Pierwszy sprawdzian rynku mocy

„Smutna prawda o polskiej energetyce”, „nieodpowiedni mechanizm” i „idea pod znakiem zapytania”. Tak o wyniku pierwszej aukcji mocy mówią energetyczni eksperci

W miniony czwartek odbyła się pierwsza aukcja główna na rynku mocy. Wyczekiwana, bo miała wyznaczyć cenę energii w nowym mechanizmie wsparcia, nakierowanym na źródła konwencjonalne, czyli przede wszystkim węglowe.

Rynek czekał na cenę i… dał się zaskoczyć. Wyniki aukcji zostaną opublikowane w ciągu trzech dni od jej zakończenia, ale już wiadomo, że cena zawiera się w przedziale 218,56 do 240,40 zł/kW/rok. To więcej, niż zakładali analitycy giełdowi oraz rynkowi eksperci. Zdaniem niektórych — aż za dużo.

„Rynek mocy niepotrzebny”

Prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki, przypomina, że koncepcja rynku mocy narodziła się, gdy odnawialne źródła energii zaczęły odgrywać znaczącą rolę w systemie. Wypierając z rynku źródła konwencjonalne (węglowe i gazowe), zabrały im część przychodów, obniżyły cenę energii w hurcie i zniechęciły do nowych inwestycji. Wiele rządów postanowiło wesprzeć sektor konwencjonalny i płacić mu nie tylko za wyprodukowaną energię, lecz także za samą gotowość do jej produkcji. Zaplanował to też polski rząd, szacując, że na rynek mocy przeznaczy 3-4 mld zł rocznie.

— Uważam, że rynek mocy jest w obecnych warunkach niepotrzebny. Kiedy pracowano nad tymi regulacjami [w 2017 r. — red.], cena energii elektrycznej w hurcie była na poziomie ok. 140 zł, a wsparcie miało mieć łączną wartość 3 mld zł rocznie. Dziś wiemy, że kwota sięgnie ok. 5,5 mld zł w pierwszym roku funkcjonowania. To dużo — wyjaśnia Władysław Mielczarski.

Dziś hurtowe ceny energii w Polsce przekraczają 300 zł/MWh.

— Teraz, kiedy ceny energii są wysokie, rynek mocy wydaje się niepotrzebnym i nieodpowiednim mechanizmem — podkreśla Władysław Mielczarski.

Negatywną, jego zdaniem, rolę odegrała też próbna aukcja mocowa, w wyniku której uzyskano cenę bliską 2000 zł/kW/rok.

— Były to, oczywiście, tylko testy, ale rynek dostał sygnał, że nie trzeba starać się grać nisko — uważa Władysław Mielczarski.

PSE, czyli operator krajowego systemu elektroenergetycznego i organizator aukcji, zaznaczał jednak, że „testowa aukcja rynku mocy miała charakter wyłącznie symulacyjny i jej przebieg nie może mieć odzwierciedlenia w rzeczywistej aukcji mocy”.

„Wsparcie jest za duże”

Wysoka cena w aukcji mocy zastanawia też Christiana Schnella, radcę prawnego i eksperta energetycznego. Prawnik przypomina, że od 2014 do 2016 r. podobne aukcje w Wielkiej Brytanii dały rezultaty w postaci cen na poziomie 20-22 tys. EUR za MW, a w 2018 r. nawet poniżej 10 tys. EUR za MW (cena w polskiej aukcji to w tym ujęciu ok. 50 tys. EUR za MW).

— Takie ceny stawiają pod znakiem zapytania ideę rynku mocy, która zakładała wsparcie energetyki konwencjonalnej w warunkach niskich cen energii w hurcie. Teraz nie dość, że ceny energii są wysokie, to jeszcze wsparcie mocowe wydaje się duże,nawet na tle znacznie bogatszych krajów Zachodu. Komu to wsparcie ma służyć? — zastanawia się Christian Schnell.

Wojciech Kukuła, prawnik z ClientEarth, też uważa, że cena z aukcji jest wysoka na tle cen osiąganych w innych krajach, np. w Wielkiej Brytanii lub Francji.

— Wynika to głównie z poziomu konkurencji. W Polsce nadwyżka mocy ubiegających się o wsparcie była niewielka — wyniosła ok. 3 GW wobec 22,7 GW zapotrzebowania, podczas gdy w Wielkiej Brytanii zamawiano ok. 50 GW, a do aukcji przystępowały źródła o łącznej mocy o przeszło 20 GW wyższej — tłumaczy Wojciech Kukuła.

Jan Rączka z Forum Energii widzi zaś w wynikach aukcji „prawdę o polskiej energetyce”.

— Mamy mało mocy dyspozycyjnych, a energetyka konwencjonalna jest droga. Największe przedsiębiorstwa energetyczne mają zapewnione stabilne przychody, ale nie jest jasne, czy za tym pójdą inwestycje w nowe, niskoemisyjne, elastyczne moce, które są bardzo potrzebne — podkreśla Jan Rączka.

„Pozytywne wieści dla wytwórców”

Zadowolenia z wyniku aukcji nie kryją zarządy państwowych firm energetycznych. Analityków to nie dziwi.

— Wyniki pierwszej aukcji mocy mają zdecydowanie pozytywny wydźwięk dla wytwórców energii, a największe dla tych o największych flotach wytwórczych. Nominalnie największe wsparcie uzyskała oczywiście PGE, ale jeśli odniesiemy wsparcie do kapitalizacji, to zwycięzcą jest, w moim odczuciu, Enea — uważa Paweł Puchalski, szef działu analiz Santander BM. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Pierwszy sprawdzian rynku mocy