PGNiG tonie w długach
Rząd niebezpiecznie długo zwleka z udzieleniem zgody na podwyżkę cen gazu
Z powodu opieszałości niektórych członków rządu, los Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa zawisł na włosku. Przedsiębiorstwu, które ma być w 2001 r. zrestrukturyzowane i sprywatyzowane, grozi upadłość. 15 listopada minął termin, do którego PGNiG miało wprowadzić nowe taryfy opłat za gaz. Brak decyzji rządu spowodował, że banki kredytujące firmę mogą upomnieć się o kilkaset milionów dolarów.
Konieczność wprowadzenia nowych taryf przez PGNiG jest konsekwencją podniesienia cen gazu przez czołowego dostawcę surowca — rosyjski Gazprom. Koncern dostarcza naszemu krajowi ponad 50 proc. gazu. W tej sytuacji, jeżeli PGNiG nie podniesie taryf, osiągnie znacznie niższe przychody.
Według naszego informatora, na październikową podwyżkę Gazpromu i związane z nią pogłębiające się zadłużenie PGNiG jako pierwsze zareagowały dwa konsorcja bankowe: Societe Generale i ABN Amro (łącznie grupujące 24 instytucje finansowe), kredytujące działalność spółki. Dały one przedsiębiorstwu czas do 15 listopada na ogłoszenie nowych taryf. Właścicielem PGNiG jest Skarb Państwa i do wprowadzenia nowych stawek opłat za gaz potrzebna jest zgoda rządu. Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów miał się zająć tą sprawą 9 listopada, jednak — według źródeł zbliżonych do Kancelarii Premiera — kierujący pracami KERM wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff zdjął ten punkt z porządku obrad i przeniósł go na późniejszy termin.
Zdaniem proszącego o anonimowość analityka, decyzja wicepremiera może mieć groźne skutki nie tylko dla PGNiG, ale także dla bezpieczeństwa energetycznego państwa. Formalnie, po upływie terminu wprowadzenia nowych taryf przez PGNiG, banki mogą zaprzestać dalszego finansowania przedsiębiorstwa i upomnieć się o swe wierzytelności. Wiadomo, że w grę wchodziłaby kwota kilkuset milionów dolarów, której egzekucja mogłaby oznaczać konieczność ogłoszenia upadłości przedsiębiorstwa. Realnym scenariuszem byłoby wtedy przejęcie PGNiG za długi przez banki. Jednak jako instytucje finansowe nie byłyby one raczej zainteresowane długoterminowymi inwestycjami w dziedzinie górnictwa naftowego i gazownictwa. Naturalną reakcją ze strony banków byłoby dążenie do odsprzedania PGNiG za dobrą cenę inwestorowi branżowemu, np... Gazpromowi. Tym sposobem rosyjski gigant po cichu mógłby przejąć kontrolę nad newralgiczną częścią infrastruktury w Polsce.
— Pocieszające jest to, że wierzycielami PGNiG są renomowane banki, których reputacji mógłby zaszkodzić udział w agresywnym przejęciu przez Rosjan strategicznego przedsiębiorstwa kraju należącego do NATO — twierdzi analityk.
W jego opinii, zachowanie wicepremiera Janusza Steinhoffa, który, przekładając dyskusję nad nowymi taryfami PGNiG, uruchomił mechanizm umożliwiający wrogie przejęcie państwowego przedsiębiorstwa, świadczy o nieodpowiedzialności polityków i niezdolności do przewidywania skutków działań podejmowanych na najwyższym szczeblu władzy.