Pierwotna nie zawsze kosztowna

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 31-03-2006, 00:00

Koszty przeprowadzenia oferty stanowią 5 proc. jej wartości. Mniejsi debiutanci płacą jednak więcej i być może dlatego z rynku IPO wieje nudą.

Udział w pierwszych ofertach publicznych (IPO) to jedno z głównych źródeł wpływów biur maklerskich. Przez ostatnie dwa lata, gdy warszawska giełda zajmowała trzecie miejsce w Europie pod względem liczby IPO, brokerzy zacierali ręce. W I kwartale tego roku z rynku pierwotnego wiało nudą, ale zapowiedzi spółek sugerują, że giełda staje się coraz popularniejszym źródłem kapitału, do czego przyczyniła się nie tylko hossa, ale także stosunkowo niewielkie koszty upublicznienia spółki. Przyjrzyjmy się ich strukturze i wielkości.

Średni koszt oferty, rozumiany jako relacja wydatków do uzyskanych z rynku środków, wyniósł w ubiegłym roku 5,1 proc. Różnice między oszczędnymi a rozrzutnymi debiutantami były jednak bardzo duże. Polmos Białystok na koszty IPO wydał tylko 0,3 proc. z pozyskanych dla skarbu państwa 304 mln zł. Niewielki Spray, który z rynku zebrał 6,3 mln zł, ponad 15 proc. z tej sumy wydał na emisję. Wśród pozostałych „najdroższych” emisji, których koszty stanowiły co najmniej 10 proc. wpływów, znajdują się jedynie niewielkie oferty publiczne: Graala, EMC, Compu i Travelplanet.

Duzi wydają mniej

Taki rozrzut to nie przypadek. Im większa oferta, tym relatywnie mniej wydawali debiutanci. Stąd obecność w oszczędnej dziesiątce PGNiG (jako jedyny nie ujawnił struktury kosztów emisji) i Lotosu, które na IPO nominalnie wydały najwięcej. Opoczno, trzeci pod względem rozrzutności debiutant (13,3 mln zł kosztów), w naszym rankingu zajął jedenaste miejsce. Uwagę zwraca też fakt, że aż sześć z siedmiu spółek sprywatyzowanych przez skarb państwa zmieściło się w dziesiątce (dwunaste miejsce przypadło Policom). Powód to nie tylko relatywnie duże oferty tych spółek, ale także rozgłos, jaki tradycyjnie towarzyszy ofertom prywatyzacyjnym.

Droga promocja

„Państwowi” oferenci to spółki znane, więc na promocję nie musiały wiele wydawać. Emitenci prywatni przeciwnie, ale dla nich nakłady na promocję szybko powinny się zwrócić. Kilkaset tysięcy złotych, dzięki którym nazwa spółki trafiła do świadomości wielu potencjalnych klientów, to przy kosztach marketingu bardzo niewiele. Absolutnym liderem, nie licząc PGNiG, wydatków promocyjnych okazał się Polmos Lublin. Na ten cel wydał 3,4 proc. uzyskanych z rynku środków. Szczególnie drogi okazał się wizerunek Janusza Palikota, głównego udziałowca spółki (1,5 mln zł). Z reguły jednak wydatki na promocję były porównywalne z kosztami sporządzenia prospektu emisyjnego.

Pięciu debiutantów skorzystało ze wsparcia subemitentów. Okazało się ono szczególnie drogie dla Opoczna (4,2 mln zł) i AmRestu (6,9 mln zł), ale pozwoliło na spokojniejszy sen emitentów.

Coraz tańsze opłaty

Warszawska giełda pobiera 0,03 proc. wielkości emisji jako opłatę za wprowadzenie akcji do giełdowego obrotu. Maksymalnie może ona wynieść 96 tys. zł.

Do tego dochodzi opłata roczna za notowanie akcji, która dla spółek wchodzących na giełdę wynosi w pierwszym roku 50 proc. kwoty za wprowadzenie i jest obniżana o 1/4 kwoty za każdy pełny kwartał, w którym papiery wartościowe nie były notowane. Maksymalna opłata w pierwszym roku notowań może wynieść 48 tys. zł, opłata roczna za notowania w następnych latach wynosi 70 tys. zł.

Za wpis do ewidencji Komisji Papierów Wartościowych i Giełd emitent zapłaci 0,06 proc. wielkości oferty.

Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych jednorazowo pobiera 1000 zł za nadanie kodu papierom i opłatę rejestracyjną wysokości 0,015 proc. wartości emisji (maksymalnie 150 tys. zł). Coroczna opłata dla depozytu to 6 tys. zł. W sumie opłaty dla instytucji rynku kapitałowego rzadko przekraczają kilkanaście procent kosztów emisji.

Pieniądze to nie wszystko

Z punktu widzenia spółki szukającej kapitału za koszt można uznać tak zwany efekt niedoszacowania, czyli różnicę między ceną emisyjną a ceną akcji w debiucie. Skoro rynkowa cena przekracza emisyjną, teoretycznie tyle straciła spółka, sprzedając akcje poniżej ich wartości.

Według badań, średni efekt niedoszacowania spółek w IPO w ostatnich dwóch latach wyniósł 9,1 proc., a średnie koszt przygotowania i przeprowadzenia oferty — to 4,3 proc.

W sumie więc koszty przekraczają 13 proc. wartości oferty, co przy spadającym oprocentowaniu kredytu może być jedną z przesłanek mniejszej popularności ry

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu