Pielgrzymka Inwestycji Polskich

  • Emil Górecki
22-02-2013, 00:00

MSP przygotowuje prezesowi wehikułu listę pomysłów, ale chce go uniezależnić od polityków.

Choć spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR) jeszcze nie została wpisana do KRS, to jej właściciel — Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) — już planuje jej pracę. Właśnie ruszył roadshow po Polsce, w którym przedstawiciele MSP zaprezentują wojewodom, marszałkom i prezydentom miast możliwości inwestycyjnego wehikułu oraz zapytają o potrzeby. Skarb chce jeszcze przed skompletowaniem ekipy mieć listę pomysłów. PIR będą miały do dyspozycji na początek ok. 300 mln zł na „trudne” inwestycje w infrastrukturę i energetykę. Mają wypełnić lukę kapitałową dla projektów finansowanych z europejskich dotacji czy takich, które wymagają finansowania w dłuższym okresie, niż akceptują banki komercyjne. Ich zaangażowanie w projekt może sięgnąć od 50 do 750 mln zł. W pierwszych dwóch latach preferowane będą duże przedsięwzięcia. MSP zakłada, że wehikuł będzie obejmował w inwestycjach mniej niż połowę udziałów. Aktywami PIR mają być pakiety akcji państwowych spółek notowanych na giełdzie, których wartość jest przez MSP szacowana na kilkanaście miliardów złotych.

— PIR mają funkcjonować na zasadzie typowego funduszu private equity. Zakładamy, że oczekiwana rentowność inwestycji ma wynosić minimum 8-9 proc. w przypadku wejścia kapitałowego. Kredytowanie będzie odbywać się na warunkach komercyjnych, raczej w dolnych wskaźnikach, czyli WIBOR plus 150-300 punktów — mówi Michał Markowski, główny ekonomista MSP i członek kadłubowej rady nadzorczej PIR.

Fundusz ma działać na dwa sposoby: jako udziałowiec w spółkach celowych, komunalnych czy projektach PPP lub — poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego — jako kredytodawca. Może finansować z zasady nierentowne projekty, jeśli partner (np. samorząd) zagwarantuje mu określony zysk (np. odkupienie z premią udziałów w spółce celowej). Będzie mógł wejść do inwestycji, w której na podobnych warunkach uczestniczy podmiot prywatny. To ma być jedna z barier chroniących przed politycznym wyborem projektów. Inne to trzyetapowa ocena inwestycji, konieczność wykazania biznesowego doświadczenia nadzoru, zarządu i doradców czy spełnienia wymogów Eurostatu (niezaliczanie spółki do sektora finansów publicznych) i UOKiK (pomoc publiczna), co ma eliminować nieuzasadnione ekonomicznie inwestycje.

— Pojedynczo nie są to twarde zabezpieczenia, ale razem już tak. Liczymy, że we władzach spółki będą zasiadały osoby, dla których ważniejsze jest nazwisko niż stołek — mówi Paweł Tamborski, wiceminister skarbu.

Do końca miesiąca MSP zakończy proces wyboru prezesa. Podobno w biegu pozostała mniej niż połowa spośród 14 kandydatów. Zaraz potem head-hunterzy ruszą na poszukiwania reszty ekipy: m.in. członka zarządu, dyrektorafinansowego czy dyrektorów inwestycyjnych. Zarobki będą porównywalne z obowiązującymi na rynku private equity. Od ustawy kominowej nie uda się uciec przy radzie nadzorczej, ale MSP podobno na zainteresowanie nie narzeka. Pełny, dziewięcioosobowy nadzór ma być wybrany w połowie marca. Jego kadencja potrwa pięć lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Pielgrzymka Inwestycji Polskich