Pierwsza praca się opłaca

Rząd sfinansuje 100 tys. etatów dla młodych, ale zabezpieczy interesy zatrudnionych, by nie zastępowali ich pracownicy z publiczną dopłatą

Choć prezydentura Bronisława Komorowskiego przechodzi do historii, jego propozycje nie trafiają na jej śmietnik. Na ostatniej prostej wyścigu do Belwederu odchodząca głowa państwa sypała obietnicami jak z rękawa i przynajmniej część z nich ma szansę trafić do realizacji. Posłowie PSL przygarnęli osierocony projekt ustawy wiążący wiek emerytalny ze stażem pracy, a rząd zamierza zrealizować program „Pierwsza praca”.

— Mamy najlepsze w Europie „Gwarancje dla młodych” związane z rynkiem pracy i wspieraniem przedsiębiorczości. Tam jest wiele instrumentów, które się świetnie sprawdzają, jak bony zatrudnieniowe czy stażowe. Teraz możemy pójść krok dalej o czym mówił już minister Władysław Kosiniak-Kamysz — mówi Jacek Męcina, wiceminister pracy.

Na czym polega adoptowana przez ministerstwo inicjatywa? Rząd chce zachęcić pracodawców do zawierania z młodymi ludźmi umów o pracę ze zobowiązaniem 2-letniego zatrudnienia. Skorzystają absolwenci szkół zawodowych, ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze 30. roku życia. Z kasy państwa będzie sfinansowany pierwszy rok zatrudnienia w pełnym wymiarze: nie tylko pensja, ale koszty pracy, przynajmniej do wysokości minimalnej płacy. Start programu przewidziano już w 2016 r., co nie znaczy, że od razu znajdzie się praca dla 100 tys. młodych Polaków.

— Jeśli program ruszy w przyszłym roku, jego realizacja będzie zależeć od zapotrzebowania,bo przecież chodzi o współpracę z przedsiębiorcami, którzy mają plany związane z tworzeniem trwałych stanowisk pracy — wyjaśnia Jacek Męcina.

Parametry pomocy

Ministerialni urzędnicy zapewniają, że zobowiązanie do dwuletniego zatrudnienia młodych pracowników nie będzie wiązało biznesowi rąk, przeciwnie — firmy będą prosiły o jeszcze więcej.

— Głosy mówiące, że to jest za długi dla pracodawcy okres, są nietrafione, bo pracodawca może zerwać umowę, wówczas zwróci wsparcie państwa w proporcjonalnej wysokości do czasu zatrudnienia. Poza tym, jeśli w gospodarce nic złego się nie zadzieje, możemy się spodziewać znacznie większego zapotrzebowania na pracowników niż te 100 tys. — uważa Jacek Męcina.

Nie powinni się martwić ci, którzy mają już pracę, że szefowie postanowią zastąpić ich dotowanymi z kasy państwa pracownikami.

— Ci, którzy zwalniali w okresie 12 miesięcy pracowników, nie będą mogli wziąć udziału w programie. Tak skonstruowane są wszystkie parametry pomocy — podkreśla wiceminister pracy.

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Nikt w rządzie nie ma wątpliwości, że program będzie kosztowny, ale przedstawiciele resortu pracy uważają, że warto taką cenę zapłacić.

— To duży i kosztowny projekt, więc bardzo istotne jest precyzyjne wybranie pracodawców. Całkowity koszt szacujemy na 2,6-2,7 mld zł — informuje wiceminister pracy.

Dlatego ministerstwo będzie wybredne przy wyborze pracodawców, którzy mogą liczyć na dofinansowanie. Postawi na tych, którzy zapewnią pracownikom rozwój zawodowy i będą dawali szansę na stałą pracę. Minister pracy zakłada, że spora cześć z tego, co będzie wydane, wróci do budżetu.

— Wydaje się, że 40 proc. z tego, co zostanie wydane z kasy państwa, wróci — i to natychmiast — do budżetu za pośrednictwem składek i podatków. Z zakładanych dla 100 tys. miejsc pracy 2,7 mld zł wydamy w pierwszym roku de facto 1,6 mld zł — podkreśla Jacek Męcina. Jego zdaniem, w połowie 2017 r. kosztowo program się zbilansuje. To tylko efekt bezpośredni, bo minister liczy też na wzrost potencjału wytwórczego w firmach, większą konsumpcję, a co za tym idzie — lepszą koniunkturę w gospodarce.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Diabeł tkwi w szczegółach

JACEK LEVERNES, prezes ABSL, członek zarządu HP Europa

Pozytywnie oceniamy wszystkie programy, które mają dać miejsca pracy, szczególnie młodym. Nasza branża zatrudnia chyba najwięcej młodych i wykształconych absolwentów i specjalistów z kilkuletnim doświadczeniem. Stworzyliśmy bardziej rozbudowany program, dzięki któremu poprawimy konkurencyjność na arenie międzynarodowej. Mowa o przyciągnięciu do Polski obsługi funduszy inwestycyjnych, co umożliwiłoby utworzenie w ciągu 4-7 lat dodatkowych 100 tys. wysoko płatnych miejsc pracy i zapewni wpływy do budżetu państwa na poziomie 7 mld zł w ciągu zaledwie 5 lat. Ale to wymaga zmian ustawowych. Inicjatywa prezydenta i nasza są komplementarne, a jej beneficjentami będą przede wszystkim absolwenci. Ważne będą szczegóły tych rozwiązań, bo to od nich będzie zależało, czy program realnie wpłynie na rynek pracy.

OKIEM EKSPERTA
Krok w dobrym kierunku

ARKADIUSZ PĄCZKA, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP

Od dawna podkreślaliśmy, jakim zagrożeniem jest odpływ z kraju młodych, wykształconych Polaków, którzy kończąc renomowane uczelnie, nie mogą znaleźć pracy. Wielokrotnie zwracaliśmy także uwagę na pogłębiające się na rynku pracy braki w wykwalifikowanej kadrze specjalistów. Projekt prezydenta oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej daje nadzieję na zatrzymanie niekorzystnego dla rynku pracy zjawiska, jakim jest drenaż mózgów. Zmniejszenie utrzymującego się wciąż na wysokim poziomie bezrobocia wśród absolwentów szkół, poniżej 30. roku życia, jest też niezbędne, by rynek pracy rozwijał się w sposób harmonijny. I leży to w interesie zarówno poszukujących pracy, jak i tych, którzy poszukują pracowników.

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy