Klienci TFI odwrócili się od polskiej giełdy. W październiku postawili na zagranicę. Dzięki temu łatwiej im przetrwać krach.
Na początku jesieni inwestorzy w poszukiwaniu pogody dla pieniędzy wysłali je za granicę. Dwie trzecie pieniędzy wpłaconych w październiku do TFI trafiło do funduszy akcji zagranicznych: rekordowo dużo, bo ponad 1,2 mld zł. Po raz pierwszy w historii były one najchętniej wybierane.
— Dobrze, że Polacy są otwarci na nowości inwestycyjne. Im szerzej krążą pieniądze, tym lepiej, bo mniejsze ryzyko — mówi Marcin Dyl, prezes IZFiA izby zrzeszającej TFI.
(Nie)świadomy wybór
Od początku roku inwestorzy powierzyli funduszom akcji zagranicznych 7 mld zł, co piątego złotego wpłaconego do TFI.
— Polscy inwestorzy mają coraz większą wiedzę. Szukają zysku tam, gdzie się on może pojawić, a nie tylko tam, gdzie był do tej pory. Dlatego odważnie inwestują na rynkach zagranicznych — uważa Adrian Adamowicz, wiceprezes Pioneera Pekao TFI.
Nie wszyscy zakupy takich funduszy tłumaczą wiedzą.
— To raczej dowód na ręczne sterowanie rynkiem przez TFI niż przemyślane decyzje klientów. TFI postawiły teraz na sprzedaż i reklamę funduszy akcji zagranicznych. Tak jak kiedyś przekonywały do kupowania funduszy stabilnego wzrostu, potem akcyjnych, a ostatnio małych i średnich spółek. Klienci kupują to, co TFI zechce im sprzedać. Na szczęście, jak do tej pory towarzystwa dobrze instruowały klientów — twierdzi Tomasz Publicewicz z Analiz Online.
Strategia działa
TFI robią wiele, by powodzenie inwestorów nie zależało jedynie od warszawskiej giełdy. Sporo wydały ostatnio na kampanie reklamowe zachęcające do inwestowania poza Polską.
— Od roku szkolimy sprzedawców, by przekonywali klientów do podzielenia kapitału między kilka funduszy. Załamanie przeżywają wszystkie rynki, ale w różnym czasie. Wygrywa ten, kto ma inwestycje rozłożone na wielu rynkach — przekonuje Adrian Adamowicz.
Ci, którzy posłali pieniądze za granicę, mają umiarkowane powody do zadowolenia. Wprawdzie średnia stopa zwrotu za pół roku dla funduszy akcji zagranicznych jest ujemna (-0,8 proc.), ale i tak lepsza od inwestujących na GPW (-4,2 proc.). Również listopadowe załamanie lepiej przetrzymują zagraniczne: tracą 3,92 proc., wobec 6,65 proc.
W przekonywaniu do zagranicy chodzi nie tylko o interes klienta, lecz także TFI.
— Rozsądne TFI proponują klientom produkty, które są alternatywą dla inwestowania w polskie akcje. Dzięki temu w razie załamania na giełdzie klient nie wycofa z nich pieniędzy, lecz przeniesie do innego funduszu — mówi Marcin Dyl.