Piach to nie złoto

Adrian Chimiak
opublikowano: 05-06-2006, 00:00

Nie kierują tu żadne znaki, przy bramie straszy ostrzeżenie przed wchodzeniem

na wyrobisko, firma nie ma nawet strony internetowej. Ale klientów jej nie brak.

— Reklamowaliśmy się kiedyś w lokalnej prasie, ale teraz tego nie potrzebujemy. Atutem jest twardość i czystość kruszywa — zapewnia Paweł Grabowski, właściciel Zakładu Eksploatacji Kruszyw w Zawadzie koło Opola.

Uważa, że do powodzenia przyczynia się technologia wypłukiwania. Naszą rozmowę co chwila przerywają telefony, czasem dzwonią dwa jednocześnie. Słyszę, jak działa najprostsza handlowa zasada.

— Ile dają? Weź 2,40. Gdzie indziej i tak są po 2,80 — instruuje pracownika prezes Grabowski.

Realizm nade wszystko

Zakład tworzą trzy wyrobiska: w Zawadzie, Skrzypcu i w Siołkowicach. Wydobywa się w nich głównie piach i żwir.

— Dawniej były tu łąki i trochę drzew. Drzewa zostawiliśmy, oczyszczają powietrze i urozmaicają krajobraz — opowiada Paweł Grabowski.

Wszędzie unosi się pył. Nie widać go, ale wystarczy spojrzeć na buty, by się przekonać, że każdy krok wzbija piaskowy kurz.

— Kiedyś przyszedł do mnie człowiek, który dowiedział się, że tu, w Zawadzie, można wydobyć miesięcznie nawet ćwierć kilo złota. Nad przesiewaczami chciał zbudować rusztowanie z gałęzi świerku — miałyby zatrzymywać parę unoszącą się wraz z drobinkami złota. Mrzonka — macha ręką prezes Grabowski.

Nie wierzy w łatwo zarobione pieniądze. Obecną firmę założył w 1991 r. Wcześniej budował baseny. Sprzęt pożyczał od kółek rolniczych. Kiedy stać już go było na koparkę, znajomy powiedział mu, że ma dokumentację złóż piasku.

— Rycie w ziemi mam we krwi, a robienie babek w piaskownicy już mnie nie pociągało — śmieje się przedsiębiorca.

O wydobyciu miał jednak niewielkie pojęcie, jeździł więc po kraju i dowiadywał się, jak funkcjonują takie firmy. Sondował rynek i skupował stare koparki. Wiedział, jaką kupić, bo fascynują go maszyny budowlane („należy je kochać” — mówi). Choć nigdy nie uczył się na mechanika, niejedną sam potrafi naprawić. A trzeba to robić dość często, bo firmy nie stać na nowe — kupuje je na rynku wtórnym, sprowadza z Niemiec.

Na stres — pstrągi

Złoża piasku są ograniczone, wyrobisko w Zawadzie już zostało zalane wodą — powstało piękne jezioro.

— W lipcu otwieramy ośrodek wypoczynkowy, można tu będzie zjeść, zatańczyć. Niedawno zarybiliśmy jezioro, wkrótce założymy hodowlę pstrągów — roztacza wizję przedsiębiorca.

Ośrodek to spełnienie marzeń Pawła Grabowskiego. Podkreśla, że jest czas na pracę, ale musi się też znaleźć chwila na odpoczynek.

— Nie zamierzam jeszcze składać broni przy wydobyciu, ale prowadzenie takiego ośrodka wiąże się z mniejszym stresem, w końcu lata lecą — mówi prezes.

Wspomina 2002 rok, gdy firma dostarczała surowce do budowy obwodnicy Prudnika. Jeden z miejscowych wykonawców, z Niemodlina, zbankrutował, zaczęły się tworzyć zatory płatnicze. Całe szczęście, że pojawił się nowy inwestor — ze Szczecina, który spłacił dług poprzednika i kupił kolejne partie piasku.

Nie kradnie się żwiru

Zdarzyło się kilka lat temu, że policja przyprowadziła do zakładu dwóch pijaków. Wieźli na wózku należące do firmy kable. Chcieli je przetopić i oddać na złom. Przez piętnaście lat tylko to z firmy zginęło.

— Złodzieje omijają nas szerokim łukiem. Nie dlatego, że mamy „kosmiczną” ochronę, choć zakład jest ogrodzony, pilnowany. Ale kto chciałby przenosić przez płot worki z piachem, skoro kilogram kosztuje 1,5 grosza? — pyta prezes Grabowski.

Gdy chodzimy po terenie wyrobiska, z dumą pokazuje wyremontowane przesiewacze i samodzielnie zbudowaną wagę o nośności do 60 ton. Pamięta niemal wszystkie firmy, którym sprzedaje surowiec.

— Największym odbiorcą jest Bazaltex, producent kostki brukowej z Opola, ale piasek i żwir sprzedajemy również producentom posadzek i oczyszczalniom ścieków. Żwirek filtracyjny kupują także zakłady wodociągowe, między innymi z Wrocławia, Olkusza, Sosnowca i z Rzeszowa — wymienia bez zająknięcia Paweł Grabowski.

Odbiorcami są jednak nie tylko duże podmioty gospodarcze.

— Tu przyjeżdża mnóstwo ludzi, którzy do bagażników ładują gruby żwir. Ponoć rozsypany wokół domu doskonale pełni rolę odciągającej wodę opaski — mówi Paweł Grabowski.

W Zawadzie pojawiają się także artyści. Nieopodal biura leżą worki z wyselekcjonowanymi kamyczkami.

— Kupują je i oklejają nimi wazony. Widziałem je, wyglądają zupełnie nieźle — mówi prezes Grabowski, ale chyba bez przekonania.

Woli konkrety. Właśnie pracuje nad projektem kolejnej wagi dla samochodów ciężarowych. Ale myślami jest już przy pstrągach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu