest wcześniejsze zdobycie akredytywy — i to bez pewności, że kontrakt w danym miesiącu będzie realizowany — mówi pragnący zachować anonimowość przedstawiciel jednego z oferentów.
PGNiG przekonały te argumenty, bo w specyfikacji drugiego etapu znalazł się już zapis, dopuszczający elastyczność dostaw w granicach 10 proc.
Oferenci czują się jednak nadal stawiani przez PGNiG pod ścianą, bo monopolista przyjął dosyć długi okres zapłaty za dostarczony gaz, a kary, które miałby płacić za opóźnienia w płatnościach, ustalił według stawki LIBOR, na poziomie 2 proc. Zdaniem firm biorących udział w przetargu, takie warunki stawiają przyszłego dostawcę na z góry przegranej pozycji.
— Po 30 dniach dopiero zostanie uzgodniony protokół pomiaru gazu. Następnie po 7 dniach dostawca otrzymuje fakturę, której uregulowanie następuje po 14 dniach. W sumie dopiero po ponad 51 dniach otrzymywałby zapłatę — mówi przedstawiciel jednej z firm.
— W takiej sytuacji nie będzie można wywiązać się na czas ze zobowiązań wobec sprzedającego gaz. Grożą nam także wtedy sankcje karne z banku za opóźnienia w regulowaniu należności. Aby złożyć kolejny wniosek w przetargu, musimy zaaprobować także takie warunki. Nie ma więc później możliwości ich zaskarżenia — podkreśla przedstawiciel innego oferenta.
PGNiG nie chciało skomentować opinii oferentów. Ci ostatni sugerują, że sprawą powinien się zająć urząd antymonopolowy.